Tatuś wydzwania do trenera Smudy
Wojciech Szczęsny robi furorę w Brentford FC. Tuż przed świętami przedłużył umowę z angielskim trzecioligowcem o kolejny miesiąc.
Władzom Brentford bardzo na tym zależało, 19-letniemu bramkarzowi mniej. Szczęsny wolałby grać w silniejszym klubie, ale nie dostał żadnej konkretnej oferty. - Pojawiały się zapytania z Włoch i kilku drużyn grających w Championship, ale raczej nie ma co liczyć na to, że jakiś klub pozbędzie się bramkarza w środku sezonu - przyznaje. - W każdej chwili mogę jednak zmienić barwy klubowe. Jestem tak umówiony z Brentford, że możemy pożegnać się z dnia na dzień i oni muszą to zrozumieć. Właśnie dlatego Polak przedłużył kontrakt tylko o miesiąc. - Poza okienkiem transferowym i tak nie można podpisywać umów na dłużej niż trzy miesiące. Związać się na miesiąc było najbezpieczniej, bo przecież zawsze może pojawić się coś lepszego. Poprzez występy w Brentford wciąż promuję swoją osobę - zaznacza.
Faktycznie, od 20 listopada, kiedy trafił do małego klubu z przedmieść Londynu, jest o nim głośno. Co tydzień wyrasta na bohatera Brentford. Zagrał w sześciu meczach i trzy razy nie puścił gola. Z dobrej strony pokazał się zwłaszcza w spotkaniach z liderem, Leeds United, i MK Dons, broniąc w nieprawdopodobnych sytuacjach. - On jest naprawdę niesamowity - zachwycał się Polakiem kolega z drużyny, obrońca Pim Balkestein. - Dziękujemy Arsenalowi, że pozwolił nam zatrzymać Wojciecha. On świetnie się tu rozwija i pomaga nam piąć się w górę tabeli - cieszy się z kolei menedżer The Bees Andy Scott. Skauci Arsenalu pilnie obserwują Szczęsnego podczas meczów, a potem wspólnie z bramkarzem analizują jego występy. Dodatkowo dwa razy w tygodniu Polak stawia się na zajęcia w bazie treningowej Arsenalu. - Wojtek będzie wielkim bramkarzem. Arsenal potrzebuje takich jak on, dlatego musi nabierać jak najwięcej doświadczenia - ocenia menedżer Kanonierów Arsene Wenger na oficjalnej stronie internetowej klubu. Francuz od dawna stawia na młodzież, ale Szczęsnemu akurat podpadł. - Tyle mówi się o tym, że w Arsenalu ma grać młodzież. Nie rozumiem więc, dlaczego boss stawia na bramkarza gorszego ode mnie tylko dlatego, że jest starszy - żalił się Polak, gdy przegrał rywalizację o miejsce w składzie Kanonierów z Włochem Vitem Mannone.
Teraz już się nie żali i nie rozpacza. W Brentford mu się podoba, głównie dlatego, że gra. - Chciałem tam pójść, bo wiedziałem, że będę się wyróżniać. I sprawdziłem się. Udowodniłem, że ceniąc swoje umiejętności, wcale się nie przechwalałem - cieszy się.
Kiedy Szczęsny trafił do Brentford, beniaminek zamykał tabelę League 1, walcząc o utrzymanie. Teraz jest w środku stawki. - Zdawałem sobie sprawę, że to zespół, który co kolejkę traci mnóstwo bramek. Trener uznał, że to przede wszystkim wina bramkarza. Zdecydował się sprowadzić nowego, czyli mnie. Szybko okazało się, że jest tam sporo do roboty, bo naszym obrońcom często przytrafiają się błędy indywidualne. Ja jednak nie narzekam - to dla mnie okazja, żeby się pokazać - ocenia polski bramkarz. A jest się przed kim pokazywać, bo mimo że Brentford gra w trzeciej lidze, na mecze przychodzi tam po 10 tys. ludzi. - A na wyjazdach zdarzało się nam grać przed 40 tys. - mówi Szczęsny.
Czy 17 stycznia polski bramkarz na dobre pożegna się z Brentford? Niekoniecznie. Jak twierdzi, interesować go będą propozycje jedynie z tych klubów, które dadzą mu gwarancję gry w pierwszym składzie. - Jeśli takiej gwarancji nie będzie, po prostu odrzucę ofertę. Na ławce to ja mogę siedzieć w Arsenalu. Zamiana ławki na ławkę kompletnie mnie nie interesuje. W Brentford dostałem gwarancję gry. Podpisałem kontrakt w piątek, a już w sobotę wyszedłem na boisko. To jest dla mnie najważniejsze, tego będę wymagał. Gdy przyszedłem do Brentford, od razu powiedziałem, że nie mam zamiaru tworzyć historii FC czy być legendą tego klubu. Chcę się po prostu uczyć, a najlepszą nauką jest regularna gra - tłumaczy. - Jestem zadowolony, że wszystko dobrze się układa.
Denerwuje go tylko polska zawiść. Kiedy trafił do reprezentacji Polski i zadebiutował w wygranym 1:0 meczu z Kanadą, usłyszał, że grę w kadrze załatwił mu ojciec, były bramkarz. - Chciałbym mu za to podziękować. Szkoda, że trener Smuda nie weźmie mnie na turniej do Tunezji. Tatuś jeszcze dzwonił, próbował załatwiać, ale niestety się nie udało - ironizuje.
@RY1@i02/2009/252/i02.2009.252.000.015a.001.jpg@RY2@
Wojciech Szczęsny jest gwiazdą Brentford FC, ale wciąż szuka silniejszego klubu
Piotr Werewka/Reporter
Małgorzata Chłopaś
malgorzata.chlopas@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu