Cud harmonii, kolorowe nagrobki i żałobne procesje na plaży
Uczą pokory. Przypominają, że nie ma wiecznych imperiów i cywilizacji. Są odbiciem historii narodów. Ważnym świadectwem kultury.
Nekropolie ujawniają zainteresowania i potrzeby ludzi z różnych epok. Przybliżają mody panujące niegdyś w rzeźbie, architekturze, zdobnictwie. To swoiste plenerowe galerie, a jednocześnie muzea. Albo - jak mawiał Jerzy Waldorff - kotwice pamięci.
Podróżując po świecie, zawsze odwiedzamy cmentarze. To miejsca, które sprzyjają kontemplacji, pozwalają uciec na chwilę od turystycznego i cywilizacyjnego zgiełku. W pewnym sensie pomagają nam też lepiej zrozumieć współczesny świat.
Czasem wsłuchujemy się w śpiew ptaków, innym razem ulegamy cykadom, a nawet dźwiękom uderzających o siebie żółwich skorup. Jak przed laty w środkowej Anatolii. Na współczesnym cmentarzu muzułmańskim trafiliśmy tam na okres godowy tych zwierząt. Kilkaset żółwi okupowało ścieżki i nagrobki.
W uzbeckiej Samarkandzie zadumaliśmy się przy grobach Timura - mongolskiego władcy, który podbił niemal cały muzułmański świat i jego przyjaciela, astronoma Uług Bega. W sanktuarim zakonu wirujących derwiszów w Konii (Turcja) pochylaliśmy głowy przed sarkofagiem jego założyciela, wielkiego XIII-wiecznego mistyka i poety perskiego Dżalaluddina Rumiego. W największej muzułmańskiej nekropolii Azji - na wzgórzach Makli w Pakistanie - podziwialiśmy monumentalne, przypominające pałace grobowce Wielkich Mogołów, muzułmańskich władców Indii. Fotografowaliśmy zalane monsunowym deszczem mogiły Polaków, którzy wędrowali z armią Andersa przez Pakistan. Pomarli, nie wytrzymawszy trudów podróży i ataków malarii, pochowano ich w Karaczi. Z wysokiego tarasu patrzyliśmy na indywidualne rysy twarzy setek terakotowych wojowników, strzegących pod Si-an nie odnalezionego dotąd przez archeologów grobu ich chińskiego władcy, Qin Shi Huangdi.
Niecodzienne uczucia towarzyszyły nam w swoistych grobowcach: wymarłych miastach. W Mohendżo-Daro (Pakistan), kolebce cywilizacji indyjskiej, gdzie przed 4 tysiącami lat nie wyjaśniony do dziś kataklizm przyniósł śmierć 40 tysiącom ludzi. I na greckich Cykladach, na wyspie Santorini, w przykrytym lawą wulkaniczną Akrotiri. Jeszcze mocniej zadziałał na wyobraźnię fort z X wieku, położony na wysokości 4200 metrów n.p.m. w chińskim Sinkiangu (Xinjiang): przy jego budowie użyto do zaprawy ludzkiej krwi.
A przecież lubimy też cmentarze kameralne. Jak choćby ten na zamieszkałej przez 15 osób norweskiej wysepce Kinn (okolice Floro), gdzie kilkadziesiąt grobów wkomponowano w malarski pejzaż, ograniczony pionowymi skałami. I morzem, z którego wyrastają inne mikroskopijne wysepki... Czy maleńki żydowski cmentarz w samym sercu Arhus, stolicy duńskiej Jutlandii. Albo cmentarz muzułmański w tunezyjskim Kairuanie, gdzie wybielone, nieogrodzone groby wciskają się pomiędzy autobusowy przystanek a mury mediny, starego miasta z X wieku.
Choć wznoszenie okazałych grobowców nie było zgodne z zaleceniami Mahometa, już w VIII w. stanęły pierwsze wspaniałe muzułmańskie mauzolea. Wznosili je zazwyczaj kalifowie i książęta. Dla siebie, swych braci, ojców i żon. Żadne jednak nie przyćmiło kunsztem i urodą indyjskiego Tadż Mahal. Wzniósł je w Agrze władca Szahdżahan, zrozpaczony po śmierci ukochanej żony Mumtaz Mahal, która zmarła w czasie porodu 14. dziecka. Szczególnie chętnie przyjeżdżają tu kochankowie i młode małżeństwa. Błyskający fleszami turyści z całego świata zapominają, że ten wpisany na listę UNESCO cud architektury jest po prostu grobowcem.
W trwającej 12 lat, a zaczętej w 1632 r. budowie uczestniczyło 20 tysięcy robotników oraz wielu architektów z Persji i Europy. Kompleks zbudowany jest na planie prostokąta o bokach 580 na 305 m, na południowym brzegu rzeki Dżamuny. Prowadzi do niego wysoka brama z czerwonego piaskowca. Fasada Tadż Mahal ma ponad 30-metrów i stoi na podwójnej platformie z czerwonego piaskowca i białego marmuru. Całość wieńczy 26-metrowa kopuła. W czterech rogach platformy wznoszą się minarety, odchylone lekko na zewnątrz, by podczas trzęsienia ziemi nie uszkodziły mauzoleum. Wszystkie detale grobowca skonstruowano z niepowtarzalnym wyczuciem harmonii.
Głównym budowniczym Tadż Mahal był perski architekt Ustad Isa. Gdy ukończył swoje dzieło, Szahdżahan rozkazał go oślepić, by nigdy już nie mógł stworzyć budowli równie pięknej.
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.001.jpg@RY2@
Turczynki zwiedzają mauzoleum przy meczecie Sulejmana Wspaniałego w Stambule
Andrzej Lisowski
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.002.jpg@RY2@
Anioł Smierci na Cmentarz
Andrzej Lisowski
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.003.jpg@RY2@
Tłumy żałobników na plaży Papanaszam podczas święta Karkidaka
Andrzej Lisowski
Zwiedzając nekropolię w rumuńskiej Sapancie, trudno jest powstrzymać uśmiech. To miejsce, leżące w okręgu Maramuresz, pewien francuski podróżnik nazwał nawet "wesołym cmentarzem". Miejsce to przechowuje pamięć o zmarłych, ale czyni to w sposób szczególny: informuje nie tylko o ich cnotach, profesjach czy okolicznościach zgonu, ale też o przywarach.
Setki drewnianych krzyży pokrywają jaskrawo kolorowe malowidła i płaskorzeźby. Dominuje błękit. Znajdziemy tu motywy geometryczne i roślinne, znaki Słońca, Księżyca i gwiazd. Zamiast symboli religijnych przedstawione są sceny z życia świeckiego zmarłych. Płaskorzeźby pokazują humorystyczne alegorie zalet i wad spoczywających tu mieszkańców wioski. Pomysłodawcą niezwykłego cmentarza, a także autorem nagrobków, był ludowy artysta Patras. Jego dzieło kontynuuje dziś uczeń, Dumitru Pop. Krzyże-nagrobki tworzą imponującą galerię typów ludzkich.
Prawdziwy szok można jednak przeżyć w Wiedniu, odwiedzając tamtejsze Muzeum Pochówków. Wkroczymy tam w jakże inny od naszego świat wierzeń, mody, techniki, oczekiwań, savoir vivre’u i przyzwyczajeń dotyczących przemijania i pożegnań zmarłych. Cesarskim nekrologom towarzyszą nie tylko regulaminy uczestnictwa w ostatniej drodze władcy, ale i cenniki zapobiegliwych właścicieli domów przy trasie konduktu, wynajmujących widokowe miejsca w oknach. Obejrzymy też model tramwaju, który miał wozić po kilkadziesiąt trumien ze zmarłymi na cmentarz Centralny.
Ale najbardziej szokują prezentowane w muzeum trumny wielokrotnego użytku. Wymyślił je cesarz Józef II, wielki racjonalista i reformator, który nie mógł pogodzić się z marnotrawstwem zakopywanego w ziemi drewna. A także z odziewaniem zmarłych we wspaniałe szaty, choć brakowało ich dla żyjących. Właśnie dlatego, z rozkazu cesarza, zaczęto chować zmarłych bez trumien, jedynie w zszytych workach. Podczas pogrzebu trumna spoczywała na wspornikach nad wykopanym dołem, a grabarz w odpowiednim momencie otwierał klapę i zmarły wpadał do dołu. Oczywiście nie był to piękny widok. Decyzja cesarza wywołała falę silnych protestów. Już w pół roku później, w styczniu 1785 r., Józef II musiał wycofać swoje kontrowersyjne rozporządzenie.
Inne urządzenie, które do dziś wzbudza emocje, to dzwonek dla przebudzonego w grobie. Stosowano je przez sto lat w wiedeńskich kostnicach jako dzwonki alarmowe. Pierwszy zainstalowano w 1828 r. Duże palce każdej kończyny nieboszczyka przewiązywano sznurkiem, w razie przebudzenia z letargu uruchamiającym mechanizm z dzwonkiem. Przypomina on trochę zegar ścienny. Później używano dzwonka elektrycznego. W 1945 r. pewna wiedeńska rodzina zamówiła nawet wykonanie specjalnej rury, którą spuszczono do rodzinnego grobowca. Bliscy zmarłego dyżurowali przy niej, nadstawiając ucho i sprawdzając, czy nieboszczyk aby nie ożył. Jeszcze inni zapobiegliwie prosili w testamencie, by przed pochowaniem ich zwłok do grobu przebić im na wszelki wypadek serce sztyletem. Takie sztylety również znajdują się w wiedeńskiej kolekcji.
Pękają ofiarne kokosy, wszędzie unosi się zapach kwiatów i wonny dym kadzideł. Wokół uwijają się bramini, błogosławiąc kolejne grupy pielgrzymów. Przez trzy dni i noce barwny tłum wypełnia szczelnie skrawek plaży, wciśnięty pomiędzy wysoki klif a brzeg Oceanu Indyjskiego. Nad wszystkim czuwa policja, pilnując, by nikt się nie utopił.
Karkidaka to niezwykłe święto lokalne w Varkala, jednej z turystycznych pereł indyjskiego stanu Kerala. Na tutejszej plaży Papanaszam składa się ofiarę duchom przodków. To coś w rodzaju naszego Dnia Zadusznego. Tutejsza tradycja nawiązuje do mitu o mędrcu Narada, który spotkał grupę żebraków. Ci wyznali mu swoje grzechy. Narada rzucił wtedy na wiatr kawałek swojego valkkalam, ubrania z kory drzewnej, którym zazwyczaj okrywali się ludzie świątobliwi i żebracy. Miejsce, gdzie spadła kora, nazwano Varkala. Narada kazał żebrakom udać się nad brzeg oceanu i modlić się tam o wybawienie. "Papanaszam" oznacza właśnie "wybawienie od grzechu". Odtąd w święto Karkidaka ze wszystkich stron ściągają tutaj pielgrzymi, by złożyć ofiary za dusze przodków. Rytuał odbywa się non stop, także w nocy. Plaże rozświetla wtedy morze świec, gazowych lamp i ognisk. Dla bezpieczeństwa wiernych pali się także wysoka latarnia zasilana przez specjalny agregat.
Każda podróż jest tylko przedłużeniem naszego bycia w Polsce, w Krakowie, na Kazimierzu, gdzie mieszkamy. Dlatego gdy w okolicach 1 listopada jesteśmy gdzieś daleko od domu, zawsze szukamy znanych nam symboli. Górujące nad ziemnymi mogiłami krzyże znaleźliśmy nawet pośród pól herbacianych Sri Lanki. I to dokładnie w dniu Wszystkich Świętych. Wyjątkowy nastrój spotęgowała obecność kilku miejscowych chrześcijan, porządkujących mogiły z okazji święta. Innym razem dzień Wszystkich Świętych zastał nas w Kochinie na południu Indii. Odwiedziliśmy wtedy jeden z chrześcijańskich cmentarzy, z krzyżami, nagrobnymi fotografiami i kolorowymi inskrypcjami w języku kerala. Bo spoczywają tam właśnie Keralczycy. W miejscowym kościele św. Franciszka, wzniesionym przez portugalskich misjonarzy w połowie XVI stulecia, oglądaliśmy nagrobki kupców, przybyłych tutaj z Portugalii, Holandii i Anglii. I zadumaliśmy się nad pustym dziś grobowcem Vasco da Gamy.
Takich miejsc było jeszcze wiele na trasach naszych wędrówek. Ale jedno z nich jest wyjątkowe, bo łączy różne kultury i religie. To cmentarz nad doliną Cedronu. Swoich zmarłych grzebali tam wyznawcy judaizmu, chrześcijanie i muzułmanie. Już od II tysiąclecia p.n.e. drążono tam grobowce. Jerozolimska nekropolia nie ma wielkich mauzoleów, znaczona jest symbolicznymi kamieniami. Leży na długim płaskowyżu, tuż nad stromą doliną. Widać stąd błyszczące w słońcu złoto Kopuły na Skale i mury starej Jerozolimy. Właśnie ten kamienny cmentarz i Dolina Cedronu mają być wspólnym dla Zydów, chrześcijan i muzułmanów miejscem Sądu Ostatecznego.
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.004.jpg@RY2@
Figura z Papanaszam
Andrzej Lisowski
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.005.jpg@RY2@
Chrześcijański cmentarz w indyjskim stanie Kerala
Andrzej Lisowski
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.184.0004.006.jpg@RY2@
Waranasi w Indiach. Przygotowania do kremacji
Andrzej Lisowski
Elżbieta i Andrzej Lisowscy
INNE ZNANE CMENTARZE
Okrętowe kotwice, kapitańskie czapki, widok na pobliską wyspę Korczulę... Malowniczo górujący nad taflą Adriatyku cmentarz marynarzy w Orebiciu, w południowej Dalmacji, pełen jest symboli przypominających lata świetności i panowania na morzach Republiki Dubrownickiej. Schowany za masywnymi murami Dubrownik zawsze był otwarty na morze, zawdzięczając mu swój byt i prestiż. W końcu XVI stulecia dysponował flotą liczącą 200 statków. Wielu marynarzy pochodziło właśnie z Orebicia. Do dziś chowani są tutaj ludzie morza, a przepływające statki oddają im cześć dźwiękowym sygnałem.
Miejsce spoczynku cesarzy dynastii Ming wybrano starannie. Tak aby ich snu nie zakłócił ani czas, ani nadciągający z północy wrogowie. W chińskiej kulturze opieka nad grobami przodków jest ważnym elementem życia doczesnego. Opiera się na przekonaniu, że duchy zmarłych, odpowiednio traktowane, przyniosą rodzinie pomyślność. Dlatego tak ważne było posiadanie potomka, który dbałby o rodzinne groby. W grobowcu Mingów pod Pekinem spoczywa kilka osób. Trumna Wan Li (panował 1572 - 1620) ozdobiona jest cesarskim symbolem smoka. Choć bardziej okazała niż inne, jest już tylko świadectwem odległej przeszłości.
W dzielnicy El Hafsia, w północnej części mediny Tunisu znajduje się mauzoleum Sidi Mehreza, jednego z patronów stolicy Tunezji, który słynął z dobroci i tolerancji. To dzięki niemu Żydzi prowadzący handel na okolicznych bazarach otrzymali prawo osiedlenia się wewnątrz miejskich murów, w miejscu nazywanym hara. Wybitny mędrzec i teolog zmarł w 1022 r., a jego grób jest do dziś czczony zarówno przez muzułmanów, jak i Żydów. Tutaj zawsze można spotkać rozmodlonych wiernych.
W 330 tys. grobów największej nekropolii Austrii pochowano 3 miliony zmarłych. To prawie dwa razy więcej niż obecna liczba mieszkańców Wiednia. Otwarty 1 listopada 1874 r. Cmentarz Centralny zajmuje 2,5 km kw. powierzchni. W jego obrębie kursują nawet liniowe mikrobusy. Przez środkowe sektory biegnie aleja zasłużonych. Spoczywa tutaj m.in. Helmut Qualtinger, który wypowiedział słynne słowa: "W Wiedniu musisz umrzeć, żeby wypito za twoje zdrowie. Ale potem żyjesz długo". Tutaj też wydzielono kwaterę sławnych muzyków, z grobami Beethovena, Johanna Straussa, Brahmsa i Schuberta. Osobne sektory zajmują stary i nowy cmentarz żydowski, nadto cmentarze: rosyjski prawosławny, protestancki i muzułmański. Każdy, kto lubi tajemnicze, emanujące specjalną energią miejsca, powinien odwiedzić kwaterę 23. Nie ma w niej grobów, za to wizyta tam może podobno uleczyć chore miejsca ciała i duszy.
INNE ZNANE CMENTARZE
Pozostał na zawsze tam, gdzie zawiodły go młodzieńcze marzenia - pośród wierzchołków Tien-szanu. Mikołaj Przewalski: jego nazwiskiem nazwano nie tylko miasto nad jeziorem Issyk-kul, ale także ałtajski lodowiec, górskie pasmo w Tybecie oraz przylądki w Archipelagu Kurylskim i na Alasce. Przewalski, Rosjanin o odległym polskim pochodzeniu (szlachta smoleńska), był carskim generałem a jednocześnie wielkim geografem i podróżnikiem, badaczem przyrody, twórcą pionierskich ekspedycji do niedostępnych zakątków Azji. Jego grób znajduje się w miejscowości Pristań, 7 km od miasta Karakoł (niegdyś Przewalsk). Zgodnie z ostatnią wolą badacza, na jego nagrobnej inskrypcji nie ma wojskowych tytułów. Pod nazwiskiem jest tylko słowo: podróżnik. Przewalski zmarł w 1888 r. w wojskowym lazarecie.
Przykryty masywną kopułą skromny sarkofag Ukrainki Roksolany jest miejscem pielgrzymek i modlitw muzułmanów z całej Turcji. Jej małżonek, sułtan Sulejman Wspaniały, ma grobowiec bardziej okazały, ale atmosfera w obu mauzoleach jest podobna. I tak samo zwrócone w kierunku grobów są ręce pielgrzymów. Wprawdzie w ortodoksyjnym islamie nie ma pojęcia świętego, ale pielgrzymowanie do grobów ludzi obdarzonych szczególnym autorytetem do dziś jest bardzo popularne. Mauzolea Sulejmana Wspaniałego i Roksolany są tylko częścią większej muzułmańskiej nekropolii, przylegającej do stambulskiego meczetu Sulejmana Wspaniałego, zbudowanego przez słynnego architekta Sinana.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu