Dziennik Gazeta Prawana logo

Ian Brown - legenda rockowej sceny, bohater robotniczej Anglii

29 czerwca 2018

Ian Brown, ikona brytyjskiej muzyki, po dziesięciu latach znów w formie. Od czasów debiutanckiego "Unfinished Monkey Business" artysta nie nagrał tak dobrego albumu jak "My Way".

Brown jest dla większości wykonawców z Wysp tym samym, czym Maradona dla fanów piłki nożnej na całym świecie. Największe brytyjskie zespoły, takie jak Oasis, Blur czy Arctic Monkeys, przyznają się do inspiracji brzmieniem The Stone Roses, pierwszego zespołu Browna, ale również jego późniejszymi płytami. Bez Browna nie byłoby hipnotyzującego marszu Richarda Ashcrofta londyńską ulicą w gniewnym "Bittersweet Symphony" The Verve. A Alex Turner, lider Arctic Monkeys, wprost mówi o nim, że jest niedościgłym wzorem dla najważniejszego dziś zespołu z Wysp.

Fenomen Browna zamyka się w połączeniu enigmatycznego songwritingu z metafizyką codzienności. "Jestem stworzony z pyłu gwiezdnego, mamy takie samo DNA", puentował w utworze "Stardust" z płyty "Music of the Spheres". W swoich piosenkach Anglik zawsze był odniesieniem sam dla siebie. Po debiucie The Stone Roses stworzył z siebie ikonę i utrzymał ten status do dziś, mimo że słynny zespół rozpadł się w połowie lat 90. po nagraniu drugiej płyty. Od pierwszego solowego albumu Brown śpiewał o sobie w kontekście przemian społecznych. Wspierał klasę robotniczą, z której się wywodzi, i opisywał zagrożenia cywilizacyjne z perspektywy mieszkańca wielkiego miasta. Dumny, silny (posiadacz czarnego pasa w karate), pełen animuszu (często wdaje się w bójki, nawet z własnymi fanami) i bezustannie podkreślający, że tylko talent pozwolił mu się wyrwać z biedy. Jako 15-latek zarabiał na życie, sprawiając krowie języki w masarni, więc na pewno wie o czym śpiewa, ale krytycy niejeden raz ciosali mu kołki na głowie za monotematyczność.

Jednak Ian Brown pozostał bohaterem Anglii. Bo małpi król, jak go nazwali Brytyjczycy po sukcesie debiutanckiej płyty "Unfinished Monkey Business", i dziś nie może się opędzić od wyrazów uwielbienia fanów zachwyconych jego szóstym solowym albumem "My Way", który właśnie się ukazał. Krążek łączy typowy dla Anglika mocny, charakterystyczny puls bębnów i wzniosłe melodie.

Zamiast politycznych traktatów, jak na ostatniej płycie "The World Is Yours", czy elektronicznych eksperymentów z "Music of the Spheres" słyszymy to, co w muzyce Browna najlepsze: wielkomiejskie hymny, wyskandowane do akompaniamentu groźnie brzmiących bębnów, podbite lekko elektroniką. Są tu shoegaze’owe ballady ("Always Remember Me", z przetworzonymi klawiszami, gitarami elektrycznymi i szkockim brzmieniem smyczków), kołyszące kawałki inspirowane disco z lat 80. ("Just Like You"), tętniące wyrazistym, punktowanym rytmem perkusji i brzmieniem trąbek hymny "Stellify" i "Crowning the Poor" (z udziałem Noela Gallaghera z Oasis), a nawet cover klasycznego przeboju Zagera i Evansa "In the Year 2525" z motywem meksykańskich dęciaków.

Zbliżającemu się do pięćdziesiątki muzykowi udało się to, co do końca nie wyszło w tym roku innemu gigantowi brytyjskiej alternatywy, Morrisseyowi. O ostatnim albumie Moza nie było na Wyspach tak głośno jak o "My Way" Iana Browna. Obaj po zakończeniu działalności w swoich macierzystych formacjach obrośli legendą najbardziej, obok Roberta Smitha i Paula Wellera, wpływowych brytyjskich artystów ostatnich dwudziestu lat. Ale angielskie listy przebojów pokazują, że tylko Brownowi udało się nagrać album, który wytrzymuje starcie z młodszą o kilkanaście i kilkadziesiąt lat konkurencją.

@RY1@i02/2009/210/i02.2009.210.000.017a.001.jpg@RY2@

Brown jest inspiracją m.in. dla Arctic Monkeys i The Verve

Universal Music

@RY1@i02/2009/210/i02.2009.210.000.017a.002.jpg@RY2@

"My Way", Ian Brown

Fiction 2009

Anna Gromnicka

anna.gromnicka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.