Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzikie plaże, rafy koralowe, muzyka i kolonialne zabytki

1 lipca 2018

Cztery tygodnie to zdecydowanie za mało, by poznać Brazylię - kraj prawie 30 razy większy od Polski. A jednak udało się nam sporo zobaczyć: pokonaliśmy, bagatela, ponad 6 tysięcy kilometrów

Ponieważ w Brazylii była właśnie zima i temperatura wynosiła "tylko" 20 stopni, prawie nikt się nie kąpał. Na plaży było jednak sporo osób, bo to miejsce ważne społecznie - tu odbywają się dyskusje, spotkania towarzyskie, tu gra się w piłkę i załatwia interesy. Wzdłuż Copacabany ciągną się ścieżki rowerowe, trasy dla biegaczy, z których korzysta mnóstwo osób. Na plaży mało kto się opala, większość biega, skacze, robi pompki, podciąga się na drążkach, gra w piłkę. Kult ciała i urody robi wrażenie zwłaszcza rano, gdy przed pracą biega i ćwiczy tu tysiące ludzi.

O Rio mówi się "a cidade maravilhosa" (wspaniałe miasto), choć trafniejsze byłoby określenie "miasto kontrastów", bo dzielnice pełne luksusowych willi sąsiadują tu z favelami, obszarami przerażającej nędzy. Większość domów mieszkalnych, nawet zwykłych bloków, jest strzeżona jak twierdze - zamykana, otoczona murami, pilnowana przez strażników.

Dwa najbardziej znane punkty widokowe w Rio to Corcovado - góra z dominującym nad miastem posągiem Chrystusa Zbawiciela oraz, po przeciwnej stronie centrum, góra Głowa Cukru. Na Corcovado, 730 metrów n.p.m., wjeżdża się tramwajem podobnym do kolejki na Gubałówkę. Widok ze szczytu - na ocean, wzgórza, wyspy, laguny, miasto - zapiera dech w piersiach i rekompensuje wcześniejszy tłok, godzinną kolejkę i drogie bilety.

Najciekawsza z dzielnic to Maracana, z najsłynniejszym na świecie stadionem piłkarskim na wzgórzu Santa Teresa.

Następny punkt naszego programu to Ilha Grande, wyspa i rezerwat przyrody, dwie godziny jazdy autobusem od Rio. To prawdziwa namiastka raju - góry, dzikie plaże, malownicze rybackie wioski. Jedyne miasteczko na wyspie to port Abraao, do którego przybijają promy. Prócz policyjnego radiowozu i ambulansu nie ma tam samochodów: do większości miejsc można dotrzeć piechotą, do innych łatwiej dopłynąć statkiem. My popłynęliśmy do Błękitnej Laguny z mnóstwem raf koralowych, ryb, krabów, rozgwiazd, płaszczek. To idealne miejsce do nurkowania.

Z Ilha Grande popłynęliśmy do Parati, perły architektury kolonialnej. Miasteczko to było niegdyś głównym portem, z którego wysyłano do Portugalii złoto, wydobywane w okolicznych górach. Do dziś zachowały się tutaj resztki słynnej "Złotej Drogi", łączącej miasto z kopalniami. Powstała w XVII wieku, wbrew nazwie wyłożono ją nie złotymi, lecz kamiennymi płytami.

W Parati trwał akurat "międzynarodowy festiwal literatury". Do sennej nadmorskiej miejscowości zjechały tysiące ludzi - na spotkania z pisarzami, podpisywanie książek, projekcje filmowe, koncerty i wystawy. Zobaczyliśmy m.in. świetną ekspozycję rzeźb bohaterów literackich w miejskim parku. Samo miasteczko jest urocze, a każda jego wąska, brukowana uliczka kryje jakieś niespodzianki: kolorowe domki z okresu kolonialnego, galerie, kościoły, sklepy z rękodziełem czy sympatyczne knajpki.

Stamtąd nocnym autobusem pojechaliśmy do Foz do Iguacu, miasteczka na granicy Brazylii, Argentyny i Paragwaju, znanego z wodospadów o tej samej nazwie. Iguacu to "wielka woda" w języku Indian Guarani. Rzeczywiście, niesamowite wrażenie robi widok 275 wodospadów, którymi z wysokości 80 metrów pieniąca się woda spada do wąwozu. Wszechobecna wilgoć sprawia, że w słoneczne dni nad wodospadami tworzy się tęcza.

Z Kurytyby lokalnymi liniami WebJet polecieliśmy 3 tysiące kilometrów na północ, do Recife, stolicy stanu Pernambuco. Nazwa miasta po portugalsku oznacza rafę koralową. Niestety, na większości plaż natykaliśmy się na ostrzeżenia przed kąpielą z powodu ataków rekinów. Kilka kilometrów dalej leży Olinda - małe, kolonialne miasteczko krętych, brukowanych uliczek i barokowych kościołów.

W Pontal de Coruripe, niewielkiej wiosce nad oceanem, czas stanął w miejscu. Mężczyźni łowią tu ryby i inne owoce morza, kobiety obierają je na ulicy, wyplatają też koszyki z liści palmowych. Wszyscy się tu znają, a większość czynności wykonują wspólnie. Wieczorami kobiety tańczą na głównym placu w mieście, zaś mężczyźni wpatrują się w jedyny w mieście odbiornik telewizyjny ustawiony na słupie. Na noc zamyka się go na kłódkę. Po kilku godzinach wszyscy nas już znali, zagadywali (niestety, tylko po portugalsku!), uśmiechali się...

Tylko tutaj można, idąc plażą, zbierać na obiad krewetki, które wyrzuciło morze. Po chwili można mieć ich cały kubek - to porcja, za którą w pobliskiej restauracji trzeba zapłacić 20 reali (ponad 30 zł).

Stolica stanu Bahia to miasto tętniące muzyką. Dla Brazylijczyków Salvador jest tym, czym dla nas Kraków. To tutaj mieszka najwięcej czarnych - potomków niewolników masowo sprowadzanych z Afryki Zachodniej przez Portugalczyków. Na ulicach słychać jazz, bluesa, rocka, bossa novę, sambę i reggae. Jest tu mnóstwo sklepów z instrumentami, płytami, a co krok natykamy się na warsztaty wokalne lub bębniarskie, kursy samby albo ćwiczenia capoeiry. Co ciekawe, w tutejszych sklepach prawie nie ma współczesnych płyt z muzyką zachodnią - dominują wykonawcy brazylijscy, ewentualnie klasyka jazzowa lub folkowa.

W małym barze kilkanaście osób śpiewało, tańczyło i grało na wszystkim, na czym się tylko da - na gitarze, bębenkach, tamburynie, kubkach, talerzach...

Stare miasto, Pelourinho, to dawny targ niewolników. Miejscowi twierdzą, że jest tutaj 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Na tutejszym warzywniaku pierwszy raz zobaczyliśmy marchewki i ziemniaki droższe od ananasów i arbuzów.

@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.184.0008.101.jpg@RY2@

Sceneria wypisz wymaluj jak z "Piratów" Romana Polańskiego. Okolice miasteczka Parati

FOTOLINK

WARTO WIEDZIEĆ

Najłatwiej polecieć do Brazylii hiszpańskimi liniami Iberia. Promocyjna cena biletu z Berlina przez Madryt do Rio wynosi około 1800 zł, razem z przejazdem do Berlina - 2050 zł.

Relatywnie tania jest wewnętrzna komunikacja lotnicza. Za dwa loty zapłaciliśmy niewiele ponad 500 reali, czyli równowartość 800 zł (355 reali z Curritiby do Recife, 154 reale z Salwadoru do Rio). Powietrzna trasa do Rio, licząca ponad 2 tysiące kilometrów, jest o połowę tańsza od tej samej drogi przebytej autobusem!

Za przejazdy autobusowe podczas czterech tygodni naszego pobytu zapłaciliśmy około 700 zł, za noclegi ze śniadaniami - około 800 zł, za jedzenie - 30 zł dziennie. Ponadto wycieczki, rozrywki, pamiątki, zakupy - w sumie wyszło około 6000 zł na osobę, przy kursie dolara 3,3 zł (tyle wynosił, gdy wyjeżdżaliśmy).

real brazylijski, BRL

aktualny kurs: 1,00 PLN = 1,61 BRL

W Brazylii za 1 amerykańskiego dolara dostaje się 1,9 - 2,0 reala. Najlepszy kurs wymiany: - 2,04 - mieliśmy w Ciudad de Este, w Paragwaju, gdzie wyskoczyliśmy na godzinę z Foz do Iguacu. Najgorszy - na lotnisku w Rio: - 1,88 reala za dolara (do tego jeszcze prowizja).

Brazylia to także intensywne przeżycia kulinarne. Ograniczmy się tu do opisu jedzenia w Rio, które jest pyszne, urozmaicone i w miarę tanie. Najpopularniejsze są restauracje z jedzeniem na kilogramy, w których wybór jest ogromny: mięso z grilla, ryby, sałatki, owoce. Z tymi ostatnimi jest najciekawiej - wiele z nich pochodzi z Amazonii i te mają jedynie miejscowe nieprzetłumaczalne nazwy. Ich próbowanie jest jak randka w ciemno: albo się uda, albo wtopa. Popularny jest deser z owoców acai przypominających w smaku jeżyny albo jagody. Pije się głównie piwo (dobre są miejscowe gatunki, najpopularniejsze to Brahma i Arktarktica) oraz capirinię - drink z cachacy, tutejszego bimbru z trzciny cukrowej, zmieszanej z cukrem trzcinowym, sokiem z limonki i lodem. Pycha! Piwo podaje się albo w potężnych menzurkach, z których samemu rozlewa się je do szklanek, albo w butelkach włożonych do chłodzących termosów.

To miasto gigant, w którym mieszka prawie 20 milionów ludzi. Żyje tu co dziesiąty Brazylijczyk. Tu robi się największe interesy, tutaj też mają swoje siedziby oddziały największych zachodnich banków. Wszystko tu jest największe i jednocześnie najnowocześniejsze. Dworzec autobusowy, na który dotarliśmy, jest większy od warszawskiego Okęcia. Miasto ma dwa takie dworce.

Dariusz Chrost

Aleksandra Horzela

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.