Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Berlińczycy jadą do Azji

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Znakomity występ Filharmoników Berlińskich w Warszawie mógł podtrzymać stereotyp staroświeckiej symfonicznej machiny. Film dokumentujący tournee orkiestry po Azji i towarzysząca mu płyta "Trip to Asia" pokazują jednak nowoczesny, otwarty i poszukujący zespół.

Zaskakuje już program albumu: nie tylko wolny od popularnych przebojów (zaznaczyć trzeba, że Straussowskie "Życie bohatera" w pełni zasługuje na taki status), ale też podejmujący ryzykowny flirt z muzyką współczesną. Twórczość Thomasa Adesa - choć cieszy się uznaniem koneserów nowoczesnej opery (m.in. Mariusza Trelińskiego) - do lekkich, łatwych i przyjemnych nie należy. Jego kompozycja "Asyla" fascynuje i przeraża zarazem feerią niecodziennych brzmień. Nowa płyta Berlińskich Filharmoników czyni zeń swoisty suplement albo puentę do monumentalnego poematu Straussa. "Życie bohatera" kończy się tryumfem i spełnieniem bohatera-Prometeusza. Ades zdaje się pytać, czy zwycięstwo nie jest przypadkiem iluzją, a spełnienie - opętaniem. Tak jakby berlińczycy podejmowali polemikę z zachodnim kultem geniuszy i arcydzieł, którego symbolem byli przecież przez całe dekady.

Ten sam program pojawiał się na występach berlińczyków podczas ich tournee po krajach Dalekiego Wschodu, dokumentowanych przez Thomasa Grube w filmie "Trip to Asia". W 2003 roku jedna z najlepszych orkiestr świata podjęła się realizacji baletu "Święto wiosny" Igora Strawińskiego z międzynarodową grupą 250 amatorów. Cztery lata później berlińczycy odbyli swoją pielgrzymkę na Wschód. W "Trip to Asia" dochodzi do konfrontacji zespołu ze wschodnim rozumieniem harmonii, indywidualizmu i zbiorowości. Najbardziej uderzające jest jednak wrażenie obcowania z grupą 126 wyrazistych solistów. To nie jest ta sama orkiestra, która pod przewodnictwem Wilhelma Furtwaenglera stała się propagandową tubą III Rzeszy, a za czasów Herberta von Karajana przekształciła się w autorytarnie sterowaną maszynę do produkcji muzycznego luksusu. Współcześni berlińczycy sami wybierają pierwszego dyrygenta, ustalają swój artystyczny program, wreszcie pozyskują - w większości od prywatnych sponsorów - środki finansowe.

Paradoks polega na tym, że taka demokratyczna natura wpisana była w działalność symbolu "muzycznego autorytaryzmu" niemal od zarania. Berliński zespół powołał się do życia samodzielnie w 1882 roku. Wtedy to dyrektor półamatorskiego zespołu Benjamin Bilse zaproponował swoim podopiecznym podróż na koncert do Warszawy... wagonem czwartej klasy. 54 instrumentalistów solidarnie się zbuntowało i tak powołany został zespół - dziś znany jako jedna z najlepszych orkiestr symfonicznych świata.

Rozkwit bardziej egalitarnego i otwartego oblicza berlińczyków zawdzięczamy ich obecnemu dyrygentowi. Sir Simon Rattle stał się symbolem przemian, ze względu na otwarcie na muzykę współczesną, zapomniane arcydzieła oraz wykonawcze nowinki.

Pod takim przewodnictwem berlińczycy zaskakująco szybko zamienili wizerunek z symbolu muzycznego konserwatyzmu na wcielenie nowatorstwa. Być może chodzi w tym o coś więcej niż podążanie z nurtem współczesnej kultury.

@RY1@i02/2009/192/i02.2009.192.000.017a.101.jpg@RY2@

Andrzej Rybczyński/pap

Sir Simon Rattle i jego orkiestra

Michał Mendyk

krytyk muzyczny

w poniedziałek (5 października) będzie dostępna z "Dziennikiem Gazetą Prawną" w punktach sprzedaży na terenie Warszawy i okolic oraz dla prenumeratorów wersji Premium.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.