Pearl Jam wstępuje na barykady rocka
Część mediów zdążyła już odtrąbić triumfalny powrót grunge’u. W ciągu jednego tygodnia na rynku ukazują się dwie płyty legend tego nurtu: "Backspacer" Pearl Jam i "Black Gives Way to Blue" (premiera 29 września) - pierwszy od czternastu lat studyjny album Alice In Chains.
@RY1@i02/2009/185/i02.2009.185.000.0017.101.jpg@RY2@
Backspacer
O odnowie nurtu, który na początku lat 90. wstrząsnął światowym rockiem, nie ma jednak mowy. Grupa Alice In Chains nigdy nie czuła się częścią sceny grunge’owej, zaś Pearl Jam już dawno zwrócił się ku klasycznemu rockowemu graniu.
Nie inaczej jest na najnowszym krążku "Backspacer". Po raz pierwszy od premiery albumu "Yield" w 1998 roku Pearl Jam zdecydował się na współpracę z producentem Brendanem O’Brienem, który przywrócił brzmieniu grupy czysto rockową dynamikę. "Backspacer" to album treściwy, pozbawiony dłużyzn i niepotrzebnych kompozycji - nawet jeśli niektóre pomysły aranżacyjne, jak udział instrumentów smyczkowych w balladach "The End" i "Just Breathe", mogą wydawać się co najmniej kontrowersyjne.
Ale Pearl Jam to przede wszystkim zadziorne gitarowe granie, bezpośrednio odwołujące się do klasyków amerykańskiego rocka - Neila Younga (który jest inspiracją formacji Eddiego Veddera od lat, o czym może świadczyć choćby fakt, że zespół wykonuje na koncertach własną interpretację jego "Rockin’ in a Free World"), Bruce’a Springsteena, a nawet momentami Boba Dylana. Proste, chwytliwe kompozycje, takie jak "Got Some" czy singlowy "The Fixer", mają szansę na stałe zapisać się w koncertowym repertuarze grupy. Może brakuje im przebojowości hitów sprzed lat, ale cały czas urzekają szczerością i autentyzmem. I nawet jeśli gdzieniegdzie pobrzmiewają fascynacje popem i nowofalowym rockiem, wciąż nie ma wrażenia, że Pearl Jam sprzedaje się publice. Vedder nie zwykł bowiem schlebiać powszechnym gustom i nigdy w życiu nie zdecydowałby się choćby na nagranie płyty z Timbalandem tylko dlatego, że to modny producent. A tego grzechu nie zdołał uniknąć przecież Chris Cornell, niegdyś filar Soundgarden, jednego z najważniejszych zespołów sceny grunge’owej.
Ale Pearl Jam przeszedł swoistą przemianę. Formacja od dawna zalicza się do panteonu największych rockowych gwiazd, ale bodajże po raz pierwszy uruchomiła gigantyczną machinę promocyjną. Szum wokół grupy uruchomiła wydana w kilku wersjach reedycja legendarnego debiutu "Ten". Potem napięcie związane z oczekiwaniem na premierę "Backspacera" tylko rosło. Vedder i spółka udzielali setek wywiadów, zaprosili prasę na plan teledysku "The Fixer", ruszyli na entuzjastycznie przyjętą minitrasę promocyjną po Europie. Fanów przyzwyczajonych do tego, że Pearl Jam unika podobnej polityki promocyjnej jak ognia, mogło to zaskoczyć. Ale jednocześnie zespół nie stracił przecież ani autentyczności, ani własnego charakteru. I dopóki nie zaczną zamieniać sceny w dziwaczne architektoniczne konstrukcje czy zatrudniać wygimnastykowanych cheerleaderek, by zabawiały gawiedź, mogą liczyć na wdzięczność wielbicieli prawdziwego, żywego rocka.
@RY1@i02/2009/185/i02.2009.185.000.017a.101.jpg@RY2@
Universal Music
Pearl Jam. Drugi od lewej lider i wokalista grupy Eddie Vedder
Jakub Demiańczuk
Monkeywrench/Universal
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu