Beck składa artystyczny hołd Velvetom i Nico
Beck śpiewa Velvet Underground? To początek przedsięwzięcia "Record Club" przygotowanego przez jednego z najciekawszych popowych artystów amerykańskich ostatnich lat wraz z grupą przyjaciół.
@RY1@i02/2009/184/i02.2009.184.000.019b.101.jpg@RY2@
Andy Warhol
Pomysł jest prosty. Wystarczy wybrać swój ulubiony album innego artysty, umówić się z Beckiem na sesję i zarejestrować utwory w jeden dzień. Potem materiał zostaje zamieszczony w formie wideo w internecie. Na razie na liście oczekujących są grupa MGMT, Devendra Banhart i Jamie Lidell. A w planach m.in. zarejestrowanie na nowo "Songs of Leonard Cohen". Na pierwszy ogień poszedł inny klasyk, "The Velvet Underground & Nico", czyli słynna płyta z "bananem Warhola".
Wyzwanie ogromne, ale dla Becka w sam raz. W końcu jest on artystą mocno osadzonym w kulturze popularnej i amerykańskiej tradycji muzycznej. Do tego przez piętnaście lat kariery wielokrotnie udowadniał swoją otwartość na eksperymenty, błyskotliwą erudycję oraz świetny warsztat kompozytorski. Nic dziwnego, że jego wykonania "Sunday Morning" czy "I’ll Be Your Mirror" sprawiają wrażenie, jakby pochodziły z jednego z jego songwriterskich albumów "Mutations" czy "Sea Change". Dlatego że asystują mu członkowie jego zespołu koncertowego pod wodzą producenta Nigela Goodricha i dlatego, że są bardziej melodyjne niż oryginały. Beck nie stara się na siłę kopiować stylu śpiewania Lou Reeda ani odtwarzać tamtej narkotycznej atmosfery sesji. A jeśli już ma utworom towarzyszyć psychodeliczna aura, to tak jak w "Waiting for the Man" przypomina zabawy The Beatles na LSD. Oczywiście ma to minusy, bo przecież siła rażenia takich utworów jak "Venus in Furs" tkwi właśnie w przytłaczającym klimacie. Dla Becka ratunkiem pozostaje to, że materiał został nagrany za pierwszym podejściem, więc przynajmniej czuć żywioł sesji.
"Record Club: The Velvet Underground & Nico" to rzecz przede wszystkim dla fanów Becka, mniej nawet niż dla wielbicieli Velvet Underground. Chociaż po odsłuchaniu można dojść do wniosku, że przecież dziś to już jest ta sama publiczność.
Jacek Skolimowski
"Record Club:
The Velvet Underground & Nico"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu