Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Szampon z brzucha

28 czerwca 2018

Naruszał tabu, podważał sens twórczości. Włodzimierz Borowski w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Centralną część ekspozycji zajmuje rekonstrukcja słynnej wystawy Włodzimierza Borowskiego "Pole gry". Na podstawie zdjęć i wspomnień odtworzył ją rzeźbiarz Krzysztof Bednarski.

Ekspozycja miała charakter retrospektywy. W 1972 roku w nieistniejącej dziś warszawskiej Galerii Współczesnej artysta zgromadził przedmioty i materiały, które wykorzystał w swojej wcześniejszej twórczości.

"Pole gry" było próbą podsumowania i pożegnania. Po wernisażu Borowski wystawiał sporadycznie, poświęcając się głównie działalności teoretycznej. Było też próbą kontestacji tradycyjnego sposobu prezentacji sztuki - artysta pokazał swoje prace na tle wyłożonych czarnym materiałem ścian. Publiczność oglądała je, wchodząc w labirynt rupieciarnię.

"Pole gry" w MSN tak jak przed 38 laty otwiera "Niciowiec okienny", czyli oplątana kolorowymi nitkami rama okna wyłowionego w Osiekach. Stanowi ona rodzaj wrót do wykreowanego przez Borowskiego świata w stanie rozkładu. Obok innych niciowców - głównie ozdobionych malowidłami pudeł z plątaniną nici - są "Artony", kreatury z posklejanych i zdeformowanych plastikowych przedmiotów, odpadków i śmieci. Te pokraczne konstrukty świeciły i reagowały na ruch powietrza - autorowi przypominały gnomy pożerające lalki. Ich brzuchy zamiast płynów ustrojowych zawierały szampon lub oranżadę. Borowski konstruował je, by "zadrwić z biologicznej logiki", wchodził w rolę demiurga - twórcy niezależnych bytów.

Trzecią grupa obiektów tworzonych przez Borowskiego w latach 60. były "Manilusy", nazwane tak od sformułowanego przez artystę "manifestu lustrzanego". Kolaże składały się z pionowych fragmentów luster umieszczonych na drewnianej konstrukcji, uzupełnionych plastikiem lub kawałkami futra. Borowski zacierał granice między oglądającym a oglądanym, odbiorcą, a twórcą i dziełem. Przeglądając się w "Manilusach" widz stawał współtwórcą, a zarazem tworzywem, integralną częścią dzieła sztuki. Borowski podważał status artysty, kontestował ustalony porządek - chował się w zakamarkach galerii, by incognito podglądać widzów, dowodząc, że oni są najważniejsi, bo ich reakcje tworzą sztukę, są sensem i celem.

W tym kontekście dokonana przez Bednarskiego rekonstrukcja jest fiaskiem, ale zamierzonym. Integralną częścią wystaw Borowskiego była bowiem jego fizyczna obecność. Zmarły przed dwoma laty artysta w eleganckim garniturze z muchą wygłaszał podczas wernisaży odczyty wprowadzające w problematykę ekspozycji. Twórczego napięcia nie da się więc powtórzyć. To bezcelowe: happenerskie pokazy miały sens tylko tam i wtedy, nie ma sensu ich ponownie inscenizować.

Jedną z najgłośniejszych akcji był IV Pokaz synkretyczny - "Ofiarowanie pieca" z 1966 roku, który odbył się w fabryce Azoty w Puławach podczas I Ogólnopolskiego Spotkania Artystów i Naukowców. Ubrany w smoking, oświetlony reflektorami industrialnych konstrukcji zaśpiewał na melodię Mazurka Dąbrowskiego pieśń składającą się tylko z jednego słowa "mocznik" (związek chemiczny wytwarzany w fabryce).

Performance wywołał konsternację. Artysta obnażał bowiem nie tylko sztuczność i jałowość zinstytucjonalizowanego panelu ludzi sztuki oraz nauki i techniki. Występ miał podtekst polityczny - Azoty były jedną ze sztandarowych inwestycji epoki małej stabilizacji.

Działania Włodzimierza Borowskiego dziś nie szokują, artyści przyzwyczaili nas do bardziej radykalnych sposobów przekraczania konwencji i naruszania tabu. Sam autor funkcjonuje na uboczu kanonu polskiej sztuki najnowszej, może dlatego że konsekwentnie podważał sens jej uprawiania.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.0041.001.jpg@RY2@

FOT. TADEUSZ ROLKE/MUZEUM SZTUKI NOWOCZESNEJ W WARSZAWIE

Grażyna Kuryłło

Pola Ostrowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.