Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nowości DVD

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

"Lekcja martwego języka" Janusza Majewskiego to mistrzowska lekcja kina. Film przywołujący atmosferę galicyjskiego miasteczka w przededniu zakończenia pierwszej wojny światowej zachwyca fotografią epoki, która przeszła do lamusa historii.

Pierwsza wojna światowa nie została zmitologizowana przez kino. Najpierw było za wcześnie - medium dopiero raczkowało, potem za późno: w pierwszej kolejności trzeba było próbować opisać świeżą tragedię - faszyzm, Holokaust, obozy zagłady. Tym większe brawa należą się Januszowi Majewskiemu, który w "Lekcji martwego języka" przekonująco odmalował klimat wcześniejszego okresu. Z filmoznawczego punktu widzenia "Lekcja..." to także wzorcowa adaptacja literacka. Majewski, sięgając po powieść Andrzeja Kuśniewicza, nie tylko zachował większość wątków i uzyskał dla nich perfekcyjne obrazowe ekwiwalenty, ale zadbał również o integralność przesłania Kuśniewicza piszącego o tym, że wojna to przede wszystkim stan ducha.

W uwodzących zdjęciach przedwcześnie zmarłego wybitnego polskiego operatora Zygmunta Samosiuka przeglądał się klimat dwóch epok. Akcja filmu nie rozgrywa się wprawdzie w Wiedniu czy w Paryżu, ale nawet w zapuszczonej Galicji, w ostatnich miesiącach działań wojennych, czuło się, że to już kres. Finał działań wojennych oznaczał przesilenie dotychczasowego stylu życia, przyzwyczajeń, stosunków. Austro-Węgry z pełną groteskowych symboli przesadą, narkotykowymi odlotami, dekadencją i artystowskim spleenem walkowerem ustępowały miejsca razowej codzienności. "Za chwilę nastąpi zapach prochu i krwi, prawdziwe cierpienie i prawdziwa śmierć" - mówił w wywiadzie Janusz Majewski.

"Lekcja martwego języka" nie od razu została doceniona. Na Festiwalu Polskich Filmów w Gdańsku nagrodzono jedynie muzykę Andrzeja Kurylewicza. Dzisiaj film Majewskiego, w którym rolę życia zagrał Olgierd Łukaszewicz, zasłużenie zalicza się do szczytowych osiągnięć polskiego kina lat 70. ubiegłego wieku.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.029b.001.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Są takie filmy, które przypominają zawody w gotowaniu kwaśnicy na czas albo zbiorowe wyrabianie największego serdelka na Podkarpaciu. Jak pobić taki kulinarno-kinowy rekord pod publiczkę? Wziąć przystojnego amanta (Ashton Kutcher) i dać mu do ręki Smith & Wessona, a u boku postawić niezbyt urodziwą, ale za to wiecznie zdziwioną blondynkę (znana z serialu "Chirurdzy" Katerine Heigl). Później wystarczy już dodać wszystkie przyprawy, które były pod ręką, i czekać na mlaskanie tłumów. W "Panu i Pani Kiler" zmieszano i klasyczne wątki romansowe niczym z "Notting Hill", i trochę kina akcji, i, co najgorsze, głęboką diagnozę na temat społeczeństwa kontroli i symbolicznej przemocy, przy której wizje z "Truman Show" to zaiste betka. Wyszedł klops. Na szczęście jest też trochę muskulatury Kutchera.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.029b.002.jpg@RY2@

Zofia Smolińska

"Top Gear" to efekt zamiłowania do dobrej zabawy i lęku przed nudą. Pomimo ponad 30 lat istnienia programu (wersja, którą teraz oglądamy, to odświeżony format - oryginalny "Top Gear" wystartował w 1977 roku) nie można tu narzekać na brak emocji. Jeremy Clarkson, miłośnik zawrotnej prędkości i ciętego dowcipu, udowadnia, że samochody są nie tylko dla macho, a ironii nigdy nie za mało. Clarksonowi towarzyszą James May i Richard Hammond. Ich wspólne występy to nie tylko ocena możliwości samochodów, uwagę przyciąga ich humor, charyzma i nieprzewidywalność. Mimo to z ocenami i testami, którym poddają samochody, liczy się cały rynek motoryzacyjny. Box złożony z czterech programów "Top Gear" to prezentacja granic możliwości jego autorów, od lekkiego wydania testującego najszybsze wozy świata po ekstremalną wyprawę na biegun.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.196.029b.003.jpg@RY2@

Michał Bielawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.