Nie będę potworem
Seksowny, tajemniczy i niebezpieczny. Najprzystojniejszy wampir Alexander Skarsgard powraca w trzecim sezonie "Czystej krwi" w HBO
Mój bohater Eric jest mocno zmodernizowaną wersją ekranowego upiora, w porównaniu na przykład z Maksem Schreckiem z "Nosferatu". Podoba mi się oddzielenie jego mrocznej natury od tego, czym się zajmuje - by tak rzec - zawodowo. Jest przecież biznesmenem, prowadzi bar, współpracuje z ludźmi - w dzisiejszych czasach nawet wampir potrzebuje dobrego księgowego.
Nie, absolutnie. Wszystko, co się w nim dzieje, jest uzasadnione, wynika z rozwoju akcji lub charakterów postaci. Jest też bardzo stylowo nakręcony, więc nigdy nie miałem poczucia, że dzieje się coś, w czym nie chciałbym uczestniczyć. Nawet jeśli momentami jest to prawdziwy hard core.
Też mi się wydaje, że Eric wciąż ewoluuje, może nawet dorasta. Mam coraz więcej do grania, a budowanie tej postaci staje się bardziej wymagającym zajęciem. Ale też coraz łatwiej mi się z nim utożsamiać, gdy ma więcej ludzkich cech.
Wiem na ten temat niewiele więcej niż fani "Czystej krwi". Czytałem oczywiście czwarty tom cyklu Charlaine Harris, który jak zwykle będzie podstawą scenariusza, ale Alan Ball i jego ekipa mogą rozwinąć akcję w zupełnie innym kierunku - robili tak już po wielokroć. To grupa bardzo utalentowanych i błyskotliwych ludzi, więc nie martwię się, że mnie skrzywdzą w tym scenariuszu.
Wpływ serialu na odbiór mojej osoby, także mnie jako aktora, budzi pewne ryzyko. Ale dopóki mam szansę brać udział także w innych projektach i dostaję ciekawe propozycje ról, to mam okazję pokazać publiczności, że nie jestem tylko wampirem.
Tak daleko się nie posuwają, ale bywa, że ktoś zwraca się do mnie per Eric. Czasami fanki proszą, żebym pozując z nimi do zdjęcia, udawał, że je gryzę w szyję, ale odmawiam. Gdybym zrobił to choć raz, na pewno od razu zdjęcie zaczęłoby krążyć po sieci - to byłoby prawdziwe przekleństwo, nigdy bym się z tego nie wyzwolił!
Wciąż obowiązuje mnie klauzula poufności, więc nie zdradzę zbyt wiele. Gram jedną z głównych postaci, Michaela. Moją żonę gra Kirsten Dunst. Spora część akcji rozgrywa się podczas weselnego przyjęcia. My jesteśmy zakochani, nasze rodziny są z nami, wszystko jest świetnie, a potem zaczyna się sypać. Tę historię wymyślił Lars von Trier, więc nie będzie o szczęśliwych chwilach.
Początkowo mieliśmy nawet grać ojca i syna, potem plany uległy zmianie, bo dostałem większą rolę. Praca ze Stellanem była wielką przyjemnością. Lars kręcił cały film w Szwecji - dla mnie, mieszkającego na stałe w Los Angeles, możliwość bycia tam przez sześć tygodni i widywania mojego taty codziennie, pracując przy okazji z jednym z moich ulubionych reżyserów. To było jak spełnienie wszystkich marzeń.
Tak, rola komandora statku kosmicznego jest dość odległa od tego, co robiłem w projekcie Larsa. Ale jestem tym strasznie podekscytowany, nie mogę się doczekać. Praca z Larsem była jednym z najwspanialszych doświadczeń w moim życiu - jestem jego fanem i zawsze chciałem u niego wystąpić. Czułem tam też wielką wolność jako aktor, to bardzo otwarty reżyser. Peter Berg też jest bardzo inteligentnym facetem, ale zupełnie innym typem filmowca. Energia na planie też na pewno będzie inna - to wielkie przedsięwzięcie, zupełnie inaczej organizuje się pracę w takiej produkcji.
Rod Lurie, który wyreżyserował film, zajął się także ponowną adaptacją scenariusza i wprowadził do niego sporo zmian. Gram byłego chłopaka głównej bohaterki z małego miasteczka w Missisipi. Zupełnie inaczej potraktowaliśmy tę postać niż w filmie z Hoffmanem. Chcieliśmy dać widowni prawo oceny, ale też zrozumienia tego bohatera i jego relacji z byłą dziewczyną. Nie będę tam po prostu potworem.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.004a.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu