Artur zawodowiec
To już trzecia odsłona animacji Luca Bessona na podstawie jego własnych powieści dla dzieci. Wciąż opowiada o tym samym: odwiecznej wojnie dobra ze złem
Kiedy przed kilku laty Luc Besson, jeden z najbardziej cenionych europejskich twórców kina, zapowiedział, że bierze się za realizację filmów dla dzieci, brzmiało to niemal jak groźba. Reżyser "Nikity", "Leona Zawodowca" i "Piątego elementu", kojarzony z błyskotliwym i niestroniącym od brutalności kinem sensacyjnym, nie był kimś, komu powierzylibyśmy zadanie opowiedzenia naszym dzieciom bajeczki na dobranoc. Mogłyby mieć po tym koszmary.
Jednak seria filmów i książek o Minimkach - maleńkich, podobnych do elfów istotach zamieszkujących ogród kilkunastoletniego Artura - udowadnia, że Besson doskonale wie, czego potrzeba dzieciakom.
Wzorem J.K. Rowling i jej opowieści o młodocianym czarodzieju Harrym Potterze, Luc Besson miesza magię i przygodę z wielkimi mitami naszej kultury (opowieści o królu Arturze są tu aż nazbyt oczywistym tropem), osadzając je w klasycznej bajkowej narracji o nieszczęśliwym, osamotnionym dziecku. Porzucony przez rodziców Artur przeżywa wspaniałe i groźne przygody, kiedy odkrywa w domu swojej babci tajne przejście do równoległego świata zamieszkanego przez Minimki. Jak to w bajkach bywa, żaden świat jednak nie jest wolny od zła - adwersarzem Artura staje się Maltazar, klasyczny uzurpator marzący o nieograniczonej władzy. W trzeciej części Artur będzie musiał powstrzymać jego zapędy do objęcia władzy także nad światem ludzi. Ostateczna wojna dobra ze złem zbliża się nieuchronnie niczym Armageddon.
Animowany cykl Bessona nosi wszelkie cechy jego twórczego temperamentu. Jest nie tylko niezwykle efektowny wizualnie - zarówno animowane partie rozgrywające się wśrod Minimków, jak i te aktorskie w świecie ludzi są wystylizowane do granic możliwości - ale też pełne zupełnie nieinfantylnego humoru. W dodatku jest absolutnie cool - głównie za sprawą muzycznych gwiazd, które użyczają głosów animowanym postaciom. W jakim innym filmie pojawiliby się obok siebie Snoop Dogg, Madonna i David Bowie czy Lou Reed? Luc Besson w końcu wie, jak ustrzelić widza.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.027c.001.jpg@RY2@
Luc Besson z łatwością namawia największe muzyczne gwiazdy, by użyczały głosu animowanym postaciom. W pierwszej części cyklu "Artur i Minimki" sam David Bowie wcielił się w postać głównego czarnego charakteru - cesarza Maltazara. W dwóch kolejnych zastąpił go inny rockowy idol - Lou Reed. W najnowszej odsłonie "Artura i Minimków" do tego zacnego grona dołącza kolejny gwiazdor - Iggy Pop. Jego głosem przemawia wredny synalek Maltazara Darkos. W obsadzie nie zabrakło też największej popowej diwy - Madonna wcieliła się bowiem w postać przyjaciółki Artura, księżniczki Selenii. Niestety podobnie jak Bowie ograniczyła swój udział tylko do pierwszej części filmu. Hiphopowy guru Snoop Dogg zagrał zaś przedstawiciela tajemniczego plemienia sprzymierzonych z Minimkami Koolamasajów. Jak wspominał Besson, by zarejestrować jego specyficzny sposób poruszania się, użyto kilkunastu kamer.
KN
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu