Dla dwu-, sześcio- i nastolatek - rodzice "Kultury" polecają dobre filmy
Moja dwuletnia córka Helenka, wbrew anielskiej aparycji, najchętniej identyfikuje się z bajkowymi łobuzami. Dlatego do jej ulubionych bohaterów należą sprytny "Baranek Shaun" i wiecznie rozrabiający pingwin "Pingu". Obie plastelinowe animacje - Aardmanowski baranek i współprodukowany przez BBC pingwinek - wyróżniają się na tle kabotyńskich produkcji dla maluchów zarówno nieprzesłodzoną estetyką, jak i naprawdę niezłym poczuciem humoru, które sprawia, że oglądanie bajki z dzieckiem nie jest męką.
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o również kochanych przez Helenkę Teletubisiach. Zanim Hela weszła w wiek konsumpcji ruchomych obrazów, uważałam, że te głupawe i bełkoczące stwory na pewno nie przypadną do gustu mojemu superinteligentnemu dziecku. Myliłam się całkowicie. Helenka uwielbia Tinky-Winky, Dipsy, Laalę i Po, i muszę przyznać, że wiele się nauczyła z tych irytujących bajeczek. Ostatnio odkryliśmy uroki serii "Uczmy się angielskiego z Teletubbies", dzięki której Helenka wprawia w osłupienie niespodziewające się niczego osoby postronne, zadając im ni z tego, ni z owego podstępne pytania w rodzaju: "A jak jest żółty po angielsku?".
Powoli wchodzimy w fazę dłuższych fabuł. Za nami "Gdzie jest Nemo" i podglądane podczas wspólnych wakacji ze starszymi dziećmi "Toy Story". Niedawno również zrobiliśmy rodzinny seans pixarowskich "Potworów i spółki", co zaowocowało lekkimi atakami paniczki i upewnianiem się: "Ale to jest mamusia, a nie żaden potwór, prawda?". No cóż, córeczko, zależy kogo zapytasz.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.029b.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Niedługo święta, a jeszcze wcześniej mikołajki, więc jak co roku doradzamy, co warto sprezentować. Ja dostałem zadanie dziecinnie proste. - Zapytaj córki, jakie filmy dla dzieci warte są polecenia - powiedział redaktor Jakub, robiąc groźną minę. - Nie ma sprawy, będzie na jutro - odparłem szybko, aby zbytnio nie denerwować wystarczająco już zirytowanego nadchodzącymi świętami redaktora. No i zapytałem.
- Scooby Doo, Scooby Doo jest moją lulubioną bajką ostatnio - wykrzyknęła. - Ale, Basiu, kochanie, Scoobiego oglądasz już od dwóch lat, może jest jeszcze jakaś fajna bajeczka, którą ostatnio widziałaś i mogłabyś polecić innym dzieciom - stwierdziłem z nadzieją, że usłyszę inne tytuły poza Scoobym. Wtedy lawinowo posypały się ulubione ostatnio tytuły: "Toy Story" 1, 2 i 3, "Shrek" 1, 2, 3 i 4, "Odlot", "Wall-e", "Księżniczka i żaba", "Epoka lodowcowa" 1, 2, 3 i cała masa przedziwnych tytułów ze Spongebobem Kanciastoportym na czele. Zagubiony i skołowany mnogością pozycji najlepszych i najfajniejszych według mojej córki nie wiedziałem, co wybrać i jak to wszystko ułożyć.
Miałem cichą nadzieję usłyszeć, że warto nieskończoną ilość razy oglądać przygody Misia Uszatka, Reksia, Bolka i Lolka albo Smerfów. Niestety coraz trudniej przekonać maluchy, że bajki, które wychowały rodziców, są naprawdę świetne. Więc do tej gromady tytułów dodam od siebie jeszcze kilka produkcji, na które warto zwrócić uwagę, robiąc interesy z Mikołajem. Moje ulubione to przede wszystkim "Miasteczko Halloween" i inne tytuły dziecięco-młodzieżowe od pana Tima Burtona oraz znakomite filmy z serii "Wallace i Gromit". Wesołych Świąt.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.029b.002.jpg@RY2@
Patryk Zwoliński
Córki moje, Zosia i Zuza, mają - odpowiednio - 14 i 16 lat. To chyba najlepszy wiek, by zacząć na serio poznawać dorobek światowego kina, nie rezygnując oczywiście z radości adolescencji (weźmy choćby serię o Harrym Potterze, prawdziwe "Star Wars" tego pokolenia).
Tym, którzy obawiają się o wrażliwe dusze swojego nastoletniego potomstwa, chciałbym powiedzieć, że potomstwo przeważnie aż się pali do tego, by ową wrażliwość wystawić na próbę. Nie tak dawno młodsza z córek oświadczyła mi, że czuje się wreszcie gotowa na oglądanie schizy. Od kiedy to wiem, jest jakby łatwiej wybierać dla niej filmy. Starsza już dawno wyzbyła się wszelkich uprzedzeń.
Co za tym idzie, moje propozycje składają się w zasadzie z rozmaitych ulubionych schiz tatusia - jeśli brać się za odkrywanie nowych terytoriów, to po całości. To byłaby przede wszystkim wędrówka po kinie gatunkowym. Na pierwszy ogień idą kryminały: trylogia "Ojciec chrzestny" Francisa Forda Coppoli i "Chinatown" Romana Polańskiego (a przy okazji też jego "Autor widmo"). Jako bonus "Pulp Ficton" Quentina Tarantino i "Przekręt" Guya Ritchiego - w ramach oswajania dziewcząt ze zdrowym popkulturowym cynizmem. Potem bierzemy na tapetę filmy SF, przede wszystkim "Blade Runnera" Ridleya Scotta i "Matrix" braci Wachowskich. W ramach nietypowych historii miłosnych niech będzie choćby "Zakochany bez pamięci" Michela Gondry’ego. Na deser zaś koszmarnie niepoprawna politycznie komedia "Jabłka Adama" Andersa Thomasa Jensena. A tak naprawdę - wszystko jeszcze przed kochanymi córkami. W sumie to im zazdroszczę.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.029b.003.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Katarzyna Nowakowska
Patryk Zwoliński
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu