Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kiedy wszystko jest możliwe

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Sztuka Katarzyny Kozyry przypomina aferę Watergate. Pełna zwrotów akcji, obracająca w perzynę bieżący rozkład sił. Funkcjonuje jako ikoniczny przykład skandalu, nie dającego się rozłożyć na czynniki pierwsze i odtworzyć chronologicznie

Po latach już niewiele osób pamięta, czy pierwsze były podsłuchy, czy powiązania z włamywaczami i czemu w zasadzie tak bardzo bulwersowały nas prace Kozyry. Od czasu swojego dyplomu - "Piramidy Zwierząt" (1993) - który zrobiła w słynnej Kowalni - artystka funkcjonuje jako dyżurna aferzystka. Jeśli trzeba kogoś zbić za kontrowersje w sztuce, wybór zazwyczaj pada na nią. Bo Kozyra a to wejdzie do męskiej łaźni w przebraniu mężczyzny ("Łaźnia męska"), a to pokaże autorski zapis swojej chemioterapii ("Olimpia"). Taką strategię łatwo jest odsądzić od czci, wiary i sensu, nie docenić jej krytycznego potencjału, widzieć w niej głównie efektowne gesty. Może dlatego Kozyrze łatwo było przeniknąć w trochę uproszczonej formie nie tylko do sfery zbiorowej wyobraźni, ale nawet do języka.

Tytuł jej najnowszego cyklu projektowego "W sztuce marzenia stają się rzeczywistością", na który złożyły się filmy dokumentujące jej próby śpiewu operowego, występy jako drag queen i wizualizacje marzeń o byciu księżniczką - stał się niemal bon motem. Kiedy były dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, Piotr Piotrowski, zapowiadał zmiany w profilu instytucji, powstanie muzeum nowoczesnego i zgodnego z najnowszymi trendami, mówił za Kozyrą, że w sztuce możliwe jest wszystko, nawet wykonanie arii z "Wesela Figara" bez muzycznego wykształcenia.

Dziś Muzeum Narodowym kieruje Agnieszka Morawiń ska. I po raz kolejny okazuje się, że gesty, słowa, prognozy i diagnozy Kozyry to nie tylko wizualne anegdotki do łatwego cytowania, ale też przewrotne głosy o głębokim krytycznym potencjale, których dno przesuwa się w miarę zagłębiania się w ich treści.

Wystawa zorganizowana przez Zachętę jasno i dobitnie wykłada tę prawdę. "Casting" to próba wielkiego odczarowywania prac artystki, wypełnienia niejasności, atmosfery skandalu wiedzą i twardym konkretem. To tak jakby prezydent Nixon zostawił po sobie fabularyzowane wspomnienia, napisane ze swadą i dbałością o szczegół, a teraz nagle ktoś je opublikował.

I to się zresztą bardzo zgadza, bo w Zachęcie głos Kozyrze został oddany nawet dosłownie - jej komentarze, pisane w pierwszej osobie, są częścią ekspozycji. Słowa, interpretacje, uwagi uzupełniają pokaz dzieł - znalazły się i obok "Aktów anorektyczki" (1991), i obok sześciennej konstrukcji z wielokanałową projekcją "Łaźni męskiej" (1999) czy fotografii z cyklu "Więzy krwi" przedstawiających nagie kobiety na tle krzyża i półksiężyca. Hitowe prace, które zdążyły się już mocno okopać w polskiej kulturze wizualnej i galeriach - do tego stopnia, że w zasadzie na samą wieść, że znowu je pokazano, można by westchnąć "znowu ta Kozyra" - zostały wyposażone w nowe konteksty, objaśnione, skomentowane.

Ci, którzy nie chcą wciągnąć się w to autobiograficzne odczytanie, które proponuje artystka, będą mogli odebrać pokaz w Zachęcie jako narrację o tym, jakimi formalnymi środkami operuje pokaz sztuki wideo. Filmy Kozyry ogląda się nieźle, wystawa zrobiona jest z rozmachem i w różnych skalach - od wielkich projekcji, po zapraszanie widza do voyeurystycznego podglądania sztuki w małych telewizorkach.

Ciekawe, że Kozyra nawet taką rzeczą jak wielki monolit wystawowy nie daje się zaszufladkować. Artystka, która jest doskonale świadoma uwikłań sztuki i - chyba - ma do statusu artysty wielki dystans - oparła się roli nowoczesnego klasyka, któremu wielka państwowa galeria składa hołd, organizując wystawę, na której pojawi się mnóstwo szkolnych wycieczek i warszawscy hipsterzy.

Zamiast tego artystka proponuje strukturę otwartą - centralnym punktem jej ekspozycji są pomieszczenia, w których można ucharakteryzować się na Katarzynę Kozyrę, a później odegrać przed kamerą scenę, która zainspiruje artystkę do pracy nad nowym projektem. Ale podobno widzowie już teraz zaproponowali kilka świetnych pomysłów. Wytrychy, włamania i nagrania z ukrycia, które stosuje Kozyra, znów działają.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.196.0041.001.jpg@RY2@

llll

Anna Theiss

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.