Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pop według Hancocka

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Trzeba być pewnym siebie, żeby nagrać na nowo piosenki Lennona i Dylana. Zrobił to Herbie Hancock. O tym, że wyszło genialnie, przekonamy się na jego koncercie

Nagrywanie przebojów innych wykonawców zawsze było dobrym sposobem na zarobek, rzadko jednak pokrywało się z sukcesem artystycznym - przykładem seria płyt Roda Stewarta z coverami. Swoim albumem "The Imagine Project" Herbie Hancock pokazał, że można połączyć jedno i drugie. Album sprzedaje się znakomicie (2. miejsce na liście Billboard Jazz Albums, Złota Płyta w Polsce) i jest przy tym doskonałym daniem muzycznym dla jazzowych maniaków, ale też fanów ambitnego popu. Członek najsłynniejszej sekcji rytmicznej modern jazzu w zespole Milesa Davisa, pionier tanecznego funk jazzu, 12-krotny laureat nagród Grammy, zaprosił na nagrania 66 muzyków. Bawi się z nimi muzycznymi klasykami: "Imagine" Johna Lennona, "Dont Give Up" Petera Gabriela, "The Times They Are a-Changin" Boba Dylana i beatlesowskim "Tomorrow Never Knows".

Imponuje rozpiętość gatunków, w której operują zaproszeni przez pianistę artyści. Mamy Pink i Seala, legendę jazzowego bassu Marcusa Millera, Jeffa Becka ("Imagine"), Johna Legend ("Dont Give Up"), Los Lobos ("Tamitant Tilay/Exodus"), Anoushka Shankara, Chaka Khan, Waynea Shortera ("The Song Goes On") i Davea Matthewsa ("Tomorrow Never Knows"). Dzięki nim na płycie nie brakuje elementów muzyki hinduskiej, latynoskiej, afrykańskiej, bluesa, soulu, rocka i rnb. To muzyczny koktajl zatopiony w jazzowym sosie, bo to przecież pianino Hancocka jest tu najważniejsze.

Oczywiście na trasie koncertowej nie towarzyszą mu zaproszeni na płytę goście - gdyby tak było, to koncerty te byłyby największym muzycznym wydarzeniem tego roku. Na scenie nie zabraknie jednak wybitnych muzyków sesyjnych. Z Herbiem wystąpią m.in.: znakomity klawiszowiec Greg Phillinganes (współpracował z Jacksonem, Claptonem i Arethą Franklin), wokalistka Kristina Train oraz gitarzysta Lionel Loueke z Beninu. Co ważne, Hancock na scenie stara się nad nimi nie dominować. Każdy z muzyków ma czas na solówki i improwizację. Sam Hancock potrafi podczas jednego numeru zagrać na trzech różnych instrumentach klawiszowych. Jednym słowem nudy w programie nie ma.

@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.033b.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.