Ed Wood za żelazną kurtyną
Box "Pojechane w kosmos" zbiera jedne z najgorszych filmów w niezbyt bogatej historii polskiej fantastyki. Nareszcie!
Podobno Stanisław Lem "Milczącą gwiazdę" - pierwszą kinową adaptację swojej prozy - skwitował krótko, acz dosadnie: "Dno dna". I ta niepochlebna recenzja mogłaby znaleźć zastosowanie w przypadku wszystkich filmów zebranych w tym zestawie. Z wyjątkiem całkiem udanego "Testu pilota Pirxa" (1978) w reżyserii Marka Piestraka każda z pozostałych fabuł mogłaby ilustrować w encyklopedii kina hasło "zły film". I co z tego, skoro ich oglądanie jest fenomenalną rozrywką?
"Pojechane w kosmos" to propozycja dla koneserów nieudanego kina. Dla tych, którzy zachwycają się dokonaniami Eda Wooda albo polują na perełki z lat 50. w rodzaju "Zabójczych ryjówek". I nieważne, czy będą teraz oglądać opowieść o wyprawie astronautów na Wenus ("Milcząca gwiazda" zrealizowana w międzynarodowej obsadzie i ze sporym rozmachem, którego dziś już nie widać), czy historię poszukiwania zaginionego statku kosmicznego Ikaros ("Sygnały MMXX"), czy wreszcie polską odpowiedź na "Indianę Jonesa" ("Klątwa Doliny Węży", drugi w zestawie film Piestraka) - satysfakcja gwarantowana. Na deser perła: film "Komputery" z 1967 roku, w którym Marek Piwowski objaśnia zasady działania tytułowych maszyn. Reżyserował Krzysztof Zanussi.
Ze schematu złego filmu wyłamuje się jedynie "Test pilota Pirxa" - też nie arcydzieło, ale z pewnością jedna z najbardziej udanych prób przeniesienia gatunku science fiction na polski grunt filmowy. Swoją drogą, to ostatnia jak dotąd polska adaptacja prozy Lema. Od jej premiery minęły 32 lata i od tamtej pory w przekładaniu prozy genialnego pisarza na język kina musieli wyręczać nas inni: Amerykanie ("Solaris"), Niemcy (serial "Ijon Tichy: Raumpilot") i Węgrzy ("1"), a ekranizację "Kongresu futurologicznego" szykuje Ari Folman.
Wszystkie filmy z boksu "Pojechane w kosmos" powstały w koprodukcji z bratnimi krajami - ZSRR i NRD. "Milczącą gwiazdę" i "Sygnały MMXX" nawet wyreżyserowali wschodnioniemieccy twórcy: Kurt Maetzig i Gottfried Kolditz. Zwłaszcza ten ostatni zapisał się w historii kina kilkoma "arcydziełami", wśród których warto zapamiętać "W gwiezdnym pyle" oraz "Ulzanę - wodza Apaczów". Czekam teraz na odważnego dystrybutora, który zdecyduje się je przypomnieć widzom. Kino krajów bloku wschodniego obfitowało w Edów Woodów, czekających na ponowne odkrycie.
@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.030b.001.jpg@RY2@
Jakub DemiaŃczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu