Przedstawiamy Tegoroczne Nominacje Do Nagrody Angelus
Jacek Dukaj zaskoczył "Wrońcem" wszystkich - i czytelników, i krytyków. Po epickim "Lodzie", ponadtysiącstronicowej, monumentalnej powieści badającej alternatywną historię świata, wydał książkę, której najbliżej - przynajmniej pozornie - do dziecięcej bajki. Dukaj nie byłby jednak Dukajem, gdyby poszedł po linii najmniejszego oporu. Znakomicie zilustrowana przez Jakuba Jabłońskiego historia małego Adasia błąkającego się podczas stanu wojennego po mroźnym mieście w poszukiwaniu rodziców otwiera jednak znacznie więcej możliwych interpretacji.
Z wierzchu to rzeczywiście bajka operująca klasycznym schematem zagubionego niewiniątka, które okazuje się wybrańcem i musi przejść przez kilka niebezpiecznych inicjacji. Dukaj w każdym razie tak swoją opowieść
stylizuje: pisze prostym językiem, próbuje spoglądać na rzeczywistość oczami dziecka (którym, notabene, sam był w 1981 roku), mieszając realizm z myśleniem magicznym, bawiąc się neologizmami, które mógłby wymyślić przedszkolak, by jakoś pojąć otaczający go, niezrozumiały i groźny świat. W tej warstwie "Wroniec" jest raczej ahistoryczny, uniwersalny, przeznaczony również dla odbiorcy niemającego pojęcia, co stało się w Polsce pod rządami generała Jaruzelskiego.
Ale wejdźmy głębiej. Na kolejnym poziomie powieść Dukaja to rzecz pokoleniowa - przez obecnych trzydziestoparolatków, ostatnią generację wychowaną jeszcze w PRL-u, interpretowana jako skarbnica ich własnych wspomnień. "»Wroniec« to kopalnia prozatorskiej kreatywności, możliwej do pełnego odczytania tylko przez małoletnich świadków tamtych wydarzeń" - pisaliśmy w "Kulturze". "Mamy tu choćby krążący po ulicach upostaciowany gaz, Złomota - imperialną maszynę niszczącą, powiązaną deficytowym sznurkiem do snopowiązałki, partyjnego Członka, będącego częścią rozlanej masy potwornego hiperorganizmu, wreszcie zaś demonicznego Wrońca, infantylne wyobrażenie potwora, kryjącego się pod hasłem »WRON«, skandowanym wciąż w telewizji przez smutnego generała".
To jeszcze nie wszystko. W trzeciej warstwie "Wroniec" okazuje się kafkowskim horrorem, w którym triumf dobra nad złem (i vice versa) wcale nie jest oczywisty. Świadczy o tym choćby szeroko dyskutowane zakończenie książki. Dla wielu czytelników, którzy oczekiwali jakiegoś martyrologicznego, mitologicznie uprawnionego zwieńczenia, Dukaj przyszykował nieprzyjemną niespodziankę, idąc wbrew narracji historycznej, w którą wtłoczono Polaków po upadku komunizmu i do której przyzwyczaiła nas także popkultura preferująca rozwiązania radykalne - albo triumf, albo klęskę. Owo zakończenie - którego przez szacunek dla tych, którzy jeszcze "Wrońca" nie czytali, nie zdradzę - to jeden z najciekawszych w polskiej literaturze po 1989 roku głosów w sprawie naszego straceńczego mesjanizmu.
@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.037b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.037b.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/230/i02.2010.230.196.037b.003.jpg@RY2@
PIOTR KOFTA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu