Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Inwigilacja śmieciowiska

2 lipca 2018

Malarze, graficy i fotografowie z Europy, Azji i Ameryki analizują globalną wioskę. "Przyszłość nie jest tym, czym była" w CSW

Google, Wikipedia, Facebook czy eBay są tym czym kiedyś były biblioteki i gazety. Internet stał się największym w historii magazynem obrazów oraz biblioteką danych. A to doskonała pożywka dla artystów. Dzieła wielu z nich właśnie pokazuje Centrum Sztuki Współczesnej. Wystawa jest refleksją na temat granicy między rzeczywistością wirtualną i realną oraz zjawiska globalnej wioski.

Wizytówką ekspozycji są prace mieszkającego w USA, a urodzonego w Honkongu Kennetha Tin-Kin Hunga. Ma dwie pasje: modę, pracuje jako model, oraz internet. Nawet swojego psa nazwał Wiki od Wikipedii. Tworzy kolaże - wydruki cyfrowe na płótnie - i animacje z obrazków znalezionych w sieci. Często stają się one ostrą satyrą polityczną. W najnowszej serii In God We Trust (G.O.D. to skrót od Global Obama Domination - globalna dominacja Obamy) ukazuje prezydenta - zbawcę jako wcielenia bóstw: Jezusa, Mahometa, Kriszny, Abrahama, Buddy czy Matki Boskiej z Guadalupe. Psychodeliczny charakter utkanych obrazów sprawia, że nie ogląda się ich, lecz czyta się jak książkę, bo każdy element ma osobne znaczenie. Trzeba się nad nimi trochę zadumać, podobnie jak przy projekcie Kobasa Laksy. Przedstawia utopijną wizję miasta przyszłości, w którym wiodącym motywem jest rollercoaster, wijący się pomiędzy biurowca

i PKiN. W tle widać London Eye. Podstawą pracy były fotografie prawdziwej Warszawy z okolic ulicy Emilii Plater podczas remontu i skrzyżowania Okopowej z aleją Solidarności, gdzie w tym roku można było zobaczyć Park Osobliwości z żywymi robakami i amatorskimi rzeźbami straszydeł. Artystę inspiruje materia miasta wybebeszonego remontami. Stolica jest tu większą atrakcją w procesie przebudowy niż po jej zakończeniu, a rozrywka w jarmarcznym stylu odbywa się w samym centrum dwumilionowej metropolii.

Projekt ogląda się, sterując ekranem dotykowym umieszczonym na środku sali. W internecie będzie też można powiększać obrazy i przyjrzeć się szczegółom. To nawiązanie do wirtualnych wycieczek, jakie proponuje program Google Earth - wchodząc do wnętrza kuli można obejrzeć miejsca sfotografowane przy użyciu kamer umieszczonych na poruszającym się po mieście samochodzie. - Podglądactwo okazało się niezwykłą formą rozrywki. Totalna inwigilacja w formie fotograficznego śmieciowiska - uważa artysta.

W pewnym sensie do zabawy nawiązuje też Amerykanin Zach Gage. Wymyślił specjalny program komputerowy, który codziennie o 6.30 po południu czasu wschodnioamerykańskiego automatycznie przeszukuje Twittera, aby znaleźć zwrot "najlepszy dzień w moim życiu". Potem losowo wybiera wypowiedź i wyświetla jako własną. Pojawiają się więc zwroty: "Dzień bez prania i zmywania" czy "Pizza, seks i Grammy". Śledzenie tych postów ma zastąpić przyjaciela, którego trudno znaleźć w powierzchownym wirtualnym świecie.

Sporo w nim znajduje za to Mikołaj Długosz. W serii Real Foto przedstawił zdjęcia z portalu Allegro, na którym internauci prezentują przedmioty wystawione na sprzedaż. Na przykład różowy konik na biegunach w kiczowatym nowobogackim wnętrzu. Autor nie przerabia zdjęć. Zostawia je takimi, jakie są, czyli często nieudolnie skadrowanymi z zamazaną twarzą dla ochrony tożsamości.

Warto zwrócić też uwagę na podrobione egzemplarze "New York Timesa". Grupa The Yes Man wydrukowała pismo w nakładzie 80 tys. egzemplarzy. Gazeta podawała wyłącznie optymistyczne wiadomości, czyli na przykład zapowiadała koniec wojny w Iraku i stworzenie narodowego systemu opieki zdrowotnej. Ponad tysiąc wolontariuszy w Nowym Yorku i w Los Angeles rozdawało tę noszącą dobre informacje gazetę. Przez jeden dzień papierowy przekaz tryumfował nad internetem.

Do analogowego świata tęskni także Joo Youn Paeks z Korei. Tworzy technologicznie proste, a zarazem absurdalne przedmioty, pomagające przetrwać w mieście. Nadmuchiwane nakrycie na rower z worków na śmieci może nie wywołuje zbytniego entuzjazmu, ale już samowystarczalne krzesło nadmuchiwane w trakcie chodzenia, które wygląda jak kostium kosmity z miejsca powoduje wybuch śmiechu. Artystka dzięki dowcipowi skutecznie przekonuje, że stare i sprawdzone urządzenia nadal są potrzebne i nie wyprą ich kosztowne gadżety.

@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.0041.001.jpg@RY2@

Kenneth Tin-Kin Hung g"Siddharta Obama"

Grażyna Kuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.