Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tropiciel ludzkiej krzywdy

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Varg Veum, prywatny detektyw z norweskiego Bergen, po raz kolejny próbuje podbić serca polskich czytelników. Zdecydowanie warto się skusić

Gunnar Staalesen, obok Jo Nesbo i Karin Fossum najważniejszy współcześnie norweski autor powieści kryminalnych, na polskim rynku ciągle nie zdobył znaczącej pozycji. A przecież to już niemal klasyk - ten prozaik i dramaturg pisze od lat 70., a jego osadzony w zachodnionorweskim deszczowym Bergen cykl o prywatnym detektywie Vargu Veumie liczy kilkanaście pozycji.

Veum w "Zimnych sercach" jest już statecznym panem po pięćdziesiątce, mającym za sobą blisko 30 lat kariery zawodowej. Prywatni detektywi to przeważnie byli policjanci - Veum ma nad nimi pewną przewagę: nim postanowił zostać skandynawskim Philipem Marloweem, wykonywał bowiem zawód pracownika socjalnego. Dawny urzędnik państwa opiekuńczego śledzący jego patologie - trudno o bardziej skandynawską konfigurację.

Staalesen stosuje w swoich książkach parę ciekawych chwytów - choćby rzadką w nordyckim kryminale narrację pierwszoosobową oraz klasyczną chandlerowską ironię. To powoduje, że przygody Veuma bezpośrednio nawiązują do dawnej tradycji amerykańskiej powieści noir lat 40. i 50. XX wieku - są w atrakcyjny sposób staromodne. Nie ma tu charakterystycznej dla współczesnej literatury tego typu rwanej narracji, nie ma stylizacji na galopujący thriller. Są za to świetne dialogi i sarkastyczny ton.

W "Zimnych sercach" detektyw dostaje zlecenie od młodej prostytutki, dawnej szkolnej koleżanki swojego syna. Zaginęła jej koleżanka - od paru dni nie daje znaku życia, a tuż przed zniknięciem odmówiła obsłużenia dwóch agresywnych klientów. Rzecz w tym jednak, że losami dziewczyny zaczynają się gwałtownie interesować również jej alfonsi, zaś im głębiej Veum wchodzi w tę sprawę, tym więcej znajduje w niej egzystencjalnego szlamu i ludzkiej krzywdy. I jak to bywa w skandynawskich kryminałach, margines skupiający mętów, przestępców i życiowych rozbitków wcale nie okazuje się gorszy od uładzonego świata przyzwoitych mieszczan.

Równolegle z polską edycją powieści "Zimne serca" ukazał się box z sześcioma odcinkami pełnometrażowego norweskiego serialu o detektywie z Bergen. Bardzo solidnego serialu - zaświadczam, oglądałem. To szansa dla Staalesena, by zagościł u nas na dłużej. Pierwszy raz próbowano prezentować go w Polsce jeszcze w latach 90. ("Mord w Bergen"), ale to w ogóle nie były dobre czasy dla kryminału. W zeszłym roku wydawnictwo słowo/obraz terytoria wypuściło świetne "Wokół śmierci". Podejrzewam jednak, że dopiero filmy pociągną Norwega ku sercom polskich czytelników. I bardzo dobrze.

@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.037b.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.037b.001.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.