Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Włącz rock and rolla i gaz do dechy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nowa płyta amerykańskiego zespołu Monster Magnet pokazuje, jak powinien wyglądać mocny, surowy rock and roll. Gdyby Lemmy z Motorhead chciał nagrywać bardziej przebojowy materiał, powinien naśladować właśnie MM

Zaczyna się jak u Hitchcocka. Ciężki jak betonowa konstrukcja Stadionu Narodowego gitarowy riff otwierający ósmą płytę Monster Magnet to tylko przedsmak tego, co czeka nas na "Mastermind". Dave Wyndorf i reszta załogi grają prosto, surowo i tak, jakby celem wykonania każdego numeru było rozwalenie instrumentów.

Sporo tu ducha Deep Purple ("Gods And Punks"), ale też klimatu Nine Inch Nails ("The Titan Who Cried Like A Baby") albo mrocznego country á la Johnny Cash ("Time Machine"). Bardzo wyraźnie, jak na pierwszych płytach Danziga, słychać tu każdy instrument, a Dave śpiewa raz w klimacie Chrisa Cornella ("When The Planes Fall From The Sky"), a raz, jakby bawił się w Jamesa Hetfielda z Metalliki ("Bored with Sorcery").

Album nie różni się specjalnie od tego, co można usłyszeć na poprzednim krążku Monster Magnet "4-Way Diablo", ale jest na nim więcej surowości i gitarowej zabawy. "Mastermind" jest też bardziej przebojowe. Jeżeli zespół chce powtórzyć sukces numeru "Space Lord" z 1998 roku, to na nowej płycie znajdzie się paru kandydatów. Oby album zwiastował na dobre wyjście kapeli z kłopotów, których kulminacja nastąpiła podczas nagrywania "4-Way Diablo". Wyndorf był o krok od śmierci po przedawkowaniu narkotyków, a przed sesją szeregi MM opuścił gitarzysta Phil Caivano.

Kłopoty to zresztą specjalność kapeli. Już z nazwą grupy Wyndorf miał problem. Pierwsze propozycje - Heroin Mule, World of Pills czy Nipple Tank - udowadniały, że wokalista nie kryje swojej słabości do narkotyków.

Po nagraniu debiutanckiej płyty "Spine of God" w 1992 r. odszedł z zespołu gitarzysta John McBain. Potem przyszedł czas na największy sukces komercyjny, czyli album "Powertrip", który jako jedyny longplay kapeli pokrył się w USA złotem. Kolejny materiał już nie spodobał się fanom i panowie zostali zmuszeni do szukania nowej wytwórni. W tym czasie nastąpiły kolejne zmiany personalne. Wyndorf pożegnał się z basistą Joem Calandrą i perkusistą Jonem Kleimanem, z którymi grał od 9 lat. Ogółem przez kapelę przewinęło się pięciu gitarzystów, czterech basistów i dwóch perkusistów.

Przed nagraniem "Mastermind" do składu powrócił Phil Caivano i to jego gitara gra jedną z głównych ról na płycie. Wydaje się, że przynajmniej na razie skończyły się kłopoty Monster Magnet.

Uwaga dla kierowców: podobnie jak w przypadku poprzednich albumów nowego materiału kapeli lepiej nie słuchać w samochodzie, bo niepodziewanie noga może mocniej nacisnąć na gaz.

@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.196.032b.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.