Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Angielska kukułka

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Reportaż, garść portretów, trochę autobiografii - "Gorzkie cytryny Cypru" Lawrence’a Durrella przypominają nam o tym świetnym pisarzu

Pewien mój angielski znajomy tak skwitował kiedyś różnicę, jaka dzieli Francuzów i Brytyjczyków: Podczas gdy pierwsi uwielbiają czytać zapiski cudzoziemców przybyłych do ich kraju, księgarniane półki w Wielkiej Brytanii uginają się od przewodników turystycznych po najdalszych zakątkach świata. Czy Brytyjczycy w większym stopniu czują instynktowną potrzebę ucieczki ze swojej wyspiarskiej twierdzy?

Z całą pewnością odczuwał ją Lawrence Durrell. Ten wciąż niewystarczająco doceniany w Polsce pisarz, autor legendarnego "Kwartetu aleksandryjskiego", bez którego - jak mówią - nie powstałaby nigdy "Gra w klasy" Julia Cortazara, sam twierdził, że Anglikiem poczuł się dopiero w wieku 18 lat. Wychowany w Indiach, przez większość życia skutecznie unikał ojczyzny. Twierdził, że czuje się jak angielska kukułka zmuszona podrzucać (literackie) jaja w inne, bardziej gościnne gniazda. Uciekał więc do Francji, Włoch, Argentyny. Najchętniej wracał jednak na greckie wyspy Korfu i Rodos. Oraz na Cypr.

"Gorzkie cytryny Cypru" to w dużej mierze rzecz autobiograficzna. Choć może trafniej byłoby ją nazwać dziennikiem podróży, zbiorem impresji, tworzonych na bieżąco zapisków. Sam Durrell twierdził, że książka - pełna anegdot, sugestywnych ludzkich portretów, plastycznie odmalowanych pejzaży - powstała zaledwie w sześć tygodni, w czasie gdy autor w latach 1953 - 1956 mieszkał na Miedzianej Wyspie.

Ale Cypr pierwszej połowy lat 50. ubiegłego wieku to przede wszystkim polityczny kocioł, kulturowo-religijny tygiel, terytorium odwiecznych walk o wpływy. "Leżąca na szlakach handlowych wyspa zawsze budziła zainteresowanie potęg morskich prowadzących interesy na niegościnnym, wiecznie niespokojnym Wschodzie. Genua, Rzym, Wenecja, Turcja, Egipt, Fenicja - kolejni władcy na kolejnych zakrętach historii Cypru, wyspy zrodzonej z morza i skazanej na morze. A teraz dla nas nie była już ona galeonem jak za czasów weneckich, ale lotniskowcem, okrętem linowym. Czy można ją zatrzymać?" - zastanawia się Durrell.

Przybyły na wyspę Anglik jest tu także intruzem. Na Cyprze coraz silniej dochodzi do głosu agitacja na rzecz Enosis, a więc połączenia z Grecją i wyzwolenia spod wpływów brytyjskich. Zapiski Durrella niczym czuły barometr rejestrują narastające niepokoje społeczne. Ale autor z rozmysłem ucieka od polityki - przyjmuje punkt widzenia ludzi, których spotyka, skłania się w stronę reportażu. Szkoda tylko, że "Gorzkie cytryny..." ukazują się w Polsce na razie jako jedyna (i w dodatku ostatnia) część trylogii poświęconej wyspom greckim. Warto czekać na całość tryptyku.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.038a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.038a.002.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.