Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Całkiem zwyczajne szaleństwo

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jerzy Franczak udanym "Da capo" przywraca wiarę w to, że powieść współczesna pisana ręką mężczyzny nie musi być żałosnym lamentem

Realistyczna literatura pisana w Polsce przez mężczyzn potrafi dziś bardzo rozczarować. Rzadko udaje się jej stworzyć pełnokrwiste postaci, których losy byłyby choć trochę interesujące - o tak ambitnym zadaniu, jak wykreowanie bohatera naszych czasów, nawet nie wspominając. Honoru płci brzydkiej broni na szczęście Jerzy Franczak.

Kamil Król to brat Emila Króla - protagonisty "Nieludzkiej komedii", poprzedniej książki autora - frustrata, który ostatecznie dopuszcza się zbrodni. Kamil jest jednak jego marnym odbiciem. Tamten się wściekał, ale działał - ten jest wcieleniem żałości. Życie rozgrywa się w jego głowie: wiele chciałby, ale niewiele potrafi zrobić. To cud, że zdołał omamić jakąś sensowną kobietę, a co więcej - zmajstrować dziecko. Jeszcze większym cudem jest to, że nieudaczny Kamil ma pracę, choć, jak się zresztą okazuje, do czasu. Gdyby poszukać określenia, które najlepiej oddaje naturę Kamila, brzmiałoby ono: nałogowy onanista. Ów młody mężczyzna miewa lubieżne myśli na temat nie tylko swojej matki, lecz także małej córeczki. A kiedy wreszcie swoje seksualne marzenia realizuje i wkracza na występną drogę cudzołożnika, wszystko musi się skończyć katastrofą...

"Da capo" Franczaka czyta się jednym tchem, nieustannie przy tym chichocząc, ale po głowie plącze się wciąż myśl: dlaczego niby to takie wyjątkowe? Ot, powiastka z życia współczesnego frajera. Ale właśnie w tym sęk. Franczak potrafi doskonale poruszać się w groźnym świecie po rewolucji feministycznej, uchwycić istotę męskości w dobie jej głębokiego kryzysu i prób negocjowania nowych wzorców. Między marzeniami o wielkim seksualnym spełnieniu a śliniakiem dziecka, między chęcią zrobienia kariery zawodowej a własną nieudacznością, miedzy niezależnością a emocjonalnym konfliktem z rodzicami... Franczak rozumie te zależności i - co najważniejsze - potrafi się z nich śmiać. Kamil jawi nam się jako kompletny palant, ale paradoksalnie chce się z nim jak najdłużej przebywać - bo jego świat wewnętrzny to niekończąca się komedia napisana ręką sprawnego pisarza. Jeden z dowodów na klasę tej książki sprowadza się do tego, że bohater jest pracownikiem agencji reklamowej, a mimo to książki nie chce się odkładać. A przecież pracownik agencji reklamowej stał się dziś w popkulturze taką sztampą jak muskularny robotnik w dziełach socrealizmu.

Po "Nieludzkiej komedii" i "Da capo" widać, że Franczak ma ambitny zamiar stworzenia czegoś na kształt balzakowskiej sagi, w której przyglądałby się współczesnym postaciom, różnym typom ludzkim uwięzionym w zastanej rzeczywistości. Choć niekiedy pisarzowi należałoby wytknąć nadmierną stereotypizację postaci (brutalny ojciec/bierna matka, aktywna i silna żona/wycofany i żałosny mąż), to trzeba przyznać, że plan rozwija się interesująco, a apetyt czytelnika rośnie w miarę lektury.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.038b.001.jpg@RY2@

Patrycja Pustkowiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.