Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Trzy twarze jednego Tyrolu

27 czerwca 2018

Pogranicze Austrii i Włoch to nie tylko raj dla narciarzy i kapelusiki z piórkiem, lecz także bogactwo kultur i dramat najnowszej historii

Austriacki land Tyrol co roku przyciąga tysiące amatorów nart i snowboardu. Gdy jednak przejadą oni na włoską stronę Alp, ze zdumieniem odkrywają, że tam wszystko wygląda tak samo jak w Austrii. Bo też przez tysiąc lat po obu stronach alpejskich przełęczy rozciągała się jedna kraina, którą dopiero w 1919 r. podzieliła nowo wytyczona granica z Włochami.

Po obu jej stronach mieszkańcy mówią po niemiecku. Ale to po włoskiej stronie znajdują się dziś miejsca, które powinien odwiedzić każdy, kto chciałby zrozumieć specyfikę Tyrolu. Zacznijmy od Merano (niem. Meran), popularnego uzdrowiska, które odwiedzali m.in. Franz Kafka i Ezra Pound. Niedaleko stąd wzniesiono w XI w. zamek Tirol. Rezydowali w nim hrabiowie władający okolicznymi dolinami zamieszkałymi przez twardych germańskich górali, którzy we wczesnym średniowieczu przeprawili się na południową stronę Alp. Od zamku wzięła nazwę cała kraina.

Po obecnej włoskiej stronie urodził się też Andreas Hofer, karczmarz, który 200 lat temu wypowiedział wojnę okupującym Tyrol Bawarom, sojusznikom Napoleona. Pod jego sztandarami dzielni górale mocno dawali się we znaki regularnym bawarskim pułkom. Jednak cesarz w Wiedniu, który początkowo sam zagrzewał Tyrolczyków do powstania, zawarł niebawem pokój z cesarzem Francuzów. Powstańcy ulegli przewadze okupantów, a Hofera ujęto i stracono. Do dziś jest on narodowym bohaterem Tyrolczyków, zarówno tych z Austrii, jak i tych z Włoch. W czasie II wojny światowej stał się patronem miejscowej antyhitlerowskiej opozycji.

W okolicy Bressanone (niem. Brixen) urodził się legendarny włoski wspinacz Reinhold Messner, pierwszy zdobywca Korony Himalajów. Warto tam zwiedzić założone przez niego muzeum alpinizmu. To także Messner sprowadził do południowego Tyrolu tybetańskie jaki, których mięsa można skosztować w lokalnych restauracjach.

W latach 30. ubiegłego wieku reżim Mussoliniego zabrał się ostro za upodabnianie południowego Tyrolu do reszty Włoch. Zniesiono nauczanie języka niemieckiego w szkołach, zmieniano nazwy miejscowości, a nawet nazwiska górali. Również po wojnie nie było lekko niemieckojęzycznym mieszkańcom włoskich Alp. Dopiero w 1972 r. Rzym uznał ich pełne prawa do kultywowania rodzinnej mowy, ustanawiając autonomiczny region Tyrolu Południowego (po włosku Górna Adyga).

Gdy miniemy granicę niemieckojęzycznej autonomii, trafimy do regionu Trentino. Wprawdzie ludzie mówią tu już po włosku, jednak w mijanych miasteczkach widać gospody na wzór niemieckich gasthausów, skąd płynie muzyka podobna do austriackich polek i sztajerków. To również część historycznego Tyrolu, pełna sentymentów do starych dobrych czasów Franca Josefa. Gdzieniegdzie można nawet usłyszeć śpiewaną po włosku pieśń "Uno solo e il Tirolo" (Jeden jest Tyrol). W czasie I wojny światowej 11 tysięcy włoskich Tyrolczyków padło w walce z Włochami.

Prastarym językiem ladyńskim do dziś mówią mieszkańcy pięciu dolin na pograniczu południowego Tyrolu i Trentino. Właściwie w każdej dolinie mówi się inaczej, bo przez stulecia nikt nie tworzył ladyńskiej literatury. Tutejsze gwary są pozostałością romańskich dialektów, którymi mówiono w Alpach przed tysiącem lat. Wysokie góry i polityczna granica sprawiły, że nie dotarła tutaj mowa Petrarki i Dantego.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.0007.001.jpg@RY2@

Widokówki z Andreasem Hoferem były kiedyś popularną pamiątką z Tyrolu

Jacek Borkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.