Dziennik Gazeta Prawana logo

Schody awaryjne

27 czerwca 2018

Czy Sinfonietta Leoša Janáčka uruchamia alternatywne rzeczywistości? Tylko u nas fragment nowej powieści Harukiego Murakamiego "1Q84"

Zamknęła oczy i wsłuchała się w muzykę. Wypełniła umysł pięknymi dźwiękami grających unisono instrumentów dętych. Nagle Aomame coś sobie uświadomiła. Jakość dźwięku była zbyt dobra jak na zwykłe radio w taksówce. Choć grało raczej cicho, dźwięk miał głębię, wyraźnie słychać było półtony. Otworzyła oczy, pochyliła się i spojrzała na stereofoniczny radioodtwarzacz. Był czarny i lśnił. Nie mogła dostrzec marki, ale wyglądał na urządzenie wysokiej klasy. Miał wiele pokręteł, na panelu wyświetlały się eleganckie zielone liczby. To musiało być coś z najwyższej półki. Zwykle korporacje taksówkowe nie instalują takich wspaniałych systemów nagłaśniających.

Aomame omiotła wzrokiem wnętrze samochodu. Od czasu, kiedy do niego wsiadła, była zatopiona w myślach, dopiero teraz zauważyła, że najwyraźniej nie jest to zwyczajna taksówka. Wyposażenie było eleganckie, siedzenia wyjątkowo wygodne. A przede wszystkim we wnętrzu panowała cisza. Na pewno wyłożono je czymś dźwiękochłonnym, bo z zewnątrz prawie nie dochodził hałas. Zupełnie jak w studiu nagraniowym. To musiała być prywatna taksówka. Niektórzy kierowcy naprawdę nie żałują pieniędzy na wyposażenie. Dyskretnie poszukała wzrokiem tabliczki z numerem licencji i nazwiskiem kierowcy, ale nigdzie jej nie dostrzegła. Taksówka nie wyglądała jednak na jeżdżącą bez zezwolenia. Miała normalny licznik, który dokładnie pokazywał, ile trzeba zapłacić. Widniała na nim suma 2150 jenów. Ale nigdzie nie było tabliczki z nazwiskiem taksówkarza.

- Elegancki samochód. I bardzo cichy - zwróciła się Aomame do pleców kierowcy.

- Toyota crown royal saloon - odrzekł krotko.

- Świetnie słychać muzykę.

- To cichy samochód. Dlatego między innymi go wybrałem. Szczególnie w dziedzinie wyciszania technologia Toyoty nie ma sobie równych na świecie.

Aomame przytaknęła i znów odchyliła się na oparcie siedzenia. W sposobie mówienia kierowcy było coś niezwykłego. Jakby nie mówił wszystkiego, nie dopowiadał czegoś ważnego. Na przykład (oczywiście to tylko przykład) jakby sugerował, że w dziedzinie wyciszania nie można Toyocie nic zarzucić, ale z c z y m ś innym mają problemy. A kiedy skończył mówić, zapanowało milczenie pełne ukrytego znaczenia. Unosiło się w niewielkiej przestrzeni samochodu jak miniaturowa wyimaginowana chmurka. Przez to Aomame poczuła się lekko podenerwowana.

- Rzeczywiście cichy - powiedziała, jakby chcąc odgonić tę chmurkę. - Ten zestaw stereo też jest chyba wysokiej klasy.

- Kupienie go wymagało determinacji - powiedział kierowca tonem emerytowanego oficera sztabowego opowiadającego o dawnych strategiach. - Ale ponieważ spędzam w samochodzie dużo czasu, lubię dźwięk jak najlepszej jakości, poza tym...

Aomame czekała na dalszy ciąg. Jednak dalszego ciągu nie było. Znów przymknęła oczy i wsłuchała się w muzykę. Nie wiedziała, jakim człowiekiem był Janáček w życiu prywatnym. Ale na pewno nie wyobrażał sobie, że ktoś będzie słuchał jego muzyki w Tokio, w 1984 roku, w cichym wnętrzu toyoty crown royal saloon, na strasznie zatłoczonej stołecznej autostradzie.

Ale skąd od razu wiedziałam, że ta muzyka to Sinfonietta Janáčka? - wciąż nie mogła się nadziwić Aomame. I jakim cudem pamiętałam, że została skomponowana w 1926 roku?

Nie była szczególną wielbicielką muzyki klasycznej. Nie miała żadnych osobistych wspomnień związanych z Janáčkiem. A mimo to, gdy tylko usłyszała początkowe takty pierwszej części utworu, w jej głowie, chyba wskutek jakiegoś odruchu, pojawiły się rożne urywki informacji. Jakby stadko ptaków wleciało do pokoju przez otwarte okno. Ta muzyka wywołała też w niej dziwne uczucie - jakby coś ją skręcało. Nie było w tym nic bolesnego ani nieprzyjemnego. Miała tylko wrażenie, że wszystkie części jej ciała są pomału wykręcane. Aomame nie wiedziała, co się dzieje. Czy to muzyka Janáčka wywołuje we mnie to niepojęte uczucie?

- Janáček - mruknęła Aomame prawie nieświadomie. Ale zaraz pożałowała, że to powiedziała.

- Słucham?

- Janáček. To on napisał ten utwór.

- Pierwsze słyszę.

- Czeski kompozytor.

- Coś takiego... - powiedział kierowca jakby z podziwem.

- Czy to jest prywatna taksówka? - zapytała Aomame, chcąc zmienić temat.

- Tak - odparł kierowca i milczał przez chwilę. - Prywatnie jeżdżę. To już mój drugi samochód.

- Siedzenia są bardzo wygodne.

- Dziękuję. Czy pani - zaczął kierowca, lekko odwracając głowę w jej stronę - przypadkiem się spieszy?

- Jestem z kimś umówiona w Shibuya. Dlatego poprosiłam, żeby pan jechał autostradą.

- O której jest pani umówiona?

- O pół do piątej - odparła Aomame.

- Jest trzecia czterdzieści pięć. Nie zdąży pani.

- Bo taki straszny korek?

- Wygląda na to, że gdzieś przed nami musiał być poważny wypadek. To nie jest zwykły korek. Od pewnego czasu prawie się nie posuwamy.

Dlaczego kierowca nie przełączył radia na informacje drogowe, zastanawiała się zaskoczona Aomame. Tkwił przecież w beznadziejnym korku na autostradzie. Normalny taksówkarz chciałby się dowiedzieć, co się dzieje, i na pewno nastawiłby radio.

- Skąd pan wie? Słuchał pan wiadomości drogowych? - zapytała Aomame.

- Wiadomościom nie można wierzyć - powiedział głucho kierowca. - To w połowie kłamstwa. Zarząd Dróg nadaje to, co mu pasuje. Trzeba wszystko zobaczyć na własne oczy i samemu ocenić, co się tu naprawdę dzieje.

- No i według pana oceny ten korek się szybko nie skończy?

- Potrwa dłuższy czas - powiedział kierowca, powoli kiwając głową. - Gwarantuję pani. Jak się tak zakorkuje, autostrada zmienia się w istne piekło. Czy to pani spotkanie jest ważne?

Aomame zastanowiła się. - Tak, bardzo ważne. Bo to spotkanie z klientem.

- No to mamy kłopot. Przykro mi, bo pewnie pani nie zdąży - powiedział kierowca i pokręcił głową w taki sposób, jakby rozluźniał mięśnie. Zmarszczki na jego karku poruszyły się jak jakieś pierwotne stworzenie. Patrząc trochę bezmyślnie na te ruchy, Aomame nagle przypomniała sobie bardzo ostry przedmiot leżący na dnie jej torby. Poczuła, że ma lekko spocone dłonie.

(...)

Kierowca zerknął na nią w lusterku. Nosił niezbyt ciemne okulary przeciwsłoneczne. Z powodu kąta padania światła Aomame nie widziała, jaki ma naprawdę wyraz twarzy.

- Wie pani, może i znalazłby się sposób... Oznaczałoby to podjęcie nadzwyczajnych środków, ale wtedy mogłaby pani dojechać stąd pociągiem do Shibuya.

- Nadzwyczajnych środków?

- Zwykle głośno się o tym nie wspomina.

Aomame milczała i zmrużywszy oczy, czekała, co powie kierowca.

- Tam, tam dalej można zjechać na pobocze, widzi pani? - zapytał, wskazując nieco oddalony punkt przed nimi. - Tam, na wysokości tej dużej reklamy Esso.

Aomame wytężyła wzrok. Po lewej stronie dwupasmowej jezdni dostrzegła miejsce wyznaczone do awaryjnego postoju samochodów. Stołeczna autostrada nie miała pobocza, więc tu i tam zbudowano na niej zatoki z żółtymi telefonami awaryjnymi, z których można było zadzwonić po pomoc drogową. W tej chwili nie stał tam żaden samochód. Na dachu budynku po drugiej stronie autostrady znajdował się duży billboard z reklamą benzyny Esso. Uśmiechnięty tygrys trzymał wąż dystrybutora.

- Prawdę mówiąc, tam są schody, po których można zejść na dół. Żeby w razie pożaru albo trzęsienia ziemi kierowcy mogli porzucić swoje samochody i dostać się jakoś na poziom ulicy. Zwykle korzystają z nich ludzie od robót drogowych. Jeżeli zejdzie pani po tych schodach, niedaleko będzie pani miała stację linii Tokyu. A jak już pani wsiądzie do pociągu, raz-dwa będzie pani w Shibuya.

- Nie wiedziałam, że na autostradzie są schody awaryjne - powiedziała Aomame.

- Ludzie tego zazwyczaj nie wiedzą.

- Ale to nie jest żaden nagły wypadek. Jeśli tak po prostu skorzystam sobie z tych schodów, nikt nie będzie miał do mnie pretensji?

Kierowca milczał przez chwilę. - Sam nie wiem. Nie znam dokładnie przepisów Zarządu Dróg. Ale przecież nikomu tym pani nie zaszkodzi, więc w razie czego na pewno przymkną na coś takiego oczy. Poza tym nikt tam nie pilnuje. Ci z Zarządu Dróg są znani z tego, że zatrudniają mnóstwo ludzi, ale mało kto naprawdę pracuje.

- A jakie to schody?

- Jakby je określić? Podobne do przeciwpożarowych. Często są takie na tyłach starych budynków. Nie są szczególnie niebezpieczne. Mają wysokość dwupiętrowego domu, ale da się normalnie po nich zejść. Wejście jest niby zagrodzone, ale bramka nie jest wysoka i jak pani zechce, to łatwo przejdzie pani górą.

- A pan kiedyś z nich korzystał?

Nie było odpowiedzi. Kierowca uśmiechnął się blado w lusterku. Ten uśmiech można było różnie zrozumieć.

- Decyzja należy tylko do pani - powiedział kierowca, postukując palcami w kierownicę w takt muzyki. - Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby pani tu sobie siedziała i spokojnie słuchała muzyki z dobrych głośników. Choćbym wyłaził ze skóry, nigdzie się stąd nie ruszę, więc w takiej sytuacji pozostaje tylko pogodzić się z losem. Chodzi mi tylko o to, że jeśli pani ma ważną sprawę, to i s t n i e j e taki nadzwyczajny środek.

(...)

Aomame zastanawiała się przez dłuższą chwile. Porządkowała w głowie różne elementy według hierarchii ich ważności. Wyciągnięcie wniosków nie zajęło jej dużo czasu. Utwór Janáčka, jakby jej towarzysząc, właśnie wkraczał w ostatnią część.

Wyjęła z torby niewielkie okulary przeciwsłoneczne firmy Ray Ban. Z portmonetki wyciągnęła trzy banknoty tysiącjenowe i podała kierowcy.

- Wysiądę tu, bo nie mogę się spóźnić - powiedziała.

Kierowca skinął głową i przyjął pieniądze. - Chce pani rachunek?

- Nie, dziękuję. Reszty też nie trzeba.

- Dziękuję pani. Wieje chyba silny wiatr, proszę uważać, żeby się pani nie potknęła.

- Będę uważała.

- A poza tym - powiedział kierowca, patrząc w lusterko - proszę pamiętać o jednej rzeczy: nie wszystko jest takie, jak się wydaje.

Nie wszystko jest takie, jak się wydaje, powtórzyła w myślach Aomame. Lekko zmarszczyła brwi. - O co panu chodzi?

Kierowca odpowiedział, starannie dobierając słowa: - Krótko mówiąc, chodzi mi o to, że teraz zamierza pani zrobić coś nie zwykłego. Prawda? Zazwyczaj w biały dzień ludzie nie schodzą po schodach przeciwpożarowych ze stołecznej autostrady. Szczególnie kobiety nie robią takich rzeczy.

- Pewnie ma pan rację - odparła Aomame.

- No a jak się zrobi coś takiego, to potem sceny życia codzienne- go, jakby to powiedzieć, mogą zacząć wyglądać troszeczkę inaczej. Mnie też się coś takiego przydarzyło. Więc proszę się nie dać zwieść pozorom. Rzeczywistość jest zawsze tylko jedna.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.036a.001.jpg@RY2@

Jedna z tokijskich autostrad

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.036a.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.036a.003.jpg@RY2@

Copyright © Haruki Murakami 2009. All Rights Reserved

© for the Polish Translation by Anna Zielińska-Elliott

I tom "1Q84" ukaże się nakładem wydawnictwa Muza SA - w księgarniach od 10 listopada.

Tytuł i skróty pochodzą od redakcji.

Ludzie przeważnie śnią, kiedy śpią. Ale żeby zostać pisarzem, trzeba umieć śnić na jawie, intencjonalnie. Wstaję więc o czwartej rano, siadam przy biurku i zaczynam śnić. Po trzech, czterech godzinach mam dość i idę pobiegać Kiedy pisarz rozwija swoją historię, musi stawić czoła truciźnie, która w nim tkwi. Jeśli nie masz tej trucizny, twój tekst będzie nudny i niezbyt inspirujący. To tak jak z rybą fugu: jej mięso uchodzi za niesłychany przysmak, ale ikra, wątroba i serce są skrajnie toksyczne Nie zaliczam się do pisarzy, który z lekkością sięgają po tematy. Muszę się zawsze dokopać do źródła. Muszę kopać bardzo głęboko, by odkryć te ciemne miejsca, w których leży dobrze ukryta opowieść W Japonii nawet pisarze tworzą zamkniętą społeczność, ale nie ja. To jeden z powodów, dla których wyjechałem. Mogłem sobie na to pozwolić - pojechać dokądkolwiek Uwielbiam kulturę popularną - Stonesów, The Doors, Davida Lyncha. Nie lubię elitarności - w zamian wolę horrory, Stephena Kinga, Raymonda Chandlera, kryminały. Ale nie chcę pisać takich rzeczy. Moim celem jest używanie tych struktur, nie naśladowanie treści Im bardziej staram się być literacko poważny, w tym większą popadam dziwność Cieszę się pisaniem, bo nie wiem, co się wydarzy, gdy ruszę w jakimś kierunku. Po prostu nie mam pojęcia, co mogę tam znaleźć Z początku nie wiedziałem, jak pisać prozę, dlatego spróbowałem najpierw po angielsku, bo miałem do dyspozycji ograniczony słownik. Znałem za dużo słów po japońsku. To było za trudne

Cytaty pochodzą z wywiadów prasowych z Harukim Murakamim.

OPRAC. PK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.