Neurotyczne życie bardzo zdolnego dziwaka
Martin Scorsese jest jego fanem i uważa go za swojego następcę. Zaś Wes Anderson ze swoimi przyjaciółmi kręci coraz piękniejsze filmy
Wystarczy kilka minut seansu, by mieć absolutną pewność, że film, który oglądamy, jest dziełem Andersona. Niewielu współczesnych reżyserów ma tak wyrazisty styl, niewielu w tak obsesyjny sposób powraca do ulubionych tematów i motywów. Statyczne ujęcia, nasycone kolory, szerokokątne obiektywy dające efekt zbliżony do rybiego oka. Bohaterowie to zawsze parada neurotyków, często walczących o scalenie nadszarpniętych więzów rodzinnych: poczynając od "Rushmore" przez "Genialny klan" po animowanego "Fantastycznego pana Lisa".
- Staram się nie powtarzać, ale wychodzi na to, że robię to za każdym razem. Nie jest to jednak celowe - mówił Anderson. - Po prostu chcę robić filmy bardzo osobiste, a przy tym interesujące dla widzów - tłumaczył.
Sam wygląda jak postać z jego filmów: bardzo wysoki, długowłosy, ubrany zawsze w nieco przymałą sztruksową marynarkę. Sympatyczny dziwak - w dodatku piekielnie zdolny: nie tyko pisze, reżyseruje, ale też produkuje swoje filmy.
Jego ocierające się o absurd poczucie humoru i sposób portretowania bohaterów zjednały mu wielu fanów, ale oglądanie jego filmów wymaga od widza specyficznego gustu i niemałej inteligencji.
Nazywa się go odnowicielem kina autorskiego w Ameryce. Grupa jego stałych współpracowników to kuźnia wszelkich talentów: aktorskich, scenopisarskich i reżyserskich, rozkwitających w ciepełku wodewilowego "świata Wesa". Anderson bowiem, za nic mając sobie rynkowe reguły rządzące światem filmu, swoje oryginalne obrazy kręci zawsze z przyjaciółmi, niemal zawsze w tym samym doborowym gronie, zawsze świetnie się przy tym bawiąc.
Do jego stałych współpracowników należą bracia aktorzy Wilson: Owen, Andrew i Luke, z którymi zaprzyjaźnił się jeszcze w czasie studiów (ukończył filozofię na uniwersytecie stanowym w Teksasie). Owen, z którym podczas studiów dzielił pokój, zagrał we wszystkich jego filmach, jest także współscenarzystą "Rushmore" i "Genialnego klanu" - za ten scenariusz byli zresztą razem z Wesem nominowani do Oscara. Do ulubionych aktorów Andersona należą Bill Murray, Anjelica Huston, Adrien Brody, Jason Schwartzman, Willem Dafoe i Seymour Cassel - aktorska pierwsza liga, której nie trzeba specjalnie reklamować. Inną postacią często współpracującą przy filmach Wesa jest Noah Baumbach, współautor scenariuszy "Podwodnego życia ze Steve’em Zissou" i "Fantastycznego pana Lisa". Dzięki współpracy z Andersonem Baumbach z coraz większym powodzeniem działa jako niezależny reżyser - jego filmy "Walka żywiołów", "Margot jedzie na ślub" i "Greenberg" zostały bardzo wysoko ocenione przez krytyków.
Co ciekawe, choć jego filmy nie przynoszą gigantycznych zysków i trafiają w gust raczej wyrobionej publiczności, Anderson cieszy się uprzywilejowaną pozycją w amerykańskim systemie filmowym zarządzanym przez wielkie studia. - Dla producentów wspieranie Wesa jest jak kolekcjonowanie sztuki - powiedział anonimowo jeden z jego przyjaciół. - To sprawia, że czują się jak osoby o wyrafinowanym guście.
Dzięki temu snobizmowi ekscentryczny autor cieszy się finansową niezależnością i może robić swoje piękne, wysmakowane i dziwaczne filmy z takim rozmachem, na jaki tylko ma ochotę.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.006a.001.jpg@RY2@
FOT. NG COLLECTION, ALE KINO, ALIK KEPLICZ/AP
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.006a.002.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu