Z życia pana Manna
Jak to u Wojciecha Manna: erudycja, humor i melancholia. Ale "RockMann" zostawia też uczucie niedosytu
Dzieciństwo spędzone przy Radiu Luxembourg, występy w Gawędzie, kultowe imprezy u Pućki (czyli Marii Szabłowskiej), na których bywały koncertujące w PRL-u gwiazdy rocka z legendarnymi The Animals na czele, czy pierwsze wizyty w zachodnich sklepach z płytami - to wszystko i nie tylko to składa się na biografię Wojciecha Manna, niepoprawnego fana muzyki rockowej. Przy okazji redaktor Mann sypnie jakąś miłą dla ucha anegdotką, jak ta odsłaniająca kulisy pracy w legendarnym "Studiu 2" pod wodzą Mariusza Waltera, gdzie autor pełnił rolę "kierownika redakcji programów eksperymentalnych" legitymującego się stosowną pieczątką. Otóż jednym z filarów redakcji była wówczas eteryczna i liryczna Magda Umer, która odbierając telefon, w którym pytano o któregokolwiek z kolegów, miała zwyczaj odpowiadać krótko i dobitnie: "Jest w sraczu". Sama radość, jednym słowem.
Wspomnienia okraszone są dodatkowo przebogatym i arcyzabawnym materiałem fotograficznym (zdjęcie ze Steviem Wonderem!) i rozmaitymi rankingami "top 5", godnymi muzycznego erudyty: a to pięć najbardziej dołujących kawałków w historii muzyki, a to - mój osobisty faworyt - pięć najbardziej zdumiewających tekstów, w którym Mann z właściwą sobie inteligencją i sarkazmem pastwi się m.in. nad liryczną stroną utworu "Mała Chinka" z repertuaru Kai Paschalskiej. Bo "RockMann" przemawia dokładnie takim głosem Redaktora, jaki znamy i cenimy najbardziej: lekko ironicznym, nieco melancholijnym i niewciskającym żartów na siłę. A przede wszystkim podbudowanym rzetelną znajomościa tematu - bo na muzyce rockowej Mann zna się wprost wybornie.
Jednak to samoograniczenie do tematyki muzycznej jest także największą słabością książki. Nie znajdziemy tu bowiem równie ciekawych informacji o kultowych audycjach prowadzonych przez Manna wespół z Krzysztofem Materną, takich jak telewizyjny "Za chwilę dalszy ciąg programu". A przecież satyryczna działalność tego duetu nie tylko cieszy się zasłużoną i niesłabnąca popularnością, lecz także stanowi rozdział wciąż nieopisany, białą plamę na mapie polskiej rozrywki - tym bardziej szkoda, że okazja została niewykorzystana. Z przyjemnością przeczytałabym również jakieś ciekawostki o pochodzącym ze Lwowa rodzie Mannów i jego licznych artystycznie uzdolnionych przedstawicielach. Ale to już zadanie dla całkiem poważnego biografa.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.034a.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.034a.001.jpg@RY2@
fot. Roman Kotowicz/FORUM
RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą | Wojciech Mann | Znak 2010 | 39,90 PLN ● ● ● ●
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu