Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Naomi Klein w spodniach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nawet trafna diagnoza musi trafić w swój czas. Diagnoza Raja Patela jest znacząco spóźniona, a w dodatku towarzyszą jej idealistyczne mrzonki

"Gdy byłem małym chłopcem - pisze brytyjsko-amerykański dziennikarz Raj Patel w opublikowanej właśnie w Polsce książce "Wartość niczego" - moją ulubioną zabawą było naklejanie cen na produkty w sklepie rodziców za pomocą plastikowego pistoletu". Patel lubił przy okazji trochę popsocić - umieszczał wówczas na batonikach Mars cenę bliską 100 funtów, a skondensowane mleko opatrywał naklejką z kilkunastoma zerami.

To tylko dziecinna zabawa. Jednak rynek finansowy przed 2008 rokiem wyglądał dokładnie w ten sam sposób, argumentuje autor. Jego zdaniem zasadniczy błąd tkwiący w systemie neoliberalnym sprowadzał się do tego, że wartość towarów nie miała nic wspólnego z ich ceną. Nie istnieje żaden powód, by zatruwająca środowisko naturalne fabryka kosztowała miliardy dolarów, a las nie był wart ani centa. Trudno o uzasadnienie, wedle którego produkujące niezdrową żywność sieci fast foodów miałyby mieć lepsze warunki rozwoju stworzone przez rynek niż producenci żywności ekologicznej. Wszystkie te ceny ustalane są w sposób równie przypadkowy jak liczby wyskakujące z pistoletu cenowego. A jednak właśnie tak wyglądał rynek - i ten błąd w jego działaniu doprowadził do potężnego kryzysu finansowego.

Książka Patela rozeszła się w Stanach Zjednoczonych w wielu tysiącach egzemplarzy. Może to zastanawiać. Po pierwsze dlatego, że działo się to w początkach 2010 roku - wtedy zdążyły już powstać teorie na temat tego, czy system finansowy, w którym funkcjonują narodowe gospodarki i tworzony przez nie międzynarodowy organizm, uległ zmianie po kryzysie. Obecny w "Wartości niczego" ton pisania o błędach rynku w czasie przeszłym wydaje się zaskakujący

Po drugie teza Patela nie jest absolutnie niczym nowym. Argumenty na temat przepaści między wartością a ceną były jednymi z najczęściej pojawiających się opinii w analizach kryzysu finansowego po sierpniu 2008 roku. I wypowiadali je nie tylko lewicowi eksperci w rodzaju Patela, lecz po prostu większość cenionych analityków.

To jednak nie wszystko. Rozwiązaniem, które proponuje autor dla wadliwego rynku, jest stworzenie ogólnoświatowego ruchu będącego w kontrze do jego dzisiejszego kształtu. Inaczej mówiąc, chodzi o globalny ruch alterglobalistyczny, który niemal rewolucyjnie doprowadzi do przemiany złego systemu w dobry. To kolejna teza wypowiedziana już wcześniej przez kogo innego - w tym przypadku przez sławę ruchu alterglobalistycznego Naomi Klein, która uczyniła to już w 2008 roku w głośnej "Doktrynie szoku".

Nawet gdybyśmy przyznali Patelowi rację, nie jest jasne, skąd taki ruch miałby czerpać energię. Patel kreuje w swojej książce (a także w filmach na YouTubie) wrażenie, jakoby robotnicy i zaangażowani obywatele w całym kapitalistycznym świecie czekali tylko na znak do rozpoczęcia przewrotu. Realistycznie rzecz biorąc, trudno tego jednak oczekiwać. Przykładowo, ruch społeczny zebrany wokół kampanii prezydenckiej Baracka Obamy, na który tak bardzo liczyła Naomi Klein, skurczył się raptownie po wyborze kandydata Demokratów na prezydenta i trudno oczekiwać, by miał jeszcze odegrać jakąkolwiek znaczącą rolę. Być może w takim razie myślenie Patela obciążone jest jeszcze większym błędem niż neoliberalizm. Ten błąd sprawia, że jego koncepcja nie zawali się, bo nie może nawet ruszyć z miejsca.

@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.034b.001.jpg@RY2@

Karolina Wigura

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.