Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Sponsorzy nie lubią nieśmiałych milczków

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Robert Kubica wierzy, że pewnego dnia będzie się liczył w walce o mistrzostwo świata. Na razie jego pozycja jest za słaba, żeby wstrząsnąć układem sił w Formule 1 i zapewnić sobie miejsce w teamie z czołówki.

Wczorajszy wyścig był dla Kubicy szczególnie ważny. Tor Silverstone położony jest niecałą godzinę drogi od Enstone, gdzie mieści się siedziba Renault, jest więc czymś w rodzaju ich domowego grand prix (francuskiego wyścigu w kalendarzu F1 już nie ma). To był pierwszy start, odkąd Polak ogłosił, że będzie walczył o punkty dla Renault przynajmniej do 2012 roku - niestety bolid zawiódł go na 20. okrążeniu.

Przedłużenie kontraktu z Renault przecięło łańcuszek spekulacji o przenosinach Kubicy do innego teamu. Ale u podstaw plotek leżała jedna, z biegiem sezonu coraz bardziej oczywista, obserwacja: aby pokazać pełnię talentu, Kubica potrzebuje lepszego bolidu.

- Gdy stale jesteś obiektem takich spekulacji, twoja wartość rynkowa może tylko rosnąć - mówił nasz zawodnik szwajcarskiemu dziennikowi "Blick".

Jego pozycja, owszem, wzrosła, ale tylko w Renault.

Okazało się, że jeśli chodzi o kompletowanie obsady teamów z wielkimi budżetami - jak Red Bull, Ferrari czy Mercedes - potencjał sportowy kierowcy to za mało. Tam gdzie warunki dyktują sponsorzy, liczy się coś jeszcze - wizerunek. A pod tym względem Kubica nie ma wielu atutów.

- To specyficzny typ zamkniętego w sobie milczka, który tak naprawdę nigdy nie chciał być fajny. Na świecie poza torem F1 jest postacią raczej anonimową i biorąc pod uwagę jego chłodny stosunek do mediów, pewnie tak już zostanie - mówi Tomasz Redwan, ekspert z dziedziny marketingu sportowego.

Jego zdaniem trudno jest znaleźć człowieka, który miałby cały pakiet: wielki talent plus to coś, co sprawia, że jest się gwiazdą.

W światku F1 ceni się Kubicę za wyniki, ale nawet wierni kibice odczuwają głód informacji. "Kubica nie jest kolesiem o największej wartości marketingowej, wygląda na to, że da się lubić, ale jest nieśmiały i trochę kanciasty w obyciu. Nie potrafię powiedzieć o nim nic więcej ponad to, że gra w pokera" - napisała popularna blogerka na Sidepodcast F1.

Dlatego sama myśl, że Polak miałby zastąpić w Mercedesie taki fenomen marketingowy jak Michael Schumacher, brzmi obłąkańczo. Nawet gdyby przyjąć, że będzie zajmował lepsze miejsca niż siedmiokrotny mistrz świata.

Porównywanie pozycji Kubicy z Schumacherem, przez lata najlepiej opłacanym sportowcem świata, nie ma wielkiego sensu. Polakowi bliżej choćby do kolegi Niemca z teamu - Nico Rosberga, kierowcy w podobnym do Kubicy wieku i z podobnymi osiągnięciami. On miał znacznie łatwiejszą drogę do F1, bo jest synem byłego mistrza świata Keke. Ale uśmiechnięty blondynek umie pomagać swojemu szczęściu - chętnie udziela wywiadów, bierze udział w sesjach zdjęciowych do kolorowych magazynów. Efekt - dziś jeździ w niemieckim dream teamie Mercedesa. Zresztą już w zeszłym roku w Williamsie zarabiał prawie dwa razy tyle co Kubica w BMW (8,5 mln do 4,5 mln dol.).

Tylko czy ktoś potrafi sobie wyobrazić Kubicę pozującego do zdjęć w designerskim garniturze?

Marta Mikiel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.