Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Filharmonia z ludzką twarzą

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

W niedzielę po raz pierwszy w Polsce wystąpi wenezuelska Orkiestra Młodzieżowa Simona Bolivara - najbardziej egalitarny zespół symfoniczny świata. Czyżby latynoamerykański populizm miał się okazać sposobem na odmłodzenie europejskiej klasyki?

Miałem wielkie szczęście, że urodziłem się w Argentynie. Dzięki temu nie doświadczyłem idei kulturowej hegemonii, która w Europie stanowi usprawiedliwienie dla zgubnych podziałów oraz agresji - mówił przed laty Maurizio Kagel, nieżyjący już, najwybitniejszy latynoamerykański kompozytor XX stulecia.

Podobny entuzjazm dla swych latynoamerykańskich korzeni mogliby pewnie wyrazić członkowie Orkiestry Młodzieżowej Simona Bolivara. Gdyby nie specyficzna dla ich ojczyzny polityka społeczno-kulturalna, wielu skończyłoby - podobnie jak ich rodzice oraz dziadkowie - na marginesie wenezuelskiego społeczeństwa. W 1975 roku ekonomista oraz muzyk amator José Antonio Abreu zaczął wprowadzać w życie swój niezwykły program, dziś znany na całym świecie jako "El Sistema". Zakładał on, że najlepszym sposobem na walkę z ubóstwem stać się może powszechne, a przy tym w pełni profesjonalne nauczanie... klasycznego muzykowania.

Z europejskiej perspektywy brzmi to niczym kosztowna fantazja politycznego utopisty. Nie od dziś wiadomo przecież, że sztuka filharmoniczna jest elitarnym luksusem dla warstw najzamożniejszych. Natomiast - jak śpiewał Maciej Maleńczuk -"zwykły zmianowy robotnik nie musi słuchać muzyki poważnej". A co dopiero mówić o jej wykonywaniu?! Sęk w tym, że "El Sistema" działa. Dziś program obejmuje ćwierć miliona małoletnich muzyków, 125 lokalnych zespołów młodzieżowych oraz trzydzieści w pełni wartościowych orkiestr symfonicznych. Ekonomiści szacują, że każdy dolar zainwestowany w program ogranicza koszty świadczeń społecznych o dolara i osiemdziesiąt sześć centów.

Spektakularny sukces "El Sistema" ma jednak także, a raczej przede wszystkim wymiar artystyczny. Mowa o Orkiestrze Młodzieżowej Simona Bolivara - swoistym dream teamie wenezuelskiego eksperymentu społecznego. Dziś zespół składający się głównie z nastolatków śmiało może się mierzyć się z najlepszymi orkiestrami europejskimi oraz amerykańskimi, nagrywa bestsellerowe płyty dla elitarnej wytwórni Deutsche Grammophon i jest gorąco przyjmowany w salach koncertowych całego świata. Melomani pokochali Wenezuelczyków za specyficzną dla ich występów atmosferę niekończącej się fiesty, wolną od wszelkich znamion wirtuozowskiego narcyzmu czy profesjonalnej rutyny.

- Konserwatoria na całym świecie kładą nacisk na indywidualny rozwój oraz solowe muzykowanie. W Wenezueli uczymy się od dziecka, jak współtworzyć zgodną społeczność - wyjaśnia fenomen "systemu" jego wychowanek Gustavo Dudamel, obecnie szef Orkiestry Młodzieżowej Simona Bolivara i jeden z najbardziej rozchwytywanych dyrygentów XXI stulecia.

To nie przypadek, że - tyleż wywrotowy, ile olśniewający - pomysł "El Sistema" narodził się po drugiej stronie Atlantyku, z dala od starej Europy. - Borges pisał kiedyś o możliwości głębokiego osadzenia w tradycji, a jednocześnie niebycia przez nią przytłoczonym - wyjaśnia specyfikę latynoskiej pespektywy Argentyńczyk Osvaldo Golijov, najpopularniejszy i najbardziej kontrowersyjny kompozytor ostatniej dekady. "The New York Times" przypisał mu ostatnio zasługę "wywrócenia do góry nogami geografii muzyki klasycznej" i "odesłania na śmietnik historii dawnej, europocentrycznej mapy". Talent do przełamywania europejskich stereotypów, podważania wielowiekowych doktryn oraz hierarchii odziedziczył Golijov po swych nielicznych, acz trudnych do przecenienia poprzednikach. Genialny Maurizio Kagel odmłodził skostniały i śmiertelnie poważny świat awangardy zamiłowaniem do koncertowych happeningów, historycznych parodii, a także flirtów z kulturą popularną. O krok dalej poszedł - z pozoru tylko przynależący do innego świata - Astor Piazzolla. Jego tango nuevo - prowokacyjna fuzja muzyki argentyńskich burdeli oraz filharmonicznego wyrafinowania - zafascynowała w równym stopniu wirtuozowski Kronos Quartet, popową diwę Grace Jones oraz klubowy Gotan Project.

- To dzięki niemu postanowiłem zostać kompozytorem - wyznaje Osvaldo Golijov. - Piazolla nie bał się zawieszenia pomiędzy kulturą niską i wysoką, muzyką popularną oraz klasyczną. Dlatego jego utwory to coś więcej niż suche nuty. To całe życie Buenos Aires: sposób, w jaki ludzie rozmawiają, chodzą, flirtują, myślą. Sam Golijov postanowił wpuścić na filharmoniczne salony głos ludu nie tylko Argentyny, lecz całej globalnej wioski. Przerafinowane akademickie stylizacje folkloru zastąpił bezpośrednimi zapożyczeniami. Jego twórczość to world music w najbardziej dosłownej, eklektycznej i niewybrednej postaci. Klezmerskie zagrywki w napisanym dla Kronos Quartet utworze "The Dreams and Prayers of Isaac the Blind" uzasadnić można jeszcze wschodnioeuropejsko-starozakonnymi korzeniami rodziny Golijova. Ale autentyczne zaśpiewy flamenco w operze "Ainadamar" albo arabskie ornamenty i ordynarne elektroniczne beaty w cyklu pieśni "Ayre" to już plebejskie wycieczki, na które nie pozwoliłby sobie żaden szanujący się kompozytor europejski. Golijov nie ukrywa zresztą populistycznych aspiracji. - Podziwiam artystów takich, jak Björk czy OutKast i szczerzę im zazdroszczę. Oni po prostu ignorują podziały oraz tabu, które wciąż bardzo ograniczają muzyków klasycznych.

Za arcydzieło populistycznego stylu Golijova uważana jest jego "Pasja według św. Marka" z 2000 roku, której nowe nagranie ukazało się właśnie w katalogu Deutsche Grammophon. Dwieście pięćdziesiątą rocznicę śmierci Bacha argentyński kompozytor postanowił uczcić wybuchową mieszanką kubańskich rytmów, drapieżnych brzmień gitary flamenco oraz ekstatycznych brazylijskich tańców ą la capoeira. Jakby tego było mało, całość wieńczy melancholijna adaptacja kadiszu, czyli judaistycznej modlitwy za zmarłych. - Nie wierzę, że Jezus zmartwychwstał. Nie wierzę też, że był Mesjaszem, bo w ogóle nie wierzę w żadnego Mesjasza. Natomiast zwycięstwo nad strachem przed śmiercią czyni go prawdziwie nadludzkim - wyznaje bez ogródek Golijov.

Populistyczne ideały, które ukształtowały fenomen Orkiestry Młodzieżowej Simona Bolivara, budzić mogą u konserwatywnego europejskiego melomana niedowierzanie. Wszystkożerny populizm Golijova wprawi go zapewne w poważne zakłopotanie. Głos latynoskiego ludu może się jednak okazać dla kultury filharmonicznej o wiele bardziej ożywczy niż dekadencki europejski historycyzm albo zdehumanizowany, orientalny perfekcjonizm.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0010.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0010.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0010.003.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0010.004.jpg@RY2@

FOT. DAN PORGES/ARENAPAL (2); CLIVE BARDA/ARENAPAL; JOHN SANN / DEUTSCHE GRAMMOPHON; EMI MUSIC POLAND

Michał Mendyk

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.0010.005.jpg@RY2@

Przed stu laty transowe rytmy oraz brutalne brzmienie "Święta wiosny" skłoniły wyrobioną paryską publiczność do reakcji kojarzących się ze współczesną kulturą stadionową. Młodzieżowej orkiestrze Simona Bolivara należą się brawa za udaną próbę wskrzeszenia tej hipnotycznej, chwilami wręcz przytłaczającej - w wyjątkowo atrakcyjny sposób - atmosfery. Piętrzące się bez końca kontrasty dynamiki oraz tempa, a przede wszystkim barwne i pikantne brzmienie podopiecznych Gustavo Dudamela robią ogromne wrażenie. Pewność i dosadność interpretacji poparta jest przy tym zadowalającą precyzją, która jednak nijak ma się do zegarmistrzowskiego nagrania The Cleveland Orchestra pod dyrekcją Pierre`a Bouleza. Bezduszny Francuz udowodnił niegdyś, że chropowata powierzchowność "Święta wiosny" ukrywa subtelną tkaninę wysmakowanych barw i błyskotliwych mikrorytmów. Rzadko raczą nas nimi Wenezuelczycy, którzy w kluczowych momentach wolą postawić na powierzchowną efektowność. Ich brzmienie oraz puls stają się wówczas nieklarowne. Wrażenia nie poprawia niestety "La noche de los mayas" meksykańskiego kompozytora Silvestre`a Revueltasa, które - w przeciwieństwie do arcydzieła Strawińskiego - nie tworzy, lecz powiela stereotypy "dźwiękowego rytuału", irytując przy okazji banalnymi stylizacjami folkloru. Orkiestra Młodzieżowa Simona Bolivara nagrała kolejną solidną i wyrazistą płytę. Od jednego z najpopularniejszych zespołów symfonicznych XXI wieku można chyba jednak wymagać czegoś więcej.

Michał Mendyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.