Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Notka biograficzna

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W obrazie "Amalia. Królowa fado" widać wyraźnie inspirację francuskim "Niczego nie żałuję" o Edith Piaf. Nie tylko w sposobie prowadzenia narracji - linearnej i chronologicznej, przeplatanej przebitkami z ostatniego okresu życia bohaterki, ale tamten film odbija się w portugalskiej produkcji jak w krzywym zwierciadle powtarzającej całe sceny (Amalia podczas koncertu w paryskiej Olimpii), ujęcia i sposób przedstawienia bohaterki. Czego dowiadujemy się o gwieździe fado? Że była nieszczęśliwa, a nieszczęście pchało ją do śpiewania. Że jej udana międzynarodowa kariera przeplatała się z serią bolesnych romansowych przygód. Radość dzieciństwa przyćmiło porzucenie przez rodziców (znowu analogia z Piaf), młodość upłynęła w cieniu śmierci siostry, a dorastanie i pierwsza miłość okazały się rozczarowaniem. Ale to poczucie straty, niedostatku miłości, pragnienia bliskości nie zostały wygrane w filmie. Nie udało się zbudować napięcia emocjonalnego. Zamiast tego autorzy filmu tylko musnęli wszystkie tematy, pobieżnie skatalogowali życie Amalii. Wyszła im z tego nijaka i pozbawiona koncepcji notka biograficzna w telewizyjnym stylu, do której bardziej niż słowo "fabuła" pasuje określenie "wiele niepowiązanych ze sobą epizodów". Jedyny pomysł, jaki mają na pokazanie skomplikowanej postaci artystki twórcy filmu, to pokazanie jej jako osoby nieprzystosowanej, czującej zbyt mocno, niemającej dostępu do przyziemnej rzeczywistości. Ładne to w sumie i pewnie prawdziwe, ale przy okazji bardzo schematyczne i odpowiadające stereotypowi każdego niebieskiego ptaka. Nie mamy wątpliwości, że Amalia ma iskrę bożą, dar, nad którym nie musiała pracować, tylko pytanie, czy pokazanie tego już robi film? Nie, choć jego twórcy uznali, że mając taką bohaterkę, nie muszą się wysilać nad scenariuszem. A tymczasem jest na odwrót. Im bardziej fascynującego w sposób oczywisty mamy bohatera, tym lepszy filmowy pomysł trzeba na niego znaleźć, by nie robić pełnometrażowej wersji wikipedii.

Najbardziej nieznośne w filmie są powracające łopatologiczne montażówki, traktujące widza tak jakby ten miał kłopoty z pamięcią krótkotrwałą. Bodaj siedem razy jesteśmy zmuszeni oglądać migawki (zawsze te same) z najbardziej bolesnych scen piosenkarki, które ta przypomina sobie przed śmiercią. Nawet jeśli komuś wydaje się, że zniesie wszystko, by posłuchać fado, niech pomyśli dwa razy zanim pójdzie na "Amalię". Zawsze można kupić soundtrack.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.004c.001.jpg@RY2@

fot. VIVARTO; UIP; MONOLITH

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.004c.002.jpg@RY2@

Magdalena Michalska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.