Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Romans z drugiej ligi

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego kiedy zbliżają się wakacje, polskie kina zalewa fala produkcji drugiego, trzeciego i czwartego sortu. Podczas gdy na całym świecie to moment, w którym na ekrany trafiają filmy typowane na kasowe hity, u nas wypuszcza się zalegające w magazynach starocie i nieśmieszne, ale za to lekkie komedie. Tak jakby nikt nie wierzył, że istnieje alternatywa do smażenia się na Półwyspie Helskim.

Ponieważ to dopiero początek sezonu, "Dziewczyna z ekstraklasy" żenadą najwyższej próby nie jest. Ba, jeszcze dekadę temu byłaby nawet rewolucyjną propozycją na polu komedii romantycznych. Jednak od czasów Sandry Bullock, Meg Ryan i Julii Roberts sporo się w gatunku pozmieniało. Teraz książąt na białych koniach i czekających na nich kopciuszków jak na lekarstwo. O miłości częściej opowiada się z pieprzykiem, nieco wulgarnie, odwraca się tradycyjnie przypisane płciom role, a patetyczne wyznania uczuć zastępuje ich parodiami. "Dziewczyna..." wpisuje się dokładnie w tę nową modę. Oto Kirk. Zupełny frajer. Szkoły nie skończył, bo pieniądze odłożone na jego edukację ojciec wydał na budowę basenu w ogrodzie. Pracuje w obsłudze lotniska w Pittsburghu z podobnymi sobie nieudacznikami. Zabawiają się w wesołe miasteczko na taśmie do podawania bagażu, a od wielkiego dzwonu wyławiają co ładniejsze dziewczyny do kontroli osobistej. Kirk ma też rodzinę, którą każdy średnio asertywny człowiek by wymordował. Brat go poniża, zaś matka woli przyjaźnić się z jego byłą dziewczyną i jej obecnym chłopakiem, którzy praktycznie mieszkają w domu Kirka. W życiu chłopaka pojawia się Molly - skończona piękność, do tego superbizneswoman, wybitna, inteligentna z klasą. Ku zdumieniu Kirka, a tym bardziej jego bliskich, dziewczyna marzeń chce się z nim spotykać.

Niby w filmie nie popełniono wielkich błędów. Obsada jest wybrana bardzo dobrze - kanadyjski komik o wątłej fizjonomii Jay Baruchel (grał m.in. w "Jajach w tropikach") jest wymarzonym Kirkiem, a Alice Eve ostatnio wcielająca się w postać seksownej opiekunki do dzieci w "Seksie w wielkim mieście 2" bardzo przekonująco wypada jako Molly. Zabawnie udało się uchwycić twórcom filmu stosunki panujące w rodzinie bohatera. Gorzej już z głównym wątkiem. Motyw: dziewczyna, która ma świat u stóp poznaje frajera, jest rozegrany sztampowo i bez polotu. Dowcipy również są na bardzo różnym poziomie, od miejscami błyskotliwych ("Co ty jesteś Hannah Montana?" - rzuca zniesmaczony facet do kumpla, który zapędził się w miłosnych poradach rodem z prasy kobiecej) przez średnie jako depilacja męskich genitaliów przypominająca golenie owiec po potwornie słabe jak ejakulacja w spodnie na widok ukochanej. Niespecjalnie zabawne jest też środowisko głównego bohatera: niby tacy "dudes", którym zdecydowanie brakuje luzu i brawury. Niestety też im bliżej finału, tym mniej odważni są twórcy filmu. Formuła o miłości, ale z przymrużeniem oka zdaje się wyczerpywać. Więcej fantazji chłopaki, bo na razie jest na trzy na szynach.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.005a.001.jpg@RY2@

fot. VIVARTO; UIP; MONOLITH

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.005a.002.jpg@RY2@

Magdalena Michalska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.