Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Klasyka

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kolejny album Hilliera i prowadzonego przezeń Estońskiego Chóru Kameralnego powtarza wszystkie zalety i wady poprzednich płyt. Jak zwykle słuchamy fenomenalnych interpretacji oraz rzetelnie skomponowanego repertuaru. Niestety, w wielu wypadkach rażąco naruszającego granice dobrego smaku. Region nadbałtycki stał się w minionym stuleciu zagłębiem sztuki chóralnej, szczególnie w jej archaizująco-folklorystycznym nurcie. Problem w tym, że taka orientacja sprzyja rozkwitowi akademickiej cepeliady. Pomiędzy estetykami zespołu pieśni i tańca oraz zjazdów rycerskich oscyluje dominująca w programie twórczość Estończyka Veljo Tormisa. Niestety, nie tylko u niego związki z epicką i magiczną tradycją skandynawską - zasugerowane przez tytuł albumu - mają charakter głównie literacki. Chlubny wyjątek stanowi Fin Erik Bergman i jego "Lapponia", czyli studium archaicznych technik wokalnych, które zniewala ekonomiką środków oraz głębią.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.008b.001.jpg@RY2@

g Rośnie rzesza młodych polskich instrumentalistów, którzy mają wystarczająco odwagi, by postawić na oryginalny oraz nowoczesny repertuar. Duet o wymownej nazwie Flute OClock chętnie grywa Bacha i Mozarta, jednak swój fonograficzny debiut skonstruował z dzieł klasyków modernizmu (Maderna, Denisow, Takemitsu) oraz ich mniej znanych kolegów (Taira, Luzuriaga). Niewiele jest na "Now" radykalnych eksperymentów, natomiast mnóstwo dojrzałej i kipiącej emocjami atonalnej sztuki kompozytorskiej. Najbardziej fascynuje jednak sam flet - w tradycji klasycznej sprowadzony do roli pastoralnego rekwizytu - tutaj zawodzi, krzyczy, wypełnia całą przestrzeń. Interpretacje Karoliny Balińskiej oraz Ewy Liebchen odznaczają się wirtuozowską sprawnością, świetnym zgraniem, ale przede wszystkim pewnością i wyrazistością gestu. Nie ma tu mowy o "uprzystępnianiu" wymagającej muzyki czy łagodzeniu wytrawnej ekspresji. I bardzo dobrze.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.008b.101.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.008b.003.jpg@RY2@

FOT. bartłomiej moLga

Michał Mendyk

Michał Mendyk

Rok temu brytyjski dziennik The Daily Telegraph ogłosił odejście żywej operowej legendy na emeryturę. "Podwójnie chrystusowy" wiek artystki sprawił, że decyzja nikogo nie zdziwiła, choć wielu zasmuciła. Zaskoczona była tylko... sama Kiri Te Kanawa, która natychmiast zdementowała plotki.

Faktycznie diwa nie nagrywa płyt praktycznie od dekady, sporadycznie występuje na scenach operowych, za to chętnie daje recitale, prowadzi kursy mistrzowskie i wspiera finansowo swych potencjalnych nowozelandzkich następców.

Kiri na pewno nie brakuje energii, ale też zdrowego rozsądku: samoograniczenie pozwala zachować jej głos w zaskakująco dobrej formie. Krytycy na całym świecie, zgadzają się że słynny sopran niewiele stracił z dawnej siły oraz aksamitnego brzmienia, zyskując przy tym na emocjonalnej pewności i klarowności. Nie przez przypadek specjalnością artystki pozostawały przez niemal całą karierę liryczne partie w dziełach Mozarta których nie zabraknie także w programie łódzkiego koncertu. Oficjalnie wszystko zaczęło się w 1971 roku od znakomitej "Hrabiny" ("Wesele Figara") na deskach londyńskiej Covent Garden. Tak naprawdę początek kariery Kiri miał równie łagodny, przemyślany, a przy tym niecodzienny przebieg, co jej zmierzch. Wychowana w tradycyjnej rodzinie Maori (stąd niebanalne nazwisko oraz ostatnia w dorobku - etniczna - płyta) artystka debiutowała niemal równolegle z The Beatles, grywając tak jak oni "do kotleta". Być może to właśnie lata konsekwentnej pracy i nauki sprawiły, że dojrzałość Kiri ma tak wytrawny smak...

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.196.008b.004.jpg@RY2@

Szczyt kariery Kiri Te Kanwa przypadł na lata 70. i 80., ale nowozelandzka sopranistka starzeje się niczym dobre wino. Ekskluzywna degustacja już za tydzień w łódzkim Teatrze Wielkim

Michał Mendyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.