Za radą córek
Ósmy rok oczekiwania na nowy wielki album były lider Genesis uprzyjemnia niezłym wydawnictwem "Scratch My Back" z oryginalnymi coverami jego ulubionych utworów sprzed lat oraz tych odkrytych całkiem niedawno.
Ciekawe, co pomyśleli sobie młodsi słuchacze, kiedy po raz pierwszy usłyszeli informację: Peter Gabriel śpiewa piosenki Arcade Fire, Radiohead, Bon Iver, Magnetic Fields. Czyżby weteran lat 80. znalazł sposób na dorobienie do emerytury? W końcu w zeszłym roku znów zaczęto o nim mówić po tym, jak razem z grupą Hot Chip odpowiedział na piosenkę "Cape Cod Kwassa Kwassa" nowojorskiemu Vampire Weekeend. A może spytali: kim jest w ogóle ten Gabriel? Przecież przez ostatnie dwadzieścia lat wydał tylko dwa albumy! Czyżby nagrywając piosenki popularnych alternatywnych zespołów, chciał sobie odświeżyć publiczność?
Nic bardziej mylnego, "Scratch My Back" to wciąż płyta skierowana przede wszystkim do starszych odbiorców. Skazuje ją na to cała orkiestrowa oprawa, którą zaaranżował John Metcalfe z Durutti Column. Peter Gabriel zrezygnował z rockowego składu czy elektronicznej produkcji na rzecz fortepianu, sekcji instrumentów dętych i smyczkowych. A muzyczną prostotę i bezpośredniość zastąpił patosem i miejscami przerysowaną dramaturgią. Trzymanie się przez cały czas tej formuły sprawia wrażenie sztuki dla sztuki i wydaje się pretensjonalne, ale jeśli wziąć pod uwagę cały jego dorobek, starzy fani docenią jego konsekwencję. Nie muszą nawet wiedzieć, kim jest Bon Iver, żeby docenić poruszające i oszczędne "Flume" czy rozbuchane i niezwykle dynamiczne "Mirrorball" z repertuaru brytyjskiego Elbow. W końcu jego charakterystyczna maniera wokalna jest niepodrabialna. A jeśli koniecznie chcą się poczuć bardziej swoisko, zapewni im to nieśmiertelne "Heroes" Davida Bowiego.
Gabriel konsekwentnie unika zarzutu schlebiania młodzieżowym gustom również przy wyborze utworów. Kiedy ze starszych płyt sięga po "Graceland" Paula Simona, to wybiera sentymentalne "The Boy in The Bubble", z "Remain in Light" Talking Heads eleganckie "Listening Wind". A z cieszącego się niezwykłą popularnością "Neon Bible" Arcade Fire bierze na warsztat rozdmuchane aż do przesady "My Body is a Cage", zaś z kultowego "69 Love Songs" The Magnetic Fields niemal filmowe "The Book of Love". Dzięki temu, tłumacząc się w wywiadach z ostatecznej tracklisty, może powoływać się albo na przyjaźń z autorami oryginałów, albo na dobre rady swoich córek.
Nawet jeśli momentami ta formuła irytuje i spłyca wymowę poszczególnych utworów, na koniec okazuje się, że dzięki niej płyta brzmi bardzo spójnie. Nie jest też tylko kolejnym wydawnictwem z "dziwnymi coverami", jakich w ostatnich latach nie brakuje. Chociaż jeśli któryś z młodszych słuchaczy zainteresuje się "Scratch My Back" właśnie z tego powodu, to też nie będzie w tym nic złego.
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.016b.001.jpg@RY2@
Peter Gabriel "Scratch My Back"
EMI Music Poland 2010
Jacek Skolimowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu