Wisła - miasto Małysza
Znany skoczek najwierniejszych kibiców ma w swojej okolicy
Wjeżdżamy do Wisły od strony Ustronia. "Tutaj lata nasz mistrz świata!" - informuje znak drogowy. Drugiego takiego, z charakterystyczną sylwetką szybującego skoczka narciarskiego, nie ma nigdzie na świecie. Jesteśmy w rodzinnym mieście polskiego bohatera narodowego - Adama Małysza.
Bohatera, który wraca do łask rodaków, a właściwie tej części narodu, która nazbyt szybko i chętnie postawiła na nim krzyżyk, oznajmiając światu, że Małysz się skończył, a z herosa stał się zwykłym patałachem. Nad pojęciem "kibica sukcesu" pochylił się nawet Paweł Kukiz, wyśmiewając "niewiernych" w "Pieśni o Małyszu". "Przez trzy sezony nas oszukiwał - tylko udawał, że umie latać, tylko udawał, że wygrywa, kłamał, że można daleko latać. (...) Małysz to zdrajca, Małysz to oszust, nie umiał skakać od początku! On nas okłamał, on nas oszukał, w orle rozpaczy biało-czerwona" - ironizował lider Piersi. Teraz Małysz znów jest na topie.
- Małyszomanii dawno nie ma i już nie będzie. Adam się ludziom przejadł - informuje znudzonym tonem barmanka w jednym z lokali w dzielnicy Nowa Osada. Może i ma rację, bo na ulicy 1 Maja, wiślańskich Krupówkach, o Małyszu ani widu, ani słychu. Żadnych koszulek, kubków, długopisów czy znaczków. W grudniu miejscowe biuro podróży Xtraining zaproponowało turystom wycieczkę "Śladami mistrza". Cztery godziny zwiedzania, 45 złotych od osoby. W programie: wizyty na wszystkich wiślańskich skoczniach, muzeum narciarstwa, galeria z trofeami Małysza i kultowy pub U Bociana, gdzie gromadzą się najwierniejsi fani skoczka. Pomysł nie wypalił, mimo że do wyboru było pięć terminów. - To taki eksperyment, oferta głównie dla firm. Nie spodziewaliśmy się tłumów, bo w górach jest teraz mnóstwo śniegu. Pytania o wycieczkę były, ale żeby się to opłacało, musiałoby się zebrać minimum 13 osób. Do tematu wrócimy latem - tłumaczą organizatorzy.
Czy Małysz faktycznie turystów nudzi? - Nieprawda, zainteresowanie nim nadal jest ogromne - ocenia Katarzyna Kubaszewska, odpowiedzialna w urzędzie gminy za promocję miasta. - Ludzie pytają, gdzie trenuje, gdzie mieszka. Pytam ich więc, czy byliby zadowoleni, gdyby ktoś im do ogródka dzień w dzień zaglądał. Podkreślam: nie udzielamy takich informacji, staramy się nie być dla pana Małysza uciążliwi - wyjawia Kubaszewska.
- Szkoda tylko, że deweloper był uciążliwy - odzywa się mężczyzna przeglądający turystyczne foldery. - Proszę koniecznie napisać, że to budowlańcy zaszkodzili naszemu Adamowi. Adaś płot wysoki musiał zbudować, żeby mu na Izę nie patrzyli - mówi.
- Turyści naprawdę przesadzali. Całymi dniami koczowali przed bramą, nawet dyżury pełnili. W końcu Adam poprosił mnie, bym wskazał mu działkę w takim miejscu, żeby do takich sytuacji już nie dochodziło - opowiada burmistrz Wisły Andrzej Molin. Lada chwila skoczek przeprowadzi się do nowego domu w Wiśle-Głębcach, tuż przy ulicy Reymonta. - Dom jest na wzgórzu. Na pewno Małyszowie będą tam mieli spokojniej, teraz to oni będą patrzyć na innych z góry - zdradza mieszkająca nieopodal pani Anna.
Z nowego domu Małysz będzie miał rzut beretem do baru U Bociana, któremu szefuje Tadeusz Ficek. Ściany szczelnie wypełnione zdjęciami i gadżetami poświęconymi Adamowi, papierosowy dym, skromne menu: golonka, szaszłyk, flaczki. Nad piwem Brackim w cenie 3 zł za 0,5 l siedzą sami miejscowi. Do centrum Wisły jest stąd kawałek drogi, a i trafić tu nie jest wcale łatwo. Na drewnianych ławkach zasiadają nieliczni klienci. - Głośno będzie, gdy niektórzy pójdą już spać - odpowiada ze śmiechem właściciel lokalu.
Ile Wisła zarabia na Małyszu? - Nie mamy takich danych - rozkłada ręce Molin. Pewne jest jedno - na wizerunku sławnego skoczka nie zarabia nikt poza nim samym. To właśnie dlatego, gdy chodzimy od straganu do straganu na głównej ulicy Wisły, pytając o pamiątki związane z Małyszem, sprzedawcy tylko bezradnie rozkładają ręce. Koszulki z napisem "I love Wisła", wyroby lokalnego rzemiosła, kierpce, czapy z owczej wełny, magnesy, widokówki - takich gadżetów w sklepikach typu Upominki od Kalinki jest pełno. O pocztówce ze skaczącym Małyszem nie ma jednak mowy. - A skąd, to można kupić tylko w galerii u Małyszów. Tu nikt nie będzie ryzykował. Straż miejska chodzi i pilnuje - mówią górale.
Po wybuchu małyszomanii w 2001 r. produkcją pamiątek z wizerunkiem skoczka zajęła się firma Fan Sport. - Wraz z menedżerem Edim Federerem zadbali o prawa do wizerunku, decydują, komu go użyczyć, i mają wyłączność na pamiątki. My mamy z nim niepisane porozumienie. Pamiątek jednak nie produkujemy, to nie są zadania miasta - podkreśla burmistrz.
Pamiątki Małysza można kupić w jego galerii, gdzie mistrz prezentuje najważniejsze trofea. Nad małym muzeum mieści się jeszcze sklep Małysz Fashion. - Pracuje tam teściowa Adama, a czasem nawet i na Izę Małysz można trafić - natychmiast odpowiadają zaczepieni na ulicy przechodnie.
W środy dyżury w galerii i sklepie pełni dalsza rodzina skoczka. Kuzyn i kuzynka chętnie wyjaśniają, że Adam kupił budynek stojący tuż za stacją benzynową specjalnie dla żony, która zarządza muzeum, sklepem z odzieżą i fundacją "Wystarczy chcieć" pomagającą utalentowanym dzieciom, które pragną uprawiać sport. - Działalność fundacji została zawieszona. Powodem jest m.in. choroba ojca Izabeli - słyszymy.
Idziemy obejrzeć trofea Adama Małysza. Trzy szczelnie wypełnione sale: kryształowe kule, medale, narty, reprezentacyjne stroje, kombinezony, pianki, buty, gogle, kaski i równo ułożone w rządku żółte koszulki lidera... Jest co podziwiać. Zwiedzających nie brakuje. Na parkingu samochody z Katowic, Tomaszowa Mazowieckiego, Częstochowy, Warszawy. - Zrób mi zdjęcie tu, przy tej szklanej kuli - nawołuje starsza pani do towarzysza. - Dzieciaki, ustawcie się pod tymi elanami - pokrzykuje ojciec do córki i syna, którzy pozują przy nartach. Przed wyjściem jeszcze chwila na zakup gadżetów. Wybór niewielki - kubek, koszulka, znaczek. W Małysz Fashion sygnowane autografem mistrza męskie ubrania sportowe produkowane przez firmę 4F, która ubiera polskich skoczków. Polarowa bluza kosztuje ok. 300 zł, ubrania schodzą jak świeże bułeczki.
Zamknięta w gablocie podobizna Adama zrobiona z białej czekolady stoi w holu Domu Zdrojowego. Ale nawet to miejsce nie uchroniło figury przed łasuchami. Kilka lat temu, pod naporem młodych wycieczkowiczów, gablota runęła, a dzieciaki rozpoczęły biesiadę. Małysz stracił ucho, palec oraz dyndający na białej szyi medal. - Trzeba było zrobić mu rekonstrukcję ucha - wspominają pracownice domu kultury. Operację przeprowadzili pracownicy firmy Wedel.
W Alei Gwiazd w Wiśle Małysz jest oczywiście postacią numer jeden. Jego imieniem nazwano skocznię K120 w Wiśle-Malince, która została odnowiona i otwarta we wrześniu 2008 r. - Na pewno by się nam to nie udało, gdyby nie sukcesy Adama. Jego nazwisko przyspieszyło prace. Adam kibicował i pomagał, w końcu może trenować na miejscu, nie musi jeździć na skocznię w Szczyrku - zapewnia burmistrz. Skocznia w Wiśle jest coraz bardziej popularna wśród zawodników z różnych krajów. - Trenowali u nas Austriacy, Niemcy, Japończycy. W przyszłości chcielibyśmy zorganizować tu zawody Pucharu Świata. Na razie jednak musimy zbierać doświadczenie. Przed nami zawody o niższej randze - Puchar Kontynentalny, a potem letnie grand prix, którą zorganizujemy wspólnie z Zakopanem - zdradza Molin.
O kolejne orły z Wisły nie będzie więc łatwo, lecz na razie Wisła żyje igrzyskami. - Zawsze będziemy kibicować Adamowi, co by się nie działo. Dzięki niemu Wisła narodziła się po raz drugi - podsumowuje Kubaszewska.
@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.186.0006.001.jpg@RY2@
Fot. Michał Sadowski/Fotorzepa
Już nie tak łatwo kupić pamiątki z Małyszem. Specjalna firma i menedżer skoczka decydują, kto może je produkować
Małgorzata Chłopaś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu