Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Upadek rockowego Jezusa

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Na nowy album Lil’ Wayne’a czekała cała Ameryka - niestety jak bardzo czekała, tak równie mocno się nim zawiodła.

Są dwa powody, dla których "Rebirth" miało być wydarzeniem roku. Po pierwsze od czasu sukcesu "Tha Carter III" Lil Wayne stał się numerem jeden na scenie hiphopowej. Po drugie niespodziewanie zapowiedział, że tym razem chce grać rocka! Stało się - po szumnych zapowiedziach gości pokroju Slasha i Lennyego Kravitza ukazał się album, który już teraz można uznać za najgorszy w tym roku. Niżej upaść już nie można.

Lil Wayne rymuje o tym, że jest "rockandrollowym Jezusem", jak "odleciał tak wysoko, że już nie widział ziemi i nie wiedział, na jakiej chmurze się znajduje". Przepuszcza głos przez metaliczny efekt autotune, nieznośnie wydziera się w mocniejszych momentach albo sentymentalnie zawodzi w balladach. A w tle wtórują muj ciężkie rockowe riffy, pełne patosu metalowe zagrywki albo tandetne softrockowe brzmienia gitary. Lil Wayne wspominał o inspiracji "Licensed to Ill" Beastie Boys i do pomocy właściwie mógł zaprosić każdego. Tymczasem zamiast rasowego połączenia hip-hopu z hardcoreem czy punkiem dostajemy zestaw potwornych rockowych klisz, najgorszych przykładów mainstreamowego grania.

Lil Wayne rozczarowuje tutaj nie tylko marnym gustem i kuriozalnymi kompozycjami, w których niespodziewanie pojawią się jeszcze hiphopowe rytmy i raperzy (wśród nich nawet Eminem), ale też zwyczajnie brakiem pomysłów na dobre piosenki. W związku z tym nie wiadomo, do kogo nawet kieruje ten album i czy sam dobrze go posłuchał przed wydaniem. Oczywiście można potraktować "Rebirth" jako eksperyment, można też postawić tezę, że Lil Wayne jest najbardziej bezkompromisowym i odważnym artystą popowym, który przecież cały czas od lat spontanicznie nagrywa swoje mixtapey i może sobie pozowolić nawet na coś takiego. Tylko czy rzeczywiście ma to jakąś większą wartość i wnosi coś nowego do muzyki? Czy aby wielkość i geniusz Lil Waynea nie zostały ogłoszone zbyt wcześnie, kiedy dokoła jest tylu ciekawszych raperów? O tym jednak dowiemy się dopiero, kiedy artysta odsiedzi roczny wyrok za posiadanie broni i wreszcie trochę ochłonie.

@RY1@i02/2010/029/i02.2010.029.000.016b.001.jpg@RY2@

"Rebirth" Lil Wayne

Cash Money 2010

Jacek Skolimowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.