Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie da się przegrać dwa razy tak samo

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w

Prawda? Zamiast jechać na narty. Jestem gościem honorowym reprezentacji Chicago na mecz bokserski z Polską. Postawili mnie przed faktem dokonanym, kupili mi bilet lotniczy i powiedzieli, że jadę. Skoro już kupili, szkoda byłoby, żeby się zmarnował.

Dlaczego? Ja nigdy w życiu nie byłem w Knurowie.

W Jastrzębiu, w Sosnowcu, ale nie było podobnie. Tam tyle obrywałem, że nie wiedziałem, jak się nazywam. A tym razem podejmowali mnie bardzo przyjemnie. Zwłaszcza jak na kogoś, kto jest z Warszawy.

Jak tylko uda się zreperować moją rękę, to dlaczego nie?

George Foreman miał 48 lat, jak przestał boksować. Był już taki gruby, obwisły, brzydki.

Tak? Ja tego nie słyszałem. Ale to jest jakieś wariactwo. W ogóle boks jest zwariowanym sportem, a właściwie to nawet nie jest sport, ale jakieś kuriozum. Pełna tragedia.

Sam się dziwię. Ale jak się nie umie robić nic innego, niczego poza tym się nie nauczyło? Jakoś zarabiać trzeba.

Pieniędzy zawsze brakuje. Jest na co wydawać. Moja córka poszła do collegeu, syn gra w tenisa. Trzeba to wszystko opłacić. Z czego, jak nie z pracy?

Jak to co? Moja ręka jest niesprawna. Miałem operację łokcia, do tego kontuzja barku. Bez ręki nie ma boksowania.

Tak mówią? Bardzo możliwe. Czytała pani książkę Foremana? Dobra książka, warto przeczytać.

Tak. Daję sobie na to parę miesięcy, góra trzy.

Niedobra jest. Może kiedyś jak wydam książkę o Gołocie, to napiszę szczegółowo o ręce. Na razie nic nie wolno nikomu mówić, bo jeszcze jakiś rywal usłyszy i będzie mnie lał. Jak Adamek. Adamkowi też ktoś o tym powiedział. Jakaś gżegżółka zakukała, jak ma boksować.

To jego sprawa, co robi. Każdy dostanie to, na co zasłużył.

Straszne, co? W taki sposób zakończyć karierę - tragedia.

I trzeba go sprowadzić z powrotem na ziemię.

Naprawdę nie wiem po co. Do niczego nie była mi potrzebna.

Nie było żadnych pieniędzy. Taki rywal się trafił i taki był. Zostawmy już tego Adamka.

Nigdy w życiu, nie ma na to szans.

Nie wiem, czy mam tyle cierpliwości, konsekwencji w dążeniu do celu. Więc pewnie nie byłbym dobrym trenerem. A jak mam nie być dobry, to po co w ogóle zaczynać.

Sam jest sprawiedliwy, zawsze fair, rzeczowy. Certo to było nieporozumienie. Straszne nieporozumienie. Trenował mnie w czasie walki z Tysonem, ale był już w takim wieku - siedemdziesiąt parę lat. Nie potrafił utrzymać tarcz na rozgrzewce.

Mogłem dalej walczyć, ale to nie miało sensu, bo miałem rozcięty łuk brwiowy. W pierwszej rundzie Tyson zrobił mi to głową. Sędzia tego nie widział. Gdyby zauważył, w najgorszym wypadku powinno się skończyć remisem przed czasem. Tak by było, gdyby uznał to za przypadkowe uderzenie głową. Gdyby stwierdził, że było celowe, zdyskwalifikowałby Tysona. Wyszło na to, że uderzenia głową nie było, i ja przegrałem. Czekałem do końca na jakiś ruch trenera, że pójdzie kłócić się z sędzią, przecież to była jego praca, psi obowiązek. Ale on też tego nie widział. Ale do diabła, jak on tego nie widzi, to nie nadaje się, żeby być krawcem, a co dopiero trenerem.

Za długo.

Po co? Wszyscy widzieli. Okazało się, że widzieli to, co chcą. Myślałem sobie wtedy: w dupie z tym. Nie chciałem znać kibiców. Boksować też nie chciałem.

Wydawać pieniądze.

Miałem swoje przyjemności. Bawiłem się. Teraz jak na to patrzę, to była raczej próba rozbicia rodziny. Wyprowadziłem się z domu, kupiłem sobie drugi. Nie było wspólnego życia. Cyrk.

Ani rodziny.

Kilka osób mnie namówiło. Miałem 33 lata, piękny wiek, chrystusowy. Pomyślałem, czemu by nie spróbować.

To wcale nie było takie proste. Wcześniej miałem kilka wygranych walk z gośćmi, którzy byli wysoko w rankingu - Samsonem Pouhą i Danellem Nicholsonem. To mnie wywindowało na poważnego pretendenta.

Tragedia, co? Dwie porażki, a dwie - to dopiero były przekręty. Jeszcze raz coś takiego, to rozumiem, kiedy wypunktowali ten remis z Chrisem Byrdem. Ale, że dali mi przegrać z Johnem Ruizem? Każdy kto cokolwiek wie o boksie, wie też, że wygrałem tę walkę.

Niefart. Na godzinę przed walką z Lewisem wziąłem zastrzyk z kortyzonu w kolano. Chciałem być pewny, że nie będzie mnie bolało. Wcześniej noga mi puchła, chodziłem do lekarza na ściąganie płynu i zastrzyk. Brałem je regularnie przez ostatnie 4 - 5 tygodni. To było bezpieczne. Ten sam lekarz zaproponował mi jeszcze zastrzyk przed samą walką.

Nie. Byłem piękny, młody i bogaty. Myślałem, że takie rzeczy mnie nie dotyczą. Aż tu przy bandażowaniu rąk zacząłem usypiać. Tak działał zastrzyk. Mogłem być tylko wściekły, nic więcej.

Przegrana. Było ich chyba z osiem. Każda była tragedią i każda była inna. Nie da się dwa razy tak samo przegrać. Chociaż z Boweem mi się to udało.

To wcale nie było tak. Ta walka była potworna, obaj byliśmy na deskach. On leżał dwa razy, ja chyba raz. Tam wszystko mogło się zdarzyć. Nie wiedziałem, że wygrywam. W moim narożniku był Lou Duva, ale on nie powiedział: boksuj ostrożnie, bo prowadzisz na punkty. Zresztą nikt tego nie wiedział, zanim nie pokazano kart z punktacją. To był obłęd.

Hm. Tenis to najtrudniejszy sport, jaki jest na świecie. Najtrudniejszy, jaki uprawiałem i jaki widziałem, a widziałem wiele. Trzeba mieć niesamowitą kondycję i wytrzymałość, jeszcze lepszą technikę, a głowę mocniejszą niż bokserzy. Nigdy nie można powiedzieć, że ma się mecz w kieszeni ani że jest tak źle, że nic nie można zrobić. W każdym momencie można zacząć wygrywać albo przegrywać. Widziałem to nie raz w wykonaniu juniora. Ale czy on będzie tenisistą? Na to ma wpływ wiele czynników.

Fajny turniej. Ale ja się tak bardzo czyimś tenisem nie pasjonuję. Jak mały gra, to jest inna historia. Można zwariować z emocji na trybunach.

@RY1@i02/2010/011/i02.2010.011.000.018a.001.jpg@RY2@

Andrzej Gołota, gość honorowy meczu Polska - Chicago

fot Andrzej Grygiel PAP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.