Dziennik Gazeta Prawana logo

Rośnie odtrutka na Stachurskiego i Dodę

29 czerwca 2018

Mimo kryzysu polska muzyka ma się bardzo dobrze. W radiu wciąż dominuje popowa papka, ale coraz częściej przebijają się przez nią nowi, oryginalni wykonawcy

Młoda fala artystów atakuje skrępowane gatunki i obśmiany festiwalowy pop. Czyżby nadeszła długo wyczekiwana zmiana warty?

Ambitny pop i alternatywa, i piosenka autorska, i jazz wreszcie mówią w Polsce własnym głosem. Co ważniejsze, to nie tylko głos młodych ludzi, bo dobre płyty wydawali też uznani twórcy, ale głównie młodzież jest sprawcą wielkiego ruszenia w naszej muzyce. Można się zżymać na Dodę, Stachurskiego i Gosię Andrzejewicz, z których żenujących produkcji nabija się inteligencka młodzież na portalach społecznościowych. Ale nie można nie zauważyć, że pod wciąż kiczowatym mainstreamem aż buzują nowoczesne brzmienia. Nie można lekceważyć fenomenu, który sprawił, że w 2009 roku pierwszy raz od wielu lat pojawiły się u nas płyty mające szansę na odmienienie zmarnowanej podczas ostatnich popularnych festiwali polskiej piosenki.

I to dzięki młodym artystom być może już za kilka lat w Opolu posłuchamy czegoś niebanalnego, czegoś, co - jak fenomenalna płyta Gaby Kulki i Konrada Kucza "Sleepwalk" - przywraca wiarę w naszych artystów i wyznacza nowy standard na muzycznym rynku.

Tym bardziej że o sporej części z nich do tej pory było cicho, jak o Indigo Tree, duecie songwriterów z Wrocławia, którzy w dwa tygodnie własnym sumptem nagrali świeżą debiutancką płytę ("Lullabies of Love and Death") mogącą równać się z oryginalnymi produkcjami alternatywnymi zza oceanu. Ale także wielu z polskich twórców od lat tworzy muzykę do szuflady, która dziś nareszcie okrzepła artystycznie i została dostrzeżona (świetny album Drivealone - solowego projektu Piotra Maciejewskiego z Much).

W tym roku rozsypał się worek z alternatywą, bo świetne płyty nagrali The Car Is On Fire, Jacek Lachowicz i George Dorn Screams, ciekawie wypadli California Stories Uncovered i Old Time Radio. Pomiędzy brzmieniami niezależnymi a hip- -hopem utknęła jedna z bardziej niedocenionych płyt w tym roku - "Połącz kropki" Afro Kolektywu. No i w zestawieniu z Indigo Tree i Drivealone (wobec nich oczekiwania są największe) reszta polskiego indie rocka wciąż przypomina przeważnie kopie zespołów anglosaskich. Wciąż brak w nim awangardy na miarę słynnych grup z lat 90., Ewy Braun, Ścianki, Kobiet czy Something Like Elvis.

Jednak zespołów jest coraz więcej i coraz większe są wymagania wobec polskiej alternatywy. Zyskuje ona na znaczeniu, także dzięki wytwórniom (Isound, Gusstaff Records, Mystic, Galapagos, Jazzboy), które dały szansę niszowym zespołom, jak również samym artystom próbującym w domowych pieleszach klecić nagrania. Przyczyną jest także swoiste przewartościowanie w sztuce: Polacy skonsumowali już artystycznie wszystko, co ważne i nieważne w muzyce światowej, i zaczęli szukać własnego wyrazu.

Nic więc dziwnego, że na szczycie alternatywnej piramidy królują niepodzielnie, z kolejnymi świetnymi płytami, dwie najoryginalniejsze polskie grupy rockowe, Hey i Pustki, które są punktem odniesienia dla wielu początkujących zespołów.

A w dole, w sponiewieranej muzyce popularnej, kiełkują nieśmiało dobre trendy. Dokonuje się najważniejsza zmiana warty w polskim popie od lat. Biff, Plastic, Kolorofon, Dick4Dick - ich płyty emanują dobrym popem i inteligentnymi inspiracjami. Prześmiewczo-kabaretowe piosenki z rockowym przytupem nie mają nic wspólnego z ogranymi do obrzydzenia schematami zespołów typu Kumka Olik czy Pectus, a jednak ich muzyka przewrotnie trafia pod strzechy, o czym świadczą choćby emisje radiowe czy sukcesy plebiscytów publiczności podczas kolejnych edycji festiwali opolskich.

Dzieje się tak mniej więcej od czasu, gdy kolektywy Sistars i Sofa odniosły pewien sukces w koncertach "Premiery" na opolskiej scenie. Plastic co prawda aż do płyty "P.O.P" nie odniósł wielkiego sukcesu, mimo udziału w przedbiegach do Eurowizji. Konsekwentnie łączą w swej muzyce wiele gatunków, może więc w końcu uda im się przebić do głównego nurtu i go odmienić na dobre.

Najczujniej warto nasłuchiwać w szczególności kolejnych przebojowych kawałków alternatywno-popowego kwartetu śląskiego Biff, w którym pierwsze skrzypce gra Ania Brachaczek (wokal, eks Los Trabantos) i Hrabia Fochmann (Pogodno). Jeszcze w 2008 oni również zaliczyli udany start w koncercie premier. Skądinąd trudno opolski festiwal podejrzewać o lansowanie pozytywnych wzorców, ale w tym wypadku organizatorzy mieli nosa: piosenka Biff "Ślązak" zajęła w konkursie premier 7. miejsce. Przepis? Dobre, pastiszowe i poetyckie teksty, których brak jest bolączką zarówno polskiej alternatwy, jak i popu, i intrygujące melodie w połączeniu z ciekawym instrumentarium i punkową rytmiką. A także siła osobowości, bo mamy ich jak na lekarstwo.

Głos Ani i teksty Biffa emanują kobiecością, ale i siłą, stąd warto zauważyć, że w ciągu ostatnich dwóch lat na polskiej scenie i przy fortepianie rządzą głównie dziewczyny. Kariera Gaby Kulki dzięki płycie "Sleepwalk" nagranej wspólnie z Konradem Kuczem (Futro) nabrała gwałtownego przyspieszenia. Nic dziwnego: wspólny projekt to sensacyjne jak na Polskę połączenie muzyki niezależnej, brzmień elektronicznych i dobrych melodii. Niezależność to jeszcze jedna cecha śpiewających Polek, na co wskazują udane płyty Nathalie And The Loners (projekt Natalii Fiedorczuk z Happy Pills i Piotra Maciejewskiego z Much), "Go, Dare" i Julii Marcell "It Might Like You".

Co ciekawsze, bardzo udaną próbę wejścia w świat brzmień niezależnych, będącą swoistym drugim debiutem, podjęła Anita Lipnicka ("Hard Land of Wonder"). Słuchając dziewczyn znad Wisły, trudno nie mieć nadziei, że może wreszcie w polskich sklepach znajdzie się półka dla raczkującego nurtu lo-fi i porządnie skrojonych kompozycji z towarzyszeniem gitary i fortepianu.

Od songwriterów już tylko stopień dzieli piosenkę poetycką, w 2009 sypiącą znakomitymi wykonawcami, odświeżającymi nurt skostniałej muzyki autorskiej. Mowa tu nie tylko o rewelacyjnym projekcie koncepcyjnym, słuchowisku L.U.C-a "39/89. Zrozumieć Polskę". Bardzo dobrą płytę nagrał także Pablopavo (wokalista Vavamuffin), a kij w mrowisko żeglarskich songów wsadził Hubert Dobaczewski "Spięty" (Lao Che) albumem solowym "Antyszanty". Jego rodzima formacja ma zamiar już w marcu wydać kolejną płytę wyczekiwaną nie tylko przez fanów. Warto też bacznie obserwować Kawałek Kulki, zespół, który słyszeliśmy na świetnej zbiorowej płycie "Różni artyści - Gajcy". Sposób traktowania poetyckiej frazy, melodie, niebanalny głos i osobowość wokalistki sprawiają, że ich kolejny krążek na pewno będzie jednym z bardziej wyczekiwanych w 2010 r.

Pazury i zęby wyrosły nie tylko twórcom niezależnym, młody polski jazz dostał potężny zastrzyk energii w postaci fenomenalnego albumu Marcina Maseckiego "Bob" i niezwykłego "Bach Bleach" Raphaela Rogińskiego. Płyta Maseckiego każe uważnie przyglądać się jego następnym poczynaniom, także w formacji ParisTetris, z którą wydał w tym roku interesujący brzmieniowo album, korzeniami sięgający od rasowego avant-popu po muzyczny underground. To dziś najwybitniejszy polski pianista, z genialną swobodą poruszający się w wielu gatunkach - jak dowodzi jego wykonanie sonat Beethovena, także w klasyce. Albumy "Unaffected Thought Flow" Contemporary Noise Quintet z przełomu roku, "Dziki jazz" (kwartetu Gorzycki, Kamiński, Pater, Urowski) i "Freeyo" (kolejny projekt Wojtka Mazolewskiego) nie łamią na siłę barier, ale wybiegają ku nowoczesnemu jazz-rockowi i eksperymentom. Pokazują, że między Tomaszem Stańko a braćmi Oleś i Mikołajem Trzaską jest miejsce na dobry, choć raczej konserwatywny jazz o światowej proweniencji, w równym stopniu czerpiący z dokonań free jazzu i awangardy spod znaku Johna Zorna, co będącym nośnikiem własnych oryginalnych pomysłów.

Drugiej jassowej trójmiejskiej rewolucji raczej długo nie uświadczymy, dlatego te płyty powinny nam na razie wystarczyć.

I na koniec muzyka taneczna, w której wciąż jest mnóstwo do nadrobienia. Koniec roku przyniósł nowy singel Noviki, która powraca niedługo drugim albumem "Lovefinder". Czy pokaże, że możemy się chwalić i brzmieniami klubowymi?

@RY1@i02/2010/002/i02.2010.002.000.016a.001.jpg@RY2@

The Cars Is On Fire udowodnili, że rodzimy indie rock nie jest gorszy od zagranicznego

EMI MUSIC POLAND

Anna Gromnicka

anna.gromnicka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.