Każdemu jego kino
Z okazji 60. urodzin festiwalu w Cannes jego szefowie zaprosili 36 uznanych reżyserów do zrobienia trzyminutowych filmów. Tematem najogólniej rzecz biorąc miało być kino, nie jako dyscyplina sztuki, ale jako miejsce, w którym ogląda się filmy. Pomysł był niezły, projekt "Kocham kino" świetnie sprawdził się jako przedsięwzięcie okolicznościowe. Canneńska publiczność miała okazję smakować krótkometrażówki w małych dawkach - przed każdą projekcją festiwalową wyświetlano jedną. W dużej dawce, oglądane podczas dwugodzinnego seansu 34 odsłony "Kocham kino" mogą być męczące. Głównie dlatego, że jest to przedsięwzięcie bardzo nierówne. Tyle samo tu mistrzowskich, wzruszających, dowcipnych filmów, co pretensji, rzeczy zrobionych na siłę i bez pomysłu.
Na ekranie "Emmanuelle", na sali dwójka mieszczan, w tylnym rzędzie mężczyzna niedwuznacznie jęczy. Trzeba wezwać kierownika kina, by zdyscyplinował domniemanego onanistę. Ale nic nie jest takie, jak się wydaje - to "Cinema erotique" Romana Polańskiego, jeden z najlepszych filmów tej składanki. Randka w ciemno, para idzie do kina. Kobieta nie zna języka, trzeba tłumaczyć jej film na angielski. Mężczyzna, zamiast tłumaczyć dialogi kryminału, który oglądają, a vista wymyśla miłosna historię - to z kolei "The Last Dating Show" Billego Augusta. W "Ciemności" braci Dardenne kinowy złodziej skradający się na czworaka między kinowymi rzędami będzie przypadkowym towarzyszem wzruszenia kobiety oglądającej film. Świetne filmy przeplatane są propozycjami bardzo marnymi, ale mimo wszystko "Kocham kino" to ciekawa propozycja dla kinofilów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu