Mój pies nazywa się Brando
Drapieżny, zadziorny, odważny - światowe kino nie miało takiego gwiazdora od czasów Brando. Shia LaBeouf jest ostatnim niegrzecznym chłopcem Hollywood
Jego filmografia jest równie długa jak kartoteka wykroczeń, za które odpowiadał. Lubi knajpiane bójki, dziennikarzom cytuje wiersze Bukowskiego, ma niewyparzony jęzor i podrywa cudze dziewczyny. 25-letni Shia LaBeouf jest naprawdę "dziki". Na szczęście jest też utalentowanym aktorem, który potrafi sięgnąć do najgłębszych pokładów emocji nawet, gdy filmowy materiał nie dostarcza po temu szczególnych danych. Stworzyć interesującą postać w "Transformers" to jest wyzwanie!
Podobieństwo do Marlona Brando nie umknęło uwadze władców filmowego światka. W ostatniej części Indiany Jonesa "Królestwie Kryształowej Czaszki", w której LaBeouf zagrał syna Harrisona Forda, jego postać została wystylizowana na Marlona. Kiedy po raz pierwszy pojawia się na ekranie - wjeżdżając na dworcowy peron na motorze, odziany w skórę i zawadiacko przekrzywiony kaszkiet - wygląda jak Brando w "Dzikim". Jednak podobieństwa sięgają głębiej: w obu aktorach kipi ta sama energia, ten sam gniew. LaBeouf dał mu upust, besztając po premierze filmu reżysera Stevena Spielberga za "spieprzenie sprawy". Swój stosunek do porównań z Brando wyraził zaś, nazywając tak psa. Jednoookiego buldożka angielskiego. Chłopak nie ma szacunku dla żadnych świętości.
W tym zresztą upatruje źródeł swojego sukcesu. Do branży filmowej trafił jako nastolatek. Najpierw próbował sił w stand-upie w lokalnych barach rodzinnego Los Angeles, gdzie prezentował żarty dalece wykraczające poza jego kategorię wiekową. Następnie obdzwaniał agentów gwiazd, przedstawiając się jako swój własny menedżer. Jeden z agentów, choć przejrzał szwindel, zainteresował się 13-letnim cwaniaczkiem i załatwił mu casting w Disney Channel. LaBeouf wyszedł zeń z główną rolą w sitcomie "Świat nonsensów u Stevensów". "Wybrali mnie, bo nie czułem strachu, nie miałem szacunku dla autorytetów, nie respektowałem granic" - mówił LaBeouf w wywiadzie dla magazynu "Details".
Talent został dostrzeżony, a komediowy potencjał młokosa wykorzystano także w jego pierwszej dużej roli filmowej - w 2005 roku LaBeouf zagrał u boku Keanu Reevesa w "Constatnine". W tym komiksowym horrorze miał rolę humorystycznego wentylu bezpieczeństwa jako gadatliwy uczeń i kierowca tytułowego tropiciela demonów. Jednak uroda młodego aktora też nie przeszła niezauważona. Choć nie jest mdłym amantem w rodzaju bożyszcza nastolatek Roberta Pattinsona. Emanuje raczej zwierzęcym magnetyzmem.
LaBeouf świetnie sprawdza się w rolach młodych gniewnych. W "Wall Street - Pieniądz nie śpi" w reżyserii Olivera Stone’a zagrał początkującego rekina finansjery, który kontestuje reguły rządzące tym światem i wierzy w alternatywne źródła energii. Jednak daje się uwieść staremu chciwemu cynikowi Gordonowi Gekko (w tej roli ponownie Michael Douglas), jak wszyscy młodzi naiwniacy. Widzów uwodzi z kolei intensywność gry LaBeoufa. On jeden z całej obsady jest przez cały czas na wysokich obrotach, na sto procent możliwości w tym mdłym skądinąd obrazie.
Sam ma dość pogardliwy stosunek do pieniędzy, choć jest na liście najlepiej opłacanych młodych aktorów. Za ostatnią część "Transformers" otrzymał, bagatela, 15 mln dol., ale nie należy do tych gwiazdorów, którzy kupują sobie najnowszy model Ferrari. "Nie interesuje mnie to materialistyczne gówno, które możesz dostać za pieniądze" - deklaruje LaBeouf, godny dziedzic ideałów hipisowskich rodziców o artystycznych inklinacjach. "Zarobiłem już dość, by wystarczyło na 25 żywotów. Nie ma możliwości, by wydać całą tę forsę" - mówił aktor.
Cóż, nie takie fortuny topniały, ale Shia LaBeouf słusznie odwraca się od wysokobudżetowych produkcji, poszukując aktorskich wyzwań na miarę swojego talentu w innych obszarach kinematografii. Niedawno ukończył pracę na planie obrazu, który nie przyniesie mu kasy, ale za to niemal gwarantowane uznanie branży i może nawet jakąś lśniącą statuetkę. Wraz z Tomem Hardym i Jasonem Clarkem zagrał w najnowszej artystycznej kooperacji Nicka Cave’a i Johna Hillcoata "The Wettest County in the World". Trzej bracia produkujący bimber w Appalach doby prohibicji? Na samą myśl odczuwamy lekkie pragnienie.
@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.0003.001.jpg@RY2@
Shia LeBeouf i Carey Mulligan w filmie "Wall Street - Pieniądz nie śpi"
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu