Viva la plastelina!
Wallace i Gromit czynią świat lepszym. I podobnie jak inne postaci z legendarnego studia animacji Aardman przypominają, że "anima" znaczy dusza
Bez serc, bez ducha - to nie u Aardmana! Plastelinowe (i nie tylko) istoty stworzone przez brytyjskich mistrzów animacji wręcz obezwładniają inteligencją, osobowością i nieortodoksyjnie pojmowaną urodą. Wynalazca amator Wallace i jego pies inżynier Gromit, sprytny Baranek Shaun czy bohaterowie pełnometrażowych filmów "Uciekające kurczaki", "Wpuszczony w kanał", "Artur ratuje Gwiazdkę" są tak pełni życia, tak prawdziwi i autentyczni, że stają się częścią naszego świata. Naszymi najlepszymi przyjaciółmi, o których myślimy z czułością, kiedy jest nam trochę smutno. I z którymi chętnie spędzimy jeszcze jedną przyjemną chwilkę przed telewizorem lub w kinie.
A jest ku temu akurat kilka okazji. Na ekranach kin wciąż oglądać można najnowszą produkcję studia "Artur ratuje Gwiazdkę", która w odróżnieniu od najbardziej znanych dzieł Aardmana nie jest animacją plastelinową, lecz komputerową, ale na szczęście zachowuje ten sam ciepły i specyficznie brytyjski rodzaj poczucia humoru. Z kolei na antenie Discovery Science emitowany jest serial "Wallace i Gromit w świecie wynalazków", w którym nasi ukochani bohaterowie robią to, co potrafią najlepiej: niewiarygodne rzeczy. Na swój nieortodoksyjny i wywołujący paroksyzmy śmiechu sposób przeprowadzą nas przez całą historię ludzkich wynalazków - od koła po latające rowery. Tak, właśnie. Będzie zabawnie.
Aardman to dziś potęga w dziedzinie animacji. Podobnie jak Pixar czy Disney oznacza też coś więcej niż tylko miejsce, w którym produkuje się filmy. Oznacza specyficzną wizję świata: w tym wypadku ciepłą, ale pozbawioną sentymentalizmu, humorystyczną, ale wolną od ironii. Przygody cudownie namacalnych - dbałość o detale, realizm wzorów i faktur jest jedną z cech aardmanowskich animacji - plastelinek bywają dość absurdalne. Jak w nagrodzonym Oscarem pełnometrażowym filmie "Wallace i Gromit: Klątwa królika", który opowiada o walce dzielnych wynalazców ze zmutowanym gryzoniem buszującym po sąsiedzkich ogródkach tuż przed ważnym konkursem warzywnym. Brytyjskie poczucie humoru, ot co.
Historia legendarnego studia z Bristolu rozpoczęła się pewnego zwykłego dnia w 1970 roku. Do producenta z BBC Patricka Dowlinga, który zajmował sie programami dla dzieci, przyszedł kolega z działu programów religijnych i powiedział, że jego syn David wraz ze swoim szkolnym kolegą Peterem zrobili krótki film animowany. Zrobiony przez nastolatków short był całkowicie amatorski, ale spodobał się producentowi na tyle, że dał chłopakom trochę taśmy filmowej i kazał przyjść, kiedy uda im się zrobić coś bardziej sensownego. Rok później Peter Lord i David Sprox-ton sprzedali BBC (za 25 funtów!) swój pierwszy film: spadającego w bezkresną dziurę ludzika, którego nazwali Aard Man. A następnie po prostu zbudowali od podstaw brytyjski przemysł animacji filmowej.
W latach 80. do tej pary uroczych dziwaków i oryginałów dołączył kolejny geniusz: Nick Park. To on jest ojcem Wallace’a i Gromita, Baranka Shauna i innych niepokojąco ludzkich zwierzaków z serii "Zwierzozwierzenia". Jego pomysłowość i poczucie humoru w połączeniu z mistrzostwem w dziedzinie tradycyjnej animacji plastelinowej - wymagającej niewiarygodnych nakładów pracy i precyzji - przeniosła Aardman Studio do światowej czołówki. Cztery Oscary na koncie to tylko jeden z wyznaczników sukcesu. Innym jest uśmiech, jaki pojawia sie na twarzach ludzi, gdy padają tytuły ich filmów: "Wściekłe gacie", "Golenie owiec", "Kwestia tycia i śmierci".
W przyszłym roku czeka nas premiera kolejnego pełnometrażowego obrazu, stworzonego podobnie jak "Artur ratuje Gwiazdkę" we współpracy z Sony Pictures Entertainment. "The Pirates! In an Adventure with Scientists" to kolejna czaso- i pracochłonna produkcja. Jak opowiadał w jednym z wywiadów Peter Lord, aby zaanimować postać kapitana piratów, któremu głosu użyczył Hugh Grant, trzeba było stworzyć... 250 ust tej postaci. Do tego setki planów, figurek, kostiumów, zapasowych kostiumów i różniących się subtelnymi detalami oczu, ust i innych części twarzy poszczególnych postaci, by móc w wiarygodny sposób oddać ich mimikę. Gdyby nie ożywiał tego prawdziwy duch zabawy, byłaby to robota godna szaleńców.
@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.004a.001.jpg@RY2@
"Artur ratuje Gwiazdkę"
@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.004a.002.jpg@RY2@
"Baranek Shaun"
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu