Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zaufać samemu sobie

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Sundance Channel zaprasza na retrospektywę filmów Joego Swanberga

Joe Swanberg: Na pewno cenię go za autobiografizm. W ostatnich kilku filmach sam starałem się zastosować tę strategię, więc Roth stanowił dla mnie nieocenione źródło inspiracji. Muszę przyznać, że nikt inny nie potrafi łączyć własnego życia z fikcją literacką w sposób równie kunsztowny i odważny.

Jako widz jestem bardzo wyczulony na fałsz. Nie znoszę, gdy pewne sfery, związane na przykład z życiem erotycznym, zostają na ekranie przemilczane lub ulegają wypaczeniom. Dlatego od razu wiedziałem, że filmy reżyserowane przeze mnie muszą wyglądać inaczej. Gdy staję za kamerą, mam w nosie parametry techniczne dotyczące obrazu lub dźwięku. Cały swój wysiłek skupiam na oddaniu jak największej wiarygodności opowiadanej historii.

Za każdym razem, kiedy pracuję nad filmami typu "Hannah wchodzi po schodach", mam wrażenie, że dochodzę do ściany. Portretowanie życia moich rówieśników cały czas bardzo mnie interesuje, ale jestem jeszcze młody i nie mogę przez następne 50 lat opowiadać wciąż tych samych historii. Dlatego właśnie znalazłem dla siebie odskocznię w postaci filmów o moich doświadczeniach związanych z tworzeniem. W takich na przykład "Srebrnych kulach" nie zrezygnowałem z psychologicznego autentyzmu, ale wzbogaciłem go o pewien rodzaj surrealizmu, który zawsze towarzyszy pracy nad filmem. Chcę, aby te dwie tendencje w moim kinie perfekcyjnie się bilansowały.

Twórcy kojarzeni z mumblecore są moimi przyjaciółmi, więc na pewno uważamy się za pewnego rodzaju wspólnotę. Nie ma ona jednak nic wspólnego z formalnym ruchem artystycznym. Owszem, łączy nas kilka podobnych twórczych założeń związanych na przykład z promocją naturalnej techniki gry aktorskiej. To, że je stosujemy, wynika jednak z naszych indywidualnych decyzji i nie ma nic wspólnego z narzuconymi z góry dogmatami.

Ostatnimi czasy czuję się szczególnie inspirowany przez Jeana-Luca Godarda. Czytam właśnie monografię jego twórczości zatytułowaną "Everything is cinema" i jestem naprawdę zaskoczony tym, jak bardzo zbieżne są metody naszej pracy. Z nowofalowców bardzo lubię jednak także Erica Rohmera. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek poczuł w kinie silniejszą identyfikację z bohaterem niż w przypadku jego filmu "Miłość po południu".

Obawiam się, że nie. Powszechnie uważa się, że to, co najważniejsze w amerykańskiej kulturze wizualnej, zawdzięczamy teraz telewizji. Dochodzi do sytuacji, w której młodzi ludzie po szkołach filmowych nie marzą o realizacji pełnometrażowego debiutu, lecz o zdobyciu angażu przy serialu. W pewnym sensie ich rozumiem, bo nie przeczę, że telewizja daje możliwość pracy nad fantastycznymi projektami. Gdy realizujesz seriale, nie masz jednak szans na bycie autorem. W tym systemie reżyser jest tylko jednym z członków ekipy.

Jeśli umie się go odpowiednio wykorzystać, YouTube potrafi być pożyteczny. To fantastyczny poligon doświadczalny. Jeśli masz pomysł na formalny eksperyment i zobaczysz, że spodobał się ludziom w prostym filmiku, zyskujesz pewność, że możesz wykorzystać takie samo rozwiązanie w profesjonalnej twórczości.

Ktoś mógłby pomyśleć, że to naiwne, bo technika zmienia się tak szybko, że pokazane dziś w filmie rozwiązania za pięć lat staną się zupełnie anachroniczne. Mnie to jednak nie przeszkadza, bo lubię kino, które daje świadectwo swojemu czasowi. Największy problem tkwi w czymś zupełnie innym. Oczywiste jest, że portale społecznościowe diametralnie zmieniły mentalność ludzi i wpłynęły na sposób komunikowania się między nimi. Tyle że ich sposób działania jest niefilmowy i trudny do precyzyjnego uchwycenia na ekranie. Warto jednak zaufać własnej kreatywności i podjąć ten trud, bo bez odniesień do Face-booka nie da się dziś pokazać życia młodego pokolenia.

Dla mnie to przede wszystkim świetny film o tym, jak bardzo płynne stało się pojęcie własności intelektualnej. Bo co to tak naprawdę oznacza dziś, że coś stworzyłeś i posiadasz prawa do jakiegoś pomysłu? Żyjemy w czasach, w których mamy bardzo swobodny dostęp do książek, filmów czy muzyki, więc bardzo łatwo możemy posunąć się do ich kradzieży. Moja twórczość przynosi niewielkie dochody, ale i tak są one bardzo pomniejszane przez to, że wszystkie filmy da się ściągnąć z torrentów. Taka sytuacja rodzi pytanie, czy w obecnym systemie niezależni reżyserzy mają w ogóle szansę przetrwania.

Nie wyobrażam sobie, że mógłbym pracować tam na stałe, ale z czystej ciekawości zrobiłbym dla nich choć jeden film. Nawet jeśli coś mi nie wyjdzie, w Hollywood kręci się tak wiele gniotów, że nikt tego nawet nie zauważy.

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.004a.001.jpg@RY2@

"Caitlin gra Caitlin"

@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.196.004a.002.jpg@RY2@

Joe Swanberg jest także aktorem. Tu na planie filmu "Naprawdę straszna śmierć"

Rozmawiał Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.