Chiński bajer disco polo
"Miliard szczęśliwych ludzi" o podboju Chin przez grupę Bayer Full to komedia, która kończy się w nieśmieszny sposób
To film przygodowy, komediowy, bardziej fabuła niż dokument - mówił przed pokazem filmu reżyser Maciej Bochniak, dla którego "Miliard szczęśliwych ludzi" jest pełnometrażowym debiutem. Mimo że w trakcie pokazu widownia co kilka chwil wybuchała śmiechem, to jednak po nim wcale już do śmiechu nie było. Film potwierdził bowiem, że disco polo to zwykła maszynka do zarabiania pieniędzy, że ci, którzy wyciągają z niej najwięcej, działają bez skrupułów, doskonale wiedząc, jaką sieczkę sprzedają ludziom i jak kompletnie różnią się światy nasz i chiński.
W głównych rolach występują tu muzycy Bayer Full, ale też sinolog i dziennikarz Krzysztof Darewicz, od lat mieszkający w Chinach. To on próbuje załatwić zespołowi kontrakty na koncerty. Warunek pierwszy - Bayer Full musi śpiewać po mandaryńsku. I tu dochodzi do najśmieszniejszych scen w filmie. Momenty, w których członkowie Bayer Full próbują śpiewać "Majteczki w kropeczki" i "Bara-bara" w egzotycznym dla nas języku, to perełki. Tak jak komentarz wokalistki, która po absurdalnych próbach mandaryńskiego wokalu w wykonaniu lidera Bayer Full Sławomira Świerzyńskiego rzuca komentarz: "i mówicie, że disco polo ma proste teksty". Zabawnie jest też wtedy, kiedy Świerzyński, próbując załatwić chińskie kontrakty, sam wyrusza do Chin. Jego występ w tamtejszej telewizji to gotowy skecz dla kabaretów.
Gwiazdą tego filmu jest jednak Darewicz. Jego opisy różnic między kulturami, obyczajów i sposobów na przetrwanie wizyty w Chinach to zabawne perełki w stylu "wszystko jest w ruchu, a jednocześnie nic się nie dzieje". Kamera krąży za nim w Chinach podczas rozmów z tajemniczym biznesmenem. Ważna jest ich rozmowa na stadionie, gdzie chcą zorganizować koncert Bayer Full. Ze śmiesznej sytuacji robi się nieśmiesznie, kiedy po rozmowie chiński biznesmen, siadając na jednym z krzesełek na stadionie, śpiewa piękną chińską pieśń. Z jednej strony chce sprzedać milionom ludzi polską sieczkę, z drugiej sam pozostaje pod wpływem chińskiej tradycji. Nie ukrywa, że współpraca z Bayer Full ma dla niego czysto finansowe podłoże i nie ma nic wspólnego ze sztuką i artystycznym projektem. W towarzystwie Darewicza oglądamy też spektakl uliczny albo jak przekonuje Chińczyków, że jest jednym z nich. Darewicz ma też znakomite sceny w Polsce. Jak tę, w której Świerzyński próbuje mu wytłumaczyć, o czym są "Majteczki w kropeczki".
Konkluzja pełnego naprawdę zabawnych momentów filmu jest smutna. Bayer Full mandaryńskie wersje swoich przebojów na razie wykonuje w Polsce.
@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.005a.001.jpg@RY2@
Lider Bayer Full z chińskimi fanami, póki co w Wólce Kosowskiej
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu