"Generał" wraca do kin
Buster Keaton mawiał, że "Generał" to jego opus magnum, lecz musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim jego zdanie podzieliła krytyka i widzowie. Obraz ten poniósł w swoim czasie sromotną klęskę finansową i prestiżową. Przyczyn ówczesnej porażki można doszukać się wielu, zarzucano "Generałowi" chociażby rozpięcie filmu pomiędzy komedią a kinem przygodowym, co dzisiaj poczytujemy za zaletę. Szczególnie że Keaton znakomicie wyważył swój film dramaturgicznie. Nadal ogląda się go z zapartym tchem i podziwem dla reżyserskiego i aktorskiego kunsztu tego nieprzeciętnego artysty o kamiennej twarzy.
Inżynier Johnnie Grey ma w życiu dwie miłości - narzeczoną Annabelle i swoją lokomotywę, tytułowego Generała. Na życzenie ukochanej Johnnie stara się zaciągnąć w szeregi konfederackiej armii, lecz bezskutecznie. Ze względu na swój fach uznany zostaje za użytecznego dla celów militarnych, ale za linią frontu. Pech chce, że Annabelle marzy o żołnierzu i wyjdzie za naszego bohatera dopiero wtedy, gdy ten wdzieje mundur. Okazja do chwały nadarza się, gdy unioniści porywają Generała, a Johnnie rusza, aby odbić lokomotywę i bohatersko zdobyć serce wybranki.
"Generał" zainspirowany został wydarzeniem autentycznym z czasów wojny secesyjnej, rajdem Andrewsa, zwanym też wielkim pościgiem za lokomotywą. I to właśnie szalona pogoń wojsk Północy za pociągiem jest najlepiej pamiętaną sceną filmu. Keaton wszystkie popisy kaskaderskie, nierzadko skrajnie niebezpieczne, wykonywał sam. Wielkie widowisko, w pełni zasługujące na swoją pozycję w kanonie światowej kinematografii.
Bartosz Czartoryski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu