Przepełniona czara goryczy
Polsko-rumuńska "Droga na drugą stronę" zaczyna się jak mroczna animacja, pod którą spokojnie mógłby podpisać się Tim Burton. Trup opowiada swoją smutną i śmieszną historię
Rumuńsko-polski film po raz pierwszy oglądałem w Niemczech na festiwalu w Cottbus, gdzie zdobył kilka nagród - a ma już na koncie kilkanaście międzynarodowych wyróżnień. Dopiero po kilkunastu minutach uświadomiłem sobie, że przecież doskonale znam tę historię. Z gazet i telewizji. Chodzi o nagłośnioną przez media opowieść o przebywającym w Polsce młodym Rumunie, Claudio Crulicu, który najpierw został bezpodstawnie oskarżony o kradzież, następnie bez rozprawy osadzony w areszcie. Stamtąd bezskutecznie słał monity z prośbą o rewizję śledztwa. Nie doczekawszy się odpowiedzi, na znak protestu ogłosił strajk głodowy. Zagłodził się. Na śmierć.
"Droga na drugą stronę" to kolejna progresywna animacja poszerzająca ramy gatunku. Współczesna animacja nie jest jedynie rozkoszną familiadą albo autorskim, poetyckim manifestem. Dzisiaj animacja zbliża się także do thrillera, porusza tematy polityczne i społeczne. Marjane Satrapi na podstawie swojego komiksu stworzyła słynne "Persepolis", Ari Folman - twórca "Walca z Baszirem" - pracuje nad adaptacją "Kongresu futurologicznego" Stanisława Lema, a Sylvain Chomet w "Iluzjoniście" oddaje hołd Jacquesowi Tati. "Droga na drugą stronę" jest natomiast animowanym dokumentem.
Anca Damian, reżyserka filmu, już w fabularnym debiucie z 2008 roku, dramacie "Crossing Dates", pokazała, że filmowy interwencjonizm nie musi być reportażem. Tak zwany mocny temat trzeba obudować równie wyrazistą warstwą wizualną. W "Crossing Dates" chodziło o znakomite zdjęcia Liviu Marghidana, w "Crulicu" o zmienne techniki animacji oraz towarzyszącą im muzykę Piotra Dziubka, w której echa rumuńskiego folkloru nicują się z gitarowym ambientem rodem z modnych, krakowskich pubów.
Claudio Crulic jest narratorem historii. W więzieniu, odarty z godności, pisze dziennik rozpaczy. W tle oglądamy śmietnik dzieciństwa i młodości bohatera. Odpady pamięci, w których miesza się to, co ważne, z tym, co bezwartościowe. Zdjęcia z albumu rodzinnego, prawosławne ikony, potwierdzenia pism wysyłanych przez aresztanta, wypisy ze szpitala. Klasyczna animacja (bardzo dobra kreska) sąsiaduje z ujęciami stricte filmowymi, akwarelkami, wycinanką czy wkopiowaniami dokumentalnymi. Obyczajowe scenki z pierwszej części w finale ustępują miejsca onirycznej fantasmagorii schorowanego Claudia.
Rewelacją filmu jest także ton, jakim posługuje się reżyserka. Zamiast patetycznej opowieści o świętym męczenniku dostajemy opartą na czarnym humorze biografię faceta, któremu nie udało się ocalić ciała, ale którego dusza pozostała nietknięta. Crulic potrafi zachować dystans - do siebie i sprawy. Śmieje się przez łzy. Rzecz w polskim kinie nie do pomyślenia.
Również w zapisie dramaturgicznym "Droga na drugą stronę" jest czymś więcej od jednostkowej opowieści o egzystencjalnej drodze bez happy endu. Biografia Crulica posłużyła reżyserce jako demaskatorska wizja bezprawia w państwie prawa. Chodzi o odwieczny podział na lepszych i gorszych obywateli. W tym kontekście "Droga..." staje się filmem o bezduszności systemu, wobec którego bezsilna, niewinnie oskarżona jednostka jest zawsze pionkiem bez znaczenia. "Proces" Kafki odradza się w każdym czasie, pod każdą szerokością geograficzną. Francuski filozof, Emmanuel Lévinas, pisał: "Niemoc to brak władzy nad tym, co jest moje".
@RY1@i02/2011/233/i02.2011.233.196.022a.001.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu