Bolesna wpadka Gusa Van Santa
Nadmierna estetyzacja obrazu często wiedzie do banalizacji treści i w efekcie kiczu. W taką pułapkę wpadło już wielu znakomitych reżyserów przed Gusem Van Santem. "Restless" jest dość bolesny dla widza. Zwłaszcza widza, który lubi vansantowskie spojrzenie na adolescencję. Znakomity "Słoń" czy mniej udany, ale wciąż mocny, "Paranoid Park" oferowały coś więcej poza zachwytem dla emo grzywek, sarnich oczu i pretensjonalnych zachowań niespokojnych młodzieńców. "Restless" - bezcelowa i łzawa opowiastka o przyjaźni czy miłości, jaka nawiązuje się między nieuleczalnie chorą nastoletnią Annabel (Mia Wasikowska) a obsesyjnie podążającym za tematem śmierci Enochem Brae (Henry Hopper), który nałogowo chadza na pogrzeby nieznanych mu ludzi - razi charakterystycznym dla kiczu nadmiarem. Za dużo tu wszystkiego: nieszczęść, wypadków, śmierci, hipsterskich ciuchów, piosenek Sufjana Stevensa, pretensjonalnych gestów.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.