Twarz dyktatury
Łatwo pisać o dyktaturze Kim Dzong Ila. Wystarczy zestawić luksusy Przywódcy z okrucieństwem północnokoreańskich gułagów. Zebrać garść absurdów, choćby szkolne zadania. "Trzej żołnierze Koreańskiej Armii Ludowej zabili trzydziestu żołnierzy amerykańskich. Jeśli każdy z nich zabił tyle samo żołnierzy, ilu Amerykanów zabił jeden żołnierz koreański?".
Barbara Demick, korespondentka "Los Angeles Times", zrobiła w "Światu nie mamy czego zazdrościć" rzecz o imponującą i ważną. Zrekonstruowała krok po kroku codzienne życie Koreańczyków z Północy. Zwykłe dni ludzi, którzy - w przeciwieństwie do Kubańczyków czy Irańczyków - nie mają nawet pojęcia, że żyją w dyktaturze.
Pewien północnokoreański żołnierz wspominał, że kolega pokazał mu amerykański obcinacz do paznokci. Nie mógł się nadziwić prostocie urządzenia. Pomyślał: skoro Korea nie potrafi skonstruować czegoś tak prostego, jak ma wygrać z Ameryką? Inny rodak Kim Dzong Ila oglądał w gazecie zdjęcia robotnika południowokoreańskiego protestującego przeciw kapitalistycznemu wyzyskowi - sportretowany miał na sobie bluzę z zamkiem błyskawicznym, a w kieszeni długopis. Przedmioty uchodziły na Północy za luksus.
Nie brak w książce Demick krańcowych absurdów czy brutalności reżimu, jak to w posępnym orwellowskim świecie. Są tu nawet Winston i Julia: nazywają się Jun-sang i Mi-ran. Jednak w przeciwieństwie do Orwella Demick sprawia, że z każdą stroną zaczynamy coraz lepiej rozumieć mechanizmy rządzące życiem Północy.
@RY1@i02/2011/223/i02.2011.223.196.026b.001.jpg@RY2@
Mariusz Janik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu