Odzyskany złodziej Gołas
Wkrótce ukażą się odnalezione w archiwach nagrania Kabaretu Starszych Panów. Najwyższy czas, żeby twórczość Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego przestać traktować w kategoriach rozrywki
Pan A (Jerzy Wasowski) przeprowadza wywiad ze śpiącym Panem B (Jeremim Przyborą). Indagowany przyjaciel śni o rynku, na którym pojawia się zjawiskowa dziewczyna. Piękna kobieta robi striptiz - ściąga z siebie kolejne warstwy zasłon. Rozemocjonowany Pan B pokrzykuje, a podniecony Pan A chce zażyć luminal, żeby szybko dołączyć do podglądającego to erotyczne cudo druha. Niestety, kiedy opada ostatnia płachta materiału, okazuje się, że oszałamiająca dziewczyna ma na sobie kostium kąpielowy z aseksualnym napisem: "Graj w Totolotka".
Albo to: Pana B odwiedza grana przez Barbarę Krafftównę pracownica PANI (Państwowej Agencji Naukowych Inwigilacji), zbierająca materiały do ankiety statystycznej "Obywatel w nocy". Po kilkunastu dwuznacznych gierkach słownych okazuje się, że agentka chce przebadać Pana B nie tylko lingwistycznie.
I wreszcie: Starsi Panowie zastają w swoim mieszkaniu gościa - złodzieja (Wiesław Gołas) pogrążonego w depresji z powodu "fatalnych perspektyw zawodowych". W "ustroju sprawiedliwości" Maksymilian czuje bezsens swojego fachu - jego aktywność ogranicza się do robienia drobnych korekt w dystrybucji dóbr. Dobroduszny złodziej zajmuje się "uszczuplaniem wielkich specjalistów od manka w miastach wojewódzkich", z czego robi "superaty ubogim kierownikom placówek handlowych na prowincji". Prowincja go jednak przytłacza, co jest powodem jego niespodziewanej wizyty u Starszych Panów, którzy goszczą go ciepłym słowem i pokrzepiają piosenką.
To tylko fragmenty pierwszych sześciu wieczorów, które uważano za zaginione. Przez lata krążyły o nich legendy, bo pamiętać mogli je tylko najstarsi miłośnicy Przybory i Wasowskiego. Nadawany przez TVP od 1958 do 1966 roku Kabaret Starszych Panów emitowany był bowiem na żywo - zarejestrowano tylko około połowy z szesnastu powstałych odcinków. O prywatnych magnetowidach nikt wtedy nawet nie marzył. Okazało się jednak, że nie wszystko stracone. Dzięki wytrwałości i zapobiegliwości syna Pana A, znanego dziennikarza i satyryka, jednej z legend Programu 3 Polskiego Radia, Grzegorza Wasowskiego, w domowych archiwach przechowały się radiowe wersje telewizyjnych programów spółki panów J. Wasowskiemu juniorowi udało się nie tylko ocalić taśmy, lecz także doprowadzić do ich wydania.
Pod koniec listopada do sklepów trafi trzynastopłytowa antologia "Radiowe Kabarety Starszych Panów", w której znajdą się niepublikowane, specjalnie powstałe dla rozgłośni odcinki kabaretu, w tym siedmiu programów, które zaginęły w telewizji. "Miłośnicy Kabaretu Starszych Panów po raz pierwszy będą mogli się posłuchać tego, czego nie znają" - podkreśla Grzegorz Wasowski. Po wielu latach będziemy się więc rozkoszować legendarnymi: "Popołudniem Starszych Panów", "Jesienną nocą", "Kaloryfeerią" i "Drugą wiosną".
Pomysł wydania "Radiowych Kabaretów Starszych Panów" powstał rok temu, podczas piątej edycji festiwalu Niewinni Czarodzieje organizowanego przez Instytut Stefana Starzyńskiego, oddział Muzeum Powstania Warszawskiego. Nowa publikacja ukaże się nakładem właśnie muzealników oraz Polskiego Radia.
Marzy mi się, żeby ta niespodziewana reedycja stała się zarzewiem debaty na dalszymi losami spuścizny Starszych Panów. Minęły 53 lata od premiery pierwszego programu - najwyższy czas, żeby dorobek Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego zaczęto postrzegać nie tylko w kategoriach rozrywki, muzy pierwszego sortu, ale lekkiego kalibru, którą mimo wszystko traktuje się u nas z przymrużeniem oka, zaś w samych autorach widzieć nie tylko znakomitych kuglarzy, ale wybitnych artystów - poetę i kompozytora. Kabaretowe piosenki już dawno zbłądziły pod strzechy, cytaty z tekstów i gagów zadomowiły się w potocznej polszczyźnie do tego stopnia, że porozumiewają się nimi między sobą dwudziestolatkowie i sześćdziesięciolatkowie (często jest to jedyna płaszczyzna językowa, na której mogą się dogadać), a jednak Przybora i Wasowski funkcjonują w powszechnej świadomości jako zręczni kupleciarze i szansoniści. Nie tylko zresztą oni - podobne uproszczenie towarzyszy recepcji twórczości Jonasza Kofty. Najwyższa pora, by zacząć dostrzegać w ich wieloznacznej twórczości inne treści.
Cylinder, frak, koszula, sztuczkowe spodnie, kwiat w butonierce, nienaganne maniery, wykwintna, pełna archaizmów polszczyzna, atrapy zabytkowych mebli, galeria bohaterów z innej epoki - hrabin, oficerów, szlachciurów. Wbrew temu, co się utarło, image i świat przedstawiony w Kabarecie Starszych Panów nie był wyłącznie wyrazem nostalgii za czasami II Rzeczypospolitej. Był także ciepłą kpiną z owej bezpowrotnie utraconej rzeczywistości. Owszem, Starsi Panowie zachowywali arystokratyczną kindersztubę, co w epoce siermiężnej PRL stanowiło akt kontestacji, ale też z niej podrwiwali. Dworowali z dusznego światka i stylu życia szlacheckich i arystokratycznych manier, które nie przystawały do nowych czasów (co nie znaczy, że gloryfikowali system), z hrabin, huzarów oraz rządców, Kuszelasów, Tyłbaczewskich i Guciów. Nasączali swoje skecze i piosenki wyrafinowanym podtekstem erotycznym - również homoseksualnym, jak w brawurowo wykonywanym przez Wiesława Gołasa "Kapturku 62" - na co w radiu (gdzie się przed wojną poznali) nie mogliby sobie pozwolić. Cieszmy się zatem z odnalezionych nagrań i nie brnijmy w koleiny raz utrwalonych interpretacji. Starsi Panowie na to zasługują.
@RY1@i02/2011/218/i02.2011.218.196.024a.101.jpg@RY2@
Małgorzata Toruńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu