Upadłe aniołki
Trzy tajne agentki, walczące ze złem za pomocą karate i seksapilu, wracają na telewizyjne ekrany. Niepotrzebnie. W nowej wersji "Aniołków Charliego" przede wszystkim rzuca się w oczy budżet. Producenci nie żałowali pieniędzy na scenografię i efekty specjalne. Dziewczyny rozbijają się drogimi samochodami, ubrane są w luksusowe ciuchy i korzystają z najnowocześniejszych gadżetów. Mogłoby się wydawać, że serial powiela schemat oryginalnej serii, na której został oparty, ale jednocześnie stanowi estetyczną kontynuację filmu z Cameron Diaz, Lucy Liu i Drew Barrymore w rolach głównych. Nic bardziej mylnego.
O ile pełnometrażowa wersja przygód aniołków była sprawnie zrealizowaną komedią sensacyjną, o tyle w serialu brakuje akcji, humoru i logiki. Do plusów niewątpliwie należy zaliczyć to, że wydarzenia rozgrywają się w tempie błyskawicznym. Nawet to nie jest w stanie zrekompensować luk w scenariuszu, fatalnej reżyserii i kiepskiego aktorstwa. Tytułowe aniołki grają trzy młode aktorki z doświadczeniem serialowym: Annie Ilonzeh, Rachel Taylor i Minka Kelly. Bardziej jednak niż na ukazywaniu jakichkolwiek emocji skupiają się na prezentowaniu chwytów karate. Wszystko w nowych "Aniołkach..." jest do bólu ograne i banalne. Nic dziwnego, że stacja ABC zdecydowała się na zdjęcie serialu z anteny po nakręceniu zaledwie 8 odcinków pierwszego sezonu.
@RY1@i02/2011/214/i02.2011.214.196.004c.001.jpg@RY2@
Anna Kiedrzynek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu