Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Antycyrk Mendozy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Połamany życiowo, melancholijny bohater, niespieszna narracja, mało śmieszne anegdoty, a zamiast lingwistycznej ekwilibrystyki klarowny, nieco poetycki język jak z XIX-wiecznego romansu. Wierzyć się nie chce, że taka książka wyszła spod pióra Eduarda Mendozy, literackiego chuligana, jak sam o sobie mówi, kpiarza i wywrotowca, który reanimował powieść łotrzykowską. Ale to tylko pozory - w "Wyspie niesłychanej" Mendoza też żongluje z konwencją. Autor "Oliwkowego labiryntu" przyzwyczaił czytelników do Barcelony, to w stolicy Katalonii umieszcza akcję swoich powieści i opisuje swoje miasta tak, jak nikt wcześniej. Tymczasem scenerią, a zarazem bohaterem "Wyspy" jest Wenecja. Do Serenissimy, przypominającej mroczne, pełne tajemnic miasto z thrillera "Nie oglądaj się teraz" Nicolasa Roega i dekadencki kurort sportretowany przez Tomasza Manna w "Śmierci w Wenecji", przybywa Fabregas, biznesmen z Barcelony. Niby jest turystą, ale towarzyszy mu niejasne przekonanie o konieczności przemiany - rzuca pracę, kochankę i błąka się po weneckich zakamarkach. Zewsząd atakuje go przeszłość, na poły mityczna - wysłuchuje chrześcijańskich legend, przysłuchuje się dziwacznej debacie kościelnej dotyczącej m.in. kwestii, czy po śmierci Chrystusa jego ciało psuło się tak, jak resztki po innych zmarłych, wreszcie poznaje zagadkową kobietę, która odmieni jego życie... A więc czytadło? Trochę tak, ale ładnie skrojone, choć nie tak błyskotliwie, jak kolejne powieści Mendozy (premiera "Wyspy" miała miejsce w 1989 roku). To romans, ale przewrotny, kobieta jest tu równie tajemnicza, co Wenecja.

@RY1@i02/2011/214/i02.2011.214.196.026c.001.jpg@RY2@

Małgorzata Toruńska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.