Ekshibicjonizm ducha
Na ekrany wraca arcydzieło Bernarda Bertolucciego. "Ostatnie tango w Paryżu" z upływem czasu nabiera coraz większej wartości
Można dyskutować nad powodami, przez które przed czterdziestoma laty młodziutka Jeanne, której ślub majaczył już na horyzoncie, wdała się w romans z dwukrotnie od siebie starszym wdowcem. Można próbować rozłożyć ich związek na czynniki pierwsze. Można prowadzić niekończące się dysputy na jego temat. Można, ale nie trzeba, bowiem przekornie film Bertolucciego nie wymaga od widza chłodnego, analitycznego spojrzenia, ale wręcz rzuca wyzwanie naturalnej potrzebie racjonalizacji. "Ostatnie tango w Paryżu" to istny ekshibicjonizm ducha, choć wydawać by się mogło, że trudno o film bliższy tematowi cielesności. Owszem, seks jest tutaj istotny, ale nie stanowi celu, lecz środek, staje się narzędziem, za pomocą którego czterdziesto- czteroletni Paul usiłuje zalepić zionącą w jego życiu dziurę powstałą po samobójstwie żony.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.