Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Szlachetny bandyta

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wielki western Johna Forda i początek hollywoodzkiej kariery Johna Wayne’a. TVP Kultura przypomina klasyczną opowieść z Dzikiego Zachodu "Dyliżans"

John Ford przeszedł do historii kina przede wszystkim jako reżyser, który przywrócił blask szczególnie podatnemu na konwencjonalizację westernowi. Uszlachetniona przez niego metoda opowiadania historii o Dzikim Zachodzie i jego mieszkańcach wykorzystana została w wielu filmach i przetrwała aż do początków lat 60. Kolejnym krokiem w rozwoju westernu było bowiem pojawienie się jego przeciwieństwa - antywesternu, rozprawiającego się bezlitośnie z amerykańską mitologią. Tę ideologiczną rewolucję poprzedza jednak rewolucja Forda, któremu sztywne ramy konstrukcyjne gatunku nie przeszkadzały w realizowaniu filmów olśniewających wizualnie, a przy tym wiarygodnych pod względem psychologicznym.

Twórca "Dyliżansu" urodził się w 1894 r. w rodzinie irlandzkich imigrantów z Maine. Jego starszy brat, Francis Ford, wyjechał do Hollywood na początku drugiej dekady XX w. i odniósł tam ogromny sukces, grając w setkach filmów niemych. Następnie sam stanął za kamerą. Dwanaście lat młodszy John podążył w ślady brata i przez pierwsze lata pobytu w Fabryce Snów pracował jako asystent przy filmach kręconych przez Francisa, występował w nich jako aktor, a czasem nawet przejmował obowiązki operatora. Ta praktyka miała okazać się bezcenna. Jako samodzielny reżyser Ford zadebiutował w 1917 r. Większość filmów, zwłaszcza niemych, jakie nakręcił w ciągu kilku pierwszych lat kariery, zaginęła. Jednym z wyjątków jest "Żelazny koń" z 1923 r. To epicka, pełna rozmachu opowieść historyczna, nawiązująca do wydarzeń związanych z budową linii kolejowej z Chicago do San Francisco. Kolejnym ważnym filmem Forda był "Potępieniec" (1935). Jego bohaterem, a właściwie antybohaterem, jest Gypo Nolan - zdrajca narodu irlandzkiego. "Potępieniec", choć zdobył aż cztery Oscary, nie wytrzymał próby czasu - rażą w nim patetyczne aktorstwo, kiepskie oświetlenie i niedopracowany dźwięk. Jednak już w tym filmie widać zafascynowanie Forda meandrami ludzkiej psychiki, potwierdzone w nakręconym cztery lata później "Dyliżansie".

To dzieło przełomowe, zapowiedź gruntownej zmiany gatunku dotychczas kojarzonego głównie z podrzędnymi produkcjami. "Dyliżans" to pierwszy w dziejach western realistyczny, bogaty w precyzyjnie nakreślone postaci, których prawdziwe intencje wychodzą na jaw dopiero pod wpływem zagrożenia zewnętrznego. Nakręcona zgodnie z zasadą trzech jedności opowieść o szóstce podróżnych narażonych na atak wrogich Apaczów do dziś zachwyca bezbłędnym, dynamicznym montażem, śmiałymi scenami kaskaderskimi i nieprzesadzonym jak na tamte warunki aktorstwem. To właśnie od "Dyliżansu" zaczęła się kariera Johna Waynea kreującego tam postać szlachetnego bandyty szukającego zemsty za śmierć najbliższych. I także jego rola uczyniła z "Dyliżansu" arcydzieło, które nie poddaje się upływowi czasu.

@RY1@i02/2011/156/i02.2011.156.196.006a.001.jpg@RY2@

Anna Kiedrzynek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.